Biznes Walczy. Oblężenie barber shopów. Ferajna: Koszty pracy znacznie wzrosły, mamy żal do rządu

Na otwarcie fryzjerów, barber shopów i innych salonów urody czekał co trzeci Polak, deklarując, że po odmrożeniu gospodarki to tam uda się w pierwszej kolejności. Branża, w której pracuje pół miliona osób, ze zdenerwowaniem patrzyła na działania polityków, którzy na kolejny konferencjach prasowych pojawiali się ze świeżo obciętymi włosami. Gdy już fryzjerzy oraz barberzy mogli otworzyć drzwi dla klientów, złość na działania rządu nie odeszła w niepamięć. O tym, jak wygląda nowa normalność w zakładach fryzjerskich i u barberów, porozmawialiśmy z Michałem MIHEM Gonczarskim, managerem warszawskiej Ferajny.

Irytacja w branży fryzjerskiej narastała w zasadzie od początku, bo są to zakłady, które z zasady muszą stosować wyższy standard higieny, niż inne rodzaje usług. Panowało więc przekonanie, że jeszcze wyższe standardy można by z łatwością wprowadzić do lokali. Złość na władzę potęgowała hipokryzja dotycząca fryzur i tęsknoty klasy rządzącej do schludnie obciętych włosów. - W kuluarach głośno mówiło się o tym, że włosy prezydenta Andrzeja Dudy miały styczność z nożyczkami fryzjerskimi nie więcej niż tydzień przed różnej maści wystąpieniami - powiedział Michał Gonczarski.

- Zrozumiałe było zatem rozgoryczenie branży, w której spora część osób jest na samozatrudnieniu, a przepisy zostały skonstruowane tak, że otrzymanie pomocy było mocno utrudnione - dodał Gonczarski. Manager Ferajny był wyraźnie rozeźlony, bo koledzy po fachu z Anglii dostali wsparcie sprawnie i bez zbędnych formalności. Ferajna utrzymała jednak całą załogę, ale w branży nie jest to oczywistość. Wielu barberów żyje z dnia na dzień i, niestety, źle zorganizowana państwowa pomoc nie pozwoliła im w spokoju przeczekać lockdownu.

Nowa normalność, stare ceny

Koszty pracy w zakładach fryzjerskich i u barberów wzrosły, to oczywiste. Problemem jest skala - pudełko rękawiczek warte wcześniej dwadzieścia parę złotych, kosztuje obecnie prawie 100 zł. Zamiast standardowych peleryn, w Ferajnie korzysta się teraz z jednorazowych, foliowych. Do tego maseczki, rękawiczki, płyny do dezynfekcji, bezdotykowy dyspenser... . - O ceny środków podstawowej ochrony branża ma żal, ponieważ "ktoś robi na pandemii biznes" - kwituje Gonczarski.

Mimo tego cena w Ferajnie (jak i wielu innych renomowanych lokalach), nie wzrosła - za strzyżenie włosów oraz brody trzeba jednak zapłacić nawet kilkakrotnie więcej niż u osiedlowego fryzjera. Barberzy nie uważają, że to dużo, a wręcz że jest to cena, dzięki której na ich usługi mogą pozwolić sobie wszyscy – od studentów poczynając. Dlaczego tak jest, tłumaczą w dokumencie "Zawód: Barbierz"

Zobacz wideo #BiznesWalczy - Restauracja zdradza nam przepis na sushi. Odmrażanie gospodarki? "My tego nie odczuwamy"

Co się zmieniło? W Ferajnie wprowadzono zapisy, tym samym upadł ostatni bastion klasycznego podejścia, gdzie do kolejki trzeba było zapisać się każdego dnia. Osobiście. W lokalu. Teraz podczas robienia rezerwacji trzeba wypełnić ankietę dotyczącą koronawirusa. W środku nie działają wszystkie stanowiska, co pozwala zachować wymagany dystans 2 metrów odstępu. Barberzy pracują w maseczkach i rękawiczkach, a jeśli jest konieczność, także w przyłbicach. Klienci się nie boją, przychodzą chętnie, a miejsca trzeba rezerwować z co najmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem.

Krajobraz pandemiczny

Przy wchodzeniu do lokalu manager mierzy temperaturę. Klientów wita certyfikat, który informuje o tym, że Ferajna przeszła stosowne szkolenia i stosuje się do zasad higieny i dezynfekcji. Certyfikat uzyskali już dawno, ale teraz został wyeksponowany dla komfortu psychicznego klientów. Wcześniej dezynfekowano nożyczki, brzytwy i maszynki do golenia – wszystko, co ma kontakt ze skórą klienta - teraz dezynfekcji podlegają również fotele, klamki czy poręcze. Klienci, którzy nie chcą dostosować się do zasad higieny i bezpieczeństwa, nie są obsługiwani. Jeśli ktoś zapomniał swojej maseczki, może kupić ją w lokalu. Do tego, by udostępnić klientom w razie potrzeby jednorazowe maseczki, zobligowani są wszyscy fryzjerzy i barberzy.

Dodatkowe środki bezpieczeństwa niestety wydłużają czas pracy nad każdym klientem o jakieś 10 minut. W trakcie dnia to nawet godzina straty na samo przemycie stanowiska, co naturalnie zmniejsza zyski. Wcześniej godziny pracy były w miarę możliwości elastyczne, teraz każdy pracuje sztywno po dziewięć godzin, otrzymując tyle, co za osiem godzin pracy przed pandemią. Czy ceny usług wzrosną? Nikt tego nie planuje, ale wszystko podliczyć można będzie za trzy tygodnie, po pierwszym miesiącu otwarcia lokalu. Póki co, podjęto decyzję, że ceny nie zmienią się do końca wakacji, a Ferajna "bierze to na klatę", deklaruje Gonczarski.

Barber barberowi na ratunek

Sama branża w czasie pandemii była dość aktywna. Organizowano bezpłatne szkolenia przez internet, na których doświadczeni koledzy wymieniali się wiedzą i doświadczeniem z innymi fryzjerami i barberami.

Ponadto od tego tygodnia ruszają szkolenia, które są ważną częścią dochodów dla barberów. To wciąż młoda branża, która w Polsce rozwija się od jakichś pięciu lat, więc kursy strzyżenia cieszą się dużą popularnością. Na szkoleniach obowiązują te same zasady, co w salonie. Tutaj ceny również się nie zmieniły, m.in. dlatego, że Ferajna musi zrealizować kontrakty, które podpisano jeszcze przed pandemią. Czy koszt takiego szkolenia się zmieni, będzie można ocenić - tak samo jak przy cenie usługi - dopiero po pierwszym miesiącu otwarcia lokalu.