MON bez przetargu i bez offsetu kupuje rakiety z USA. Choć produkujemy w Polsce podobne i tańsze

MON zakończył negocjacje w sprawie zakupu 180 amerykańskich rakiet przeciwpancernych Javelin. Bez przetargu, niejawnie i bez wzmianki o offsecie. Minister Mariusz Błaszczak zapowiedział już kolejne zakupy. Choć od dawna produkujemy na licencji porównywalne pociski i pracujemy nad swoim.

O wynegocjowaniu umowy i jej rychłym podpisaniu poinformował na Twitterze minister. MON nie wydał w tej sprawie żadnego oficjalnego komunikatu. Sam minister nie podał na razie żadnych szczegółów, jak choćby takiego, ile polscy podatnicy zapłacą amerykańskiemu koncernowi Lockheed Martin produkującego pociski Javelin (ang. oszczep). Zapewnił jednak, że kupimy ich jeszcze więcej.

Wynegocjowanie umowy skomentowała również na Twitterze ambasador USA Georgette Mosbacher. Określiła to "kolejnym kamieniem milowym dla zdolności obronnych Polski". - Silna Polska to silne Stany Zjednoczone - napisała.

Broń dla terytorialsów

Jak wynika z dokumentów rządu USA, Polska wstępnie chciała maksymalnie 180 samych rakiet oraz 79 wyrzutni. Cena maksymalna za nie plus szkolenia i różne dodatkowe usługi, miała wynosić sto milionów dolarów. Z informacji teraz podanych przez Błaszczaka wynika, że wyrzutni będzie jednak 60, co najpewniej ograniczy cenę. Nadal jednak mowa o najprawdopodobniej ponad 300 milionach złotych.

Pociski Javelin mają trafić do Wojsk Obrony Terytorialnej. Ich głównym przeznaczeniem jest niszczenie wrogich czołgów na dystansie kilku kilometrów. Dobrze nadają się też do niszczenia budynków czy bunkrów, do czego w ostatnich dekadach najczęściej używają ich Amerykanie. Projektowano je jednak w latach 80. do bycia stosunkowo prostą i poręczną rakietą dla piechoty muszącej zmierzyć się z falami radzieckich czołgów. Weź na ramię, wyceluj, odpal i zapomnij.

Cały system składa się z dwóch elementów. Rakiety w pojemniku służącym jednocześnie za kontener startowy, oraz doczepianego modułu z elektroniką. Po zmontowaniu obu rzeczy razem strzelec musi za pomocą niewielkiego joysticka zaznaczyć cel na wyświetlaczu kamery pracującej w podczerwieni. Następnie system sam śledzi zaznaczony cel i naprowadza na niego rakietę, która również korzysta z podczerwieni.

Potrzeba jeszcze więcej 

W polskim wojsku Javeliny mają stanowić środkowy szczebel systemu obrony przeciwpancernej WOT. Przynajmniej na razie. Dowództwo WOT chce mieć na najniższym szczeblu ciężkie karabiny wyborowe służące do niszczenia bądź uszkadzania lżejszych celów. Na średnim javeliny, umożliwiające zniszczenie nawet nowoczesnych czołgów na praktycznym dystansie rzędu kilometra. Piętro wyżej mają być izraelskie pociski Spike-LR, które mają większy zasięg i lepsze możliwości naprowadzania niż javeliny. Taki jest przynajmniej plan, który w ubiegłym roku ujawnił dowódca WOT generał Wiesław Kukuła.

Potrzeby "terytorialsów" są znacznie większe niż anonsowany obecnie zakup pocisków Javelin. Jak wynika ze słów generała Kukuły, tylko na jedną brygadę ma przypadać do 15 wyrzutni. Brygad ma być 16, choć nie każda ma mieć tyle samo broni przeciwpancernej. Te na zachodzie kraju mają mieć jej mniej. Tak czy inaczej oznacza to lekko licząc ponad sto wyrzutni. Do tego minimum kilkaset rakiet lub nawet ponad tysiąc, bo obecnie standardem w polskim wojsku jest dziesięć rakiety na wyrzutnię. Na pewno są więc plany kolejnych zakupów, co daje do zrozumienia w swoim wpisie Błaszczak. Łącznie może chodzić od dobrze ponad miliard złotych.

Choć pociski Javelin w swoich najnowszych wersjach, czyli takich jakie planujemy kupić, to bez wątpienia bardzo dobra broń, to ich zakup wywołuje bardzo duże kontrowersje w środowisku eksperckim.

Mamy tańsze izraelskie

Szkopuł pierwszy w tym, że produkujemy już w Polsce bardzo dobre i pod wieloma względami lepsze pociski Spike-LR. W 2003 roku podpisano umowę na ich produkcję licencyjną z izraelską firmą Rafael. Umiejscowiono ją w zakładach Mesko, będących obecnie częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Początkowo były istotne problemy z ich jakością, ale obecnie to ma być przeszłość. W jakim stopniu pociski Spike-LR powstają w Polsce nie jest jawne. Według nieoficjalnych informacji mowa o od 20 procent wartości po 50 procent roboczogodzin. Polacy produkują większą część samej rakiety, ale bez jej najcenniejszego elementu, czyli elektroniki.

W przypadku zakupu amerykańskich pocisków Javelin nie ma oficjalnie mowy o umieszczaniu choćby części produkcji w Polsce. Przedstawiciele koncernu Lockheed Martin sugerują, że być może w przyszłości można by coś takiego zrobić, ale bez konkretów.

Dodatkowo pociski Spike-LR, czyli broń o większych możliwościach, są paradoksalnie tańsze niż pociski Javelin. Amerykańskie wojsko płaci obecnie po około 250 tysięcy dolarów za sztukę. W 2019 roku niemiecka Bundeswehra kupowała pociski Spike-LR produkowane w fabryce w swoim kraju za około 165 tysięcy dolarów sztuka.

Możemy mieć porównywalne polskie

Szkopuł drugi i jeszcze poważniejszy jest taki, że pociski Javelin mogą być śmiertelnym zagrożeniem dla nowego naprawdę polskiego ppk Pirat. Pracuje nad nim konsorcjum firm Mesko i Telesystem.

- Javelin to dla Pirata naturalny konkurent. Oba systemy są przewidziane do robienia tego samego na tym samym szczeblu - mówi Gazeta.pl Jarosław Wolski, dziennikarz magazynów "Nowa Technika Wojskowa" i "Frag Out". Pirat jest obecnie w testach, które zgodnie z planami miały się skończyć do grudnia. - Teoretycznie w przyszłym roku mogłaby ruszyć produkcja. O ile MON Pirata zechce kupić - stwierdza Wolski.

Według eksperta nowy polski pocisk w swoim obecnym kształcie jest rozwiązaniem na światowym poziomie. - W Polskich uwarunkowaniach Pirat i Javelin nie będą się różniły możliwościami - twierdzi. Dodatkowo nowy ppk firm Mesko i Telesystem ma być spięty w triadę z również polską amunicją do armatohaubic Krab i moździerzy Rak. System naprowadzania Pirata ma móc podświetlać cel, na którą ta będzie się naprowadzać. - To bardzo ciekawe i potencjalnie skuteczne rozwiązanie a do tego całkowicie w polskich rękach - mówi Wolski.

Ile Pirat będzie kosztował jeszcze nie wiadomo, ale ma to być na pewno mniej niż ppk Javelin.

Ppk Pirat ma móc współpracować między innymi z amunicją naprowadzaną dla widocznych na wideo armatohaubic Krab

Zobacz wideo

Nigdy nic nie wiadomo

Mogłoby się wydawać, że porównywalna broń stworzona i mogąca być produkowana w Polsce będzie naturalnym faworytem w rywalizacji z drogą bronią amerykańską, w całości produkowaną za oceanem. Zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy zaczyna się poważny kryzys gospodarczy i różni przedstawiciele władz na wiele sposobów podkreślają troskę o polskie firmy oraz chęć wsparcia ich w trudnych czasach.

Problem w tym, że polityka zakupowa MON jest zupełnie nieprzejrzysta. Nie wiadomo, dlaczego kupujemy pociski Javelin dla WOT. Nie było przetargu. Nie wiadomo nawet, w jakim trybie dokonano wyboru i jakie były wymagania. Ot po prostu jesienią ubiegłego roku niespodziewanie ogłoszono chęć zakupu pocisków Javelin. Teraz zostanie podpisana umowa. Podobnie jak to się stało ze zdecydowanie droższymi myśliwcami F-35 (koncern Lockheed Martin), wyrzutniami rakiet HIMARS (koncern Lockheed Martin) czy śmigłowcami S-70i Black Hawk (koncern Lockheed Martin).

Obywatele płacący za amerykańskie rakiety najpewniej dowiedzą się tylko ile kosztowały, ile ich ma być i kiedy zaczną się dostawy. Do tego usłyszą, że w ten sposób wzmacniane jest bezpieczeństwo Polski oraz sojusz z USA.