Reuters: "Fort Trump" w Polsce raczej już nie powstanie. Poszło m.in. o finansowanie

Pomysł budowy stałej amerykańskiej bazy w Polsce prawdopodobnie upadł - podaje Agencja Reutera. Według jej doniesień, strony nie mogą się porozumieć co do finansowania kontyngentu żołnierzy oraz miejsca ich stacjonowania. O takiej bazie w 2018 roku mówił prezydent Andrzej Duda, potem jednak pojawiały się informacje, że zamiast niej USA zwiększą liczbę żołnierzy stacjonujących w naszym kraju.

"Nie ma żadnego Fortu Trump" - tak mówi Agencji Reutera anonimowy amerykański urzędnik, który zna sprawę od samego początku. O tym, że taka baza nie powstanie, mówiło się już od dawna. Tyle że z artykułu Reutersa wynika, że problem dotyczyć może także dodatkowego tysiąca amerykańskich żołnierzy, którzy mieli pojawić się w Polsce - umowę w tej sprawie Andrzej Duda podpisał w czasie spotkania z Donaldem Trumpem w USA w czerwcu zeszłego roku. 

"Fort Trump" skazany na porażkę?

Ale po kolei. We wrześniu 2018 roku prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Waszyngtonie powiedział, że Polska mogłaby nazwać jedną z baz wojskowych na cześć Donalda Trumpa, w zamian umieszczenie w naszym kraju stałej amerykańskiej obecności wojskowej. To byłaby duża zmiana o tyle, że stacjonujący obecnie żołnierze USA są u nas rotacyjnie. Szybko pojawiły się sceptyczne opinie co do budowy takiej stałej bazy w naszym kraju. Kilka miesięcy później media donosiły, że zachwycone pomysłem nie jest także środowisko zbliżone poglądowo do Donalda Trumpa

W czerwcu 2019 roku Andrzej Duda znów poleciał do Stanów Zjednoczonych i tym razem podpisał umowę, ale nie na budowę nowej bazy, a na zwiększenie amerykańskiego kontyngentu wojskowego o 1000 żołnierzy (z 4500). Polska zadeklarowała wtedy, że poniesie koszty ich stacjonowania, szacowane początkowo na około 2 mld dolarów.

Andrzej Duda mówił podczas konferencji z Donaldem Trumpem o "trwałej obecności" - choć w podpisanej deklaracji nie ma mowy o obecności stałej. Polski prezydent w odpowiedzi na pytania dziennikarzy tłumaczył swoje słowa tak: "Ja to rozumiem w ten sposób, że pan prezydent Donald Trump i ja realizujemy po prostu bardzo spokojną, ale konsekwentną politykę w zakresie bezpieczeństwa. Obecność Stanów Zjednoczonych w Polsce, militarna obecność - żołnierzy Stanów Zjednoczonych - dzisiaj znaczy około 4,5 tysiąca żołnierzy obecnych trwale. To znaczy, to jest obecność rotacyjna, ale nie ma takiego momentu, żeby przynajmniej ta liczba żołnierzy Stanów Zjednoczonych nie była obecna na polskim terytorium". 

Konferencję można obejrzeć tutaj:

 

Rok po umowie Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa 

Od tamtej deklaracji i konferencji minął rok, a, jak pisze Reuters, przedstawiciele rządów obu krajów nie mogą się porozumień co do tego w jaki sposób ich dodatkowa obecność żołnierzy zostanie sfinansowana. Agencja, powołując się na swoje źródła, podaje też, że USA chcą, by Polska zapłaciła więcej niż 2 miliardy dolarów. Tymczasem już ta kwota byłaby wyzwaniem w czasie kryzysu gospodarczego wywołanego przez pandemię koronawirusa. 

Do tego dochodzi sporna kwestia lokalizacji wojskowych. Według doniesień Reutersa, Polska chciałaby ich umieścić blisko wschodniej granicy (z Białorusią), a Stany Zjednoczone bardziej na zachód. 

Reuters pisze też, że dochodzi do tego kwestia prawna związana ze stałą obecnością żołnierzy - teraz jest ona rotacyjna. To by wskazywało na to, że mimo wszystko ta opcja - stałej obecności - jest (lub była) rozważana przez strony. Agencja rozmawiała z Pawłem Jabłońskim, wiceministrem spraw zagranicznych, który podkreślił, że jest to bardzo skomplikowany proces. "Myślę, że podejmiemy ostateczną decyzję, ale to zajmie trochę czasu" - powiedział. 

Do zamieszania dokładają się doniesienia z ubiegłego tygodnia. Według amerykańskich mediów (m.in. "The Wall Street Journal" i Reuters), USA chcą wycofać z Niemiec 9,5 tys. z 34,5 tys. stacjonujących tam swoich żołnierzy, część z nich miałaby trafić do Polski. Jak na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia tych doniesień. 

Zobacz wideo Zobacz też: Między Donaldem Trumpem a Chinami. Jak WHO znalazła się w centrum globalnego sporu