Mieszkaniec Sądecczyzny stracił prawie pół miliona złotych. Nabrał się na oszustwo nigeryjskie

Mężczyzna z województwa małopolskiego uwierzył, że odziedziczył gigantyczny spadek po dalekim krewnym. W rzeczywistości sądeczanin padł ofiarą oszustów, wykorzystujących tzw. nigeryjski przekręt lub oszustwo nigeryjskie.

Jak podaje lokalny portal "Dobry Tygodnik Sądecki", to kolejny w ostatnich dniach przypadek oszustwa nigeryjskiego na Sądecczyźnie. 

- Końcem maja sądeczanka została oszukana przez mężczyznę podającego się za amerykańskiego lekarza. Jak informowaliśmy, kobieta straciła wówczas osiem tysięcy złotych. Kolejne na naszym terenie tzw. oszustwo nigeryjskie tym razem opierało się na historii fałszywego spadku i kosztowało mieszkańca Sądecczyzny 460 tysięcy złotych - mówiła w rozmowie z portalem podkom. Iwona Grzebyk-Dulak z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu.

Zobacz wideo Policjanci CBŚP zatrzymali 47-letniego mężczyznę, który metodą "na wnuczka" wyłudził 90 tysięcy złotych od 94-letniej mieszkanki Warszawy

Oszukany sądeczanin otrzymał mailową wiadomość z zapewnieniem, że jest spadkobiercą ogromnej fortuny po zmarłym krewnym, o którego istnieniu powiadomił rzekomy pełnomocnik jego rodziny. Okazało się jednak, że nie ma żadnego spadku, a cała wymiana wiadomości była zorganizowaną akcją oszustów.

Na czym polega oszustwo nigeryjskie?

Nigeryjski przekręt to jeden z ulubionych sposobów przestępców na wyłudzanie pieniędzy. Od połowy lat 90. wykorzystuje się go do nabierania osób, które uwierzą w niewiarygodne historie o gigantycznym spadku czy wygranej na loterii. W ostatnich latach oszuści posługują się również fikcyjnymi opowieściami, w których podają się np. za lekarzy czy żołnierzy stacjonujących w Syrii lub Iraku i proszą o odbiór paczki z dużą ilością gotówki, po którą przyjadą.

Zresztą chyba każdy znalazł kiedyś w swojej skrzynce maila informującego o gigantycznej wygranej, spadku, nagrodzie, którą trzeba odebrać. Zazwyczaj z maila dowiemy się, że chodzi o astronomiczną kwotę i że jeśli tylko prześlemy wszystkie dane osobowe, część z tej fortuny zostanie u nas. 

Kiedy ofiara marząca o milionach odpisze do oszusta, ten zacznie wciągać ją w grę. Nie ma przecież nic za darmo: trzeba pokryć koszty łapówek, transportu gotówki, opłacić przelew. Łatwowierna ofiara płaci więc, licząc na to, że jest o krok od fortuny. A przestępca zwodzi i prosi o kolejne pieniądze. Kiedy wie już, że nie uzyska ani grosza więcej, znika.

Wtedy wpłacający uświadamia sobie, że padł ofiarą oszustwa. Kiedy sprawą zajmie się policja, najczęściej okazuje się, że e-maile były wysyłane z IP gdzieś w Nigerii. Stąd nazwa przestępstwa.