Wielka Brytania. Doradca Johnsona złamał zasady kwarantanny, premier go broni. "Na jakiej planecie oni żyją?"

W Wielkiej Brytanii od kilkudziesięciu godzin to temat numer jeden. Dominic Cummings złamał zasady kwarantanny i podróżował, a potem, według doniesień, miał opuszczać miejsce odizolowania. Boris Johnson go broni i nie zamierza odwoływać.

Dominic Cummings to w ostatnich latach szara eminencja brytyjskiej polityki. Obecnie jest głównym doradcą premiera Borisa Johnsona. Wcześniej był kluczowym strategiem sztabu promującego wyjście z UE przed referendum brexitowym, który szerszej europejskiej publiczności stał się znany po filmie "Brexit: The Uncivil War". W kampanii wykorzystał możliwości mediów społecznościowych, stoi też za kłamliwym hasłem "350 mln funtów dla NHS" [NHS - National Health Service, czyli brytyjska służba zdrowia], więcej na ten temat pisaliśmy tutaj

Wielka Brytania. Doradca premiera łamie zasady izolacji

Teraz Dominic Cummings stał się bohaterem jeśli nie skandalu, to przynajmniej sporej politycznej awantury oraz społecznego i medialnego oburzenia. Najpierw złamał zasady izolacji, jakie brytyjski rząd nałożył na obywateli, by zahamować rozprzestrzenianie się epidemii koronawirusa, a potem, kiedy ze strony niektórych polityków pojawiły się wezwania do odwołania doradcy, premier Johnson zaczął go bronić. 

Poniedziałkowa brytyjska prasa na pierwszych stronach ma ten właśnie temat. "Bez przeprosin, bez wyjaśnienia: premier stawia wszystko na Cummingsa" - tytułuje swój artykuł "The Guardian". "Żadnych odpowiedzi" - pisze "The Independent", a "Daily Mail", dziennik o tabloidowym formacie, pyta: "Na jakiej planecie oni żyją?".

Sprawa Cummingsa trafiła też na pierwsze strony (i w większości przypadków zajęła je niemal całkowicie) m.in. "The Times", "Daily Express", "Financial Times" i "The Daily Telegraph". Nie każda z tych gazet grzmi przeciwko premierowi i jego doradcy, na przykład ostatnia z wymienionych wydaje się nieco Cummingsa bronić, w tytule swego artykułu cytując słowa Borisa Johnsona, że Cummings "działał odpowiedzialnie, zgodnie z prawem i uczciwie". 

Koronawirus szaleje, Dominic Cummings podróżuje

O co chodzi? W piątek wieczorem brytyjskie media ujawniły, że 31 marca Dominic Cummings przejechał 260 mil (czyli około 418 km) z Londynu do domu swoich rodziców w hrabstwie Durham - wraz z żoną i synem. Zrobił to, mimo że jego żona i on sam mieli wtedy objawy koronawirusa. Na farmie rodziców mieli poddać się samoizolacji, media podają, że chodziło też o to, by jego rodzice mogli zająć się wnukiem, gdyby zarówno on jak i żona zachorowali - co się stało.

Politycy z opozycyjnej Partii Pracy, Liberalnych Demokratów i przedstawiciele szkockiej SNP żądali wyjaśnień, podkreślając, że było to złamanie obowiązujących wtedy zasad tzw. lockdownu, czyli "zamknięcia" kraju. Te zasady zakładały m.in. pozostawanie w domach, podróżowanie było możliwe w nielicznych, wyjątkowych sytuacjach. Do tego, jak wyjaśnia BBC, każdy, kto zauważył u siebie objawy zakażenia, powinien nie opuszczać miejsca zamieszkania przez przynajmniej siedem dni. Informator, na którego powoływał się portal BBC utrzymywał, że Cummings nie złamał żadnych zasad. Jednak w domu jego rodziców pojawiła się policja. Funkcjonariusze "wyjaśnili rodzinie wytyczne dotyczące izolacji i powtórzyli porady dotyczące niezbędnych podróży".

Po opublikowaniu artykułów, Downing Street początkowo nie komentował sprawy. Później pojawiły się kolejne doniesienia, zgodnie z którymi świadkowie (w tym jeden podający imię i nazwisko) twierdzili, że w kwietniu Cummings miał łamać kwarantannę i być widziany w poza farmą rodziców, m.in. w miejscowości Barnard Castle, odległej o 30 mil (blisko 50 km). 

Boris Johnson: Podążył za instynktem ojca i rodzica

Boris Johnson odniósł się do sprawy na niedzielnej konferencji prasowej. - Myślę, że podążał za instynktem, jak każdy ojciec i każdy rodzic, i nie oceniam go za to - powiedział premier podczas codziennej konferencji prasowej Downing Street. Kiedy zaś zapytano go wprost o wizytę w Barnard Castle, odpowiedział raczej nie do końca wprost. - Jeśli spojrzeć na wytyczne, na konkretne potrzeby związane z opieką nad dzieckiem, z jakimi mierzył się wtedy pan Cummings, samoizolacja była rozsądna, i się jej poddał, na 14 dni lub więcej, ze swoją rodziną. Myślę, że to było rozsądne, broniło się [ta decyzja - red.] i rozumiem to - uznał premier. Odmówił też odwołania doradcy.  

Krytyka ze strony opozycyjnych polityków (i nie tylko ich) nie milknie, pojawiają się sugestie rządowej hipokryzji i słowa o podwójnych standardach. "Nie może być osobnej zasady dla Dominica Cummingsa i innej dla Brytyjczyków" - napisała Partia Pracy w oświadczeniu. Także część przedstawicieli rządzącej Partii Konserwatywnej wyraża swoje niezadowolenie ze skandalu. "Wystarczy. Dominic Cummings musi odejść, zanim zaszkodzi bardziej Wielkiej Brytanii, rządowi, premierowi, naszym instytucjom lub Partii Konserwatywnej" - napisał jeden z nich, Steve Baker. Łącznie dziewięciu konserwatystów z Izby Gmin wzywa do odejścia doradcy ze stanowiska. 

Do tego w poniedziałek działania Cummingsa i jego obronę przez premiera skrytykował członek rządowej grupy doradczej, profesor Stephen Reicher, który zauważył, że z badań wynika, że w czasie obowiązywania restrykcji Brytyjczycy mieli poczucie, że przestrzegają ich dla społeczności i wspólnego dobra. 

"Jeśli ktoś tworzy wrażenie, że istnieje jedna reguła dla nich i odmienna dla niego samego, to podważa on przekonanie, że 'wszyscy jesteśmy w tym razem' i przestrzeganie zachowań, które przeprowadziły nas przez ten kryzys" - cytuje słowa profesora "The Guardian"

Wielka Brytania jest europejskim centrum pandemii koronawirusa. Szczyt zakażeń i śmierci wprawdzie ma już za sobą, ale jak dotąd zmarło tam ponad 36 tysięcy zakażonych. Rząd powoli znosi już wprowadzone wcześniej ograniczenia. 

Zobacz wideo W cieniu koronakryzysu nowe, inne gwiezdne wojny? Rosja straci miliony, USA umocnią pozycję, a pomoże w tym Elon Musk