Grenlandia znów ma konsulat USA. Po 70 latach przerwy i rok po tym, jak Trump mówił o kupnie wyspy

Na świecie teraz sporo się dzieje, gospodarki pogrążone są w kryzysie, rosną obawy o drugą falę koronawirusa, do tego dochodzą niepokoje społeczne w wielu krajach. W zalewie informacji mogło umknąć wydarzenie, które na pierwszy rzut oka wydaje się być drobiazgiem w sam raz na sezon ogórkowy: Stany Zjednoczone wracają na Grenlandię, choć kupić im się jej nie udało.

Pamiętacie tweeta Donalda Trumpa sprzed niemal roku? W sierpniu 2019 r. prezydent USA opublikował na swoim profilu zdjęcie-kolaż, przedstawiające wielki hotel ze swoim nazwiskiem na tle krajobrazu Grenlandii z żartobliwym tekstem: "obiecuję nie zrobić tego Grenlandii!". 

Donald Trump nie kupił Grenlandii. Ale USA realizują inny pomysł 

Na początku można to było rzeczywiście wziąć za żart, ale wkrótce okazało się, że Trump naprawdę myśli o kupnie wyspy. Grenlandia to autonomiczne terytorium zależne Danii. W kwestii sprzedaży musiałby więc decydować rząd w Kopenhadze. Premierka Danii Mette Frederiksen odpowiedziała, że wyspa nie jest na sprzedaż, co poskutkowało skandalem dyplomatycznym, bo urażony amerykański prezydent odwołał swoją wizytę w skandynawskim kraju.

Pomysł przejęcia wyspy tak w ogóle nie był nowy - podobne pojawiały się w ubiegłym wieku. Grenlandia ma strategiczne położenie. Po propozycji Trumpa duński wywiad opublikował raport, w którym ostrzegał: "Między Rosją, USA i Chinami zaczyna się toczyć poważna gra o władzę, która podnosi poziom napięcia w regionie". Grenlandia to też teren bogaty w surowce naturalne, między innymi metale ziem rzadkich, niezbędne w przemyśle wysokich technologii, zarówno cywilnych (smartfony, samochody elektryczne), jak i wojskowych (wyposażenie myśliwców czy łodzi podwodnych). Globalne ocieplenie powoduje, że tereny Arktyki stają się bardziej dostępne, łatwiejsza jest też żegluga na dalekiej północy. 

Zobacz wideo O co w tym chodzi? Wyjaśnialiśmy tutaj: Duńczycy siedzą na ogromnych złożach. Mrozi ich nowy wyścig mocarstw o Arktykę

Zgrzyt między dwoma państwami przycichł i ostatecznie w grudniu udało im się zawrzeć porozumienie, w ramach którego Amerykanie pojawią się na Grenlandii. Teraz to porozumienie się zmaterializowało. USA wznowiły działanie konsulatu w stolicy wyspy, Nuuk. Zrobiły to po prawie 70 latach przerwy, poprzednio konsulat działał w latach 1940-1953. Poinformował o tym kilka dni temu sekretarz stanu USA Mike Pompeo. "Nasza obecność w Nuuk wzmocni współpracę z arktycznymi sojusznikami i zwiększy wspólny dobrobyt naszych przyjaciół w Danii i Grenlandii" - napisał na Twitterze. 

Arktyka na celowniku mocarstw

Ten wspólny dobrobyt zwiększy się na razie o 12 milionów dolarów. Tyle Stany Zjednoczone zamierzają zainwestować na wyspie w przemysł wydobywczy, turystykę i edukację w ramach wsparcia finansowego. Jak pisze portal Politico, powołując się na anonimowego oficjela, pieniądze te mają być próbą przeciwstawienia się chińskim i rosyjskim interesom w regionie. 

Konsulat ma wznowić działanie głównie w celach ekonomicznych, ale jego otwarcie ogłoszono dzień po tym, jak Waszyngton zlecił przygotowanie planu budowy floty lodołamaczy, które miałyby umożliwić trwałą obecność USA w Arktyce i Antarktyce. 

Swoje ambitne plany co do rejonów arktycznych wciąż realizuje Rosja. Nie zniechęca jej nawet to, że ocieplenie klimatu, powodujące rozmarzanie wiecznej zmarzliny, jest powodem wielkich awarii urządzeń przemysłowych. To może być przyczyną katastrofy ekologicznej w Norylsku. Moskwa twierdzi, że mimo to nie zamierza się wycofywać z rozwoju działalności w Arktyce. - Nie sądzę, że to wpłynie na te plany. Są one ambitne, a rozwój Arktyki jest konieczny dla rozwoju naszej gospodarki, także sfery społecznej - mówił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow 8 czerwca, cytowany przez rosyjską agencję informacyjną TASS.