Kopalnie, w których jest najwięcej przypadków COVID-19, nadal pracują [WYKRES DNIA]

Robert Kędzierski
Minister aktywów państwowych Jacek Sasin, ogłaszając w poniedziałek decyzję o wstrzymaniu wydobycia węgla w 12 kopalniach, zapewniał, że jedynym powodem jest koronawirus. "Chcemy ten problem raz a dobrze rozwiązać", "to czasowe wyłączenie w tych kopalniach, w których odnotowujemy zakażenia" - argumentował. Tymczasem rząd zamknął te kopalnie, w których przypadków COVID-19 jest niewiele. Te z liczbą zakażonych przekraczającą tysiąc pracują.

Wstrzymujemy wydobycie węgla w 12 kopalniach - ogłosił dość nieoczekiwanie w poniedziałek Jacek Sasin, minister, któremu podlega kilkaset państwowych spółek, w tym te górnicze.

- Te działania, które chcielibyśmy podjąć, to czasowe wyłączenie w tych kopalniach, w których odnotowujemy zakażenia koronawirusem, a których załogi nie zostały w pełni przebadane na obecność koronawirusa - wyjaśniał szef resortu aktywów państwowych.

Ekspert zdziwiony decyzją rządu

Czy te deklaracje Jacka Sasina pokrywają się z faktycznymi decyzjami rządu? Dawid Czopek, zarządzający w POLARIS FIZ i gość Łukasza Kijka w programie "Studio Biznes" dostrzegł tu pewne rozbieżności.

- Największa zagadka, jaką mam ja i chyba część moich kolegów po fachu, jest taka, że zamknięto nie te kopalnie, w których występują największe ogniska koronawirusa, a zamknięto kopalnie, gdzie właściwie po przebadaniu wielu górników występowanie tego wirusa jest naprawdę rzadkie - stwierdził.

- Kopalnie, które mają największy problem z koronawirusem dzisiaj, to jest Pniówek i Zofiówka. Kopalnie, które należą do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Natomiast według wykazu, który otrzymaliśmy, wynika, że te kopalnie nie będą zamykane - wyjaśnił ekspert.

embed

Kopalnie, gdzie jest najwięcej przypadków, nadal prowadzą wydobycie

Jedno spojrzenie na dane wystarczy, by stwierdzić, że ekspert może mieć rację. Liczba zakażonych górników sięgnęła bowiem 5287 (stan na środę, 10 czerwca, godz. 15.00). Jastrzębska Spółka Węglowa odnotowała 3012 przypadków, a Polska Grupa Górnicza 1685.

Ale to właśnie w tych kopalniach, w których COVID-19 wykryto u największej liczby górników, wydobycie trwa najlepsze. Pniówek (1589 zakażonych), Ruch Zdrojówka (1164), czy nowe ognisko, Jastrzębie-Bzie (226), pracują. Zamknięto natomiast kopalnie Budryk i Knurów-Szczygłowice. W pierwszej stwierdzono 19 przypadków, w drugiej zero.

W Polskiej Grupie Górniczej wśród kopalń, w których górnicy nadal wydobywają węgiel, również znalazły się te z największą liczbą potwierdzonych zakażeń. Jankowice (672 przypadki), Sośnica (460), Murcki-Staszic (236) prac nie przerwały, a Ziemowit (22 chorych), Bolesław Śmiały (15) i siedem innych placówek, w których zakażonych jest "od jednego do kilku" zamknięto.

Ekspert: Można mieć podejrzenia, że nie o samego wirusa chodzi

Jak zatem tłumaczyć decyzje rządu? Dawid Czopek sądzi, że powody decyzji mogą wynikać z przesłanek ekonomicznych.

- Zarówno kopalnia Zofiówka, jak i kopalnia Pniówek, to są takie trochę perełki w grupie JSW i w ogóle w całym polskim górnictwie. Przede wszystkim one produkują węgiel koksowy. To jest węgiel, który wykorzystywany jest do produkcji koksu, który następnie wykorzystywany jest w hutach do produkcji stali - wyjaśnił. 

Dodał, że węgiel wydobywany w tych kopalniach różni się od tego, którym palimy w elektrowniach.

- Zaleta tego węgla jest taka, że dzisiaj, choć jest on tani, właściwie można powiedzieć, że historycznie bardzo tani, bo jego tona kosztuje około stu dolarów, kiedy zwykle kosztowała powyżej dwustu dolarów, to i tak jest około sto procent droższa niż węgla energetycznego. Bo węgiel energetyczny na światowych rynkach kosztuje około pięćdziesięciu dolarów. Więc w zasadzie trudność z wydobyciem jest podobna jak w przypadku węgla energetycznego, a jest on dwa razy droższy - tłumaczył Czopek.

- Nie zamykamy kopalń, które produkują właśnie ten węgiel, pomimo że właśnie tam występują największe ogniska wirusa, a zamykamy kopalnie, które produkują węgiel energetyczny, który wykorzystywany jest w elektrowniach do produktu prądu, który niestety jest zdecydowanie tańszy. W dodatku na zwałach kopalnianych czy należących do elektrowni zalega go w tym momencie bardzo, bardzo dużo. Więc można mieć takie delikatne podejrzenia, że nie o samego wirusa tutaj chodzi - podsumował ekspert.

Czytaj też: Premier w maju zapewniał, że sytuacja jest opanowana. Tymczasem w samej JSW jest 2,3 tys. przypadków więcej

Decyzja o zamknięciu kopalń spóźniona?

Wstrzymanie prac w kopalniach zaczęło się 9 czerwca. - Chcemy ten problem raz a dobrze rozwiązać - przekonywał na konferencji prasowej Jacek Sasin.

Zarówno JSW jak i PGG zapewniały, że wszystko jest pod kontrolą. Zapewniał o tym również premier Mateusz Morawiecki - Sytuacja jest opanowana - przekonywał 15 maja. W tym dniu w Jastrzębskiej Spółce Węglowej odnotowano 399 przypadków zakażeń. Dziś jest ich ponad 3000, co obrazuje powyższy wykres.

Zobacz wideo W co gra rząd? Ekspert: Zamknięto nie te kopalnie, w których są największe ogniska koronawirusa