Przyzwyczajeni do pełnych, teraz latają prawie pustymi. Piloci mają problemy z narowistymi samolotami

W jednym przypadku nieprzyzwyczajeni do tak pustego samolotu piloci wykonujący awaryjny manewr wystrzelili w górę tak mocno, że przekroczyli przyznaną im maksymalną wysokość lotu. Inni wznosili się tak szybko, że system kontroli ciśnienia w kabinie nie nadążał. Między innymi z powodu takich incydentów amerykańskie służby wydały szereg ostrzeżeń i zaleceń co do lotów w nowych realiach pandemicznych.

Kilka miesięcy gwałtownego spadku liczby pasażerów, drastycznego ograniczenia liczby lotów i wyłączenia z użycia ponad połowy samolotów, wywołały liczne nietypowe problemy i zagrożenia. Według agencji Bloomberg, w związku z tym w USA w przeciągu ostatniego miesiąca wydano "ponad 50" ostrzeżeń i zaleceń.

Zobacz wideo

Niespodziewane zachowanie samolotów

Wiele z nich ma być reakcją na anonimowe raporty załóg, techników i kontrolerów, opisujące ich zdaniem nietypowe i potencjalnie niebezpieczne incydenty. Są one składane poprzez zarządzany przez FAA (Federalna Administracja Lotnictwa) system Aviation Safety Reporting System. Po zweryfikowaniu służą za podstawę do wychwytywania potencjalnie niebezpiecznych zjawisk i trendów.

Jedna z załóg miała zaraportować, że podczas lotu w marcu musiała w ostatniej chwili przerwać podejście do lądowania z powodu silnych podmuchów wiatru. Rutynowo piloci zwiększyli moc silników i zaczęli dynamiczne wznoszenie, żeby okrążyć lotnisko i spróbować jeszcze raz. Zrobili to jednak odruchowo tak, jakby mieli samolot obciążony w normalny sposób. Sprzed czasów pandemii. Teraz był jednak pusty, a co za tym idzie, lżejszy.

Maszyna ochoczo wyrwała w górę i zanim załoga opanowała sytuację, przekroczyła wyznaczoną im przez kontrolę lotów maksymalną wysokość. W tym przypadku nic się nie stało, jednak było to wydarzenie potencjalnie niebezpieczne, ponieważ powyżej mógł się znajdować inny samolot. - "Delikatnie rzecz ujmując byłem poruszony tą sytuacją. Martwię się, że latamy zbyt lekkimi samolotami" - napisał jeden z pilotów.

Inna załoga zaraportowała, że podczas wznoszenia pustym samolotem ciągle otrzymywała od komputerów ostrzeżenia o nieprawidłowym ciśnieniu w kabinie. System odpowiadający za jego utrzymanie na odpowiednim poziomie, w zależności od wysokości lotu, miał nie dawać sobie rady w związku z szybszym niż zwykle wznoszeniem się maszyny.

Piloci innego samolotu przyznali, że proces przyjęcia pasażerów i bagażu na pokład przebiega teraz tak szybko, że brakuje im czasu na papierkową robotę zwyczajowo robioną w jego czasie. W jednym przypadku mieli przez to zapomnieć o dokończeniu wypełniania dokumentów związanych z bezpieczeństwem lotu.

Innego rodzaju raporty dotyczą problemów z kontrolą lotów, która z powodu infekcji wśród kontrolerów miała problemy z obsadzeniem wszystkich stanowisk. Jeden z tych, którzy zostali w pracy narzekał, że po potwierdzeniu koronawirusa u kolegi trzeba było zlikwidować jego sektor, co wywołało chwilowe małe zamieszanie w powietrzu. W efekcie dwa samoloty znalazły się bliżej siebie, niż pozwalają przepisy.

Pilot innej maszyny narzekał, że uruchomił mu się automatyczny system ostrzegania przed kolizją. Inny samolot przed nim, pusty i lekki, wznosił się tak gwałtownie, że komputer uznał go za zagrożenie.

Kontrola też ma problemy

Żaden z tych incydentów nie spowodował bezpośredniego zagrożenia. Nikomu nic się nie stało. Jednak wiceszef FAA ds. bezpieczeństwa lotnictwa, Ali Bahrami, miał powiedzieć podczas jednego z niedawnych wirtualnych paneli dyskusyjnych, że jego organizacja znacznie uważniej niż zwykle obserwuje działanie linii lotniczych. Nie tylko z powodu danych i raportów załóg, ale też z powodu obaw, jakie efekty na ich działanie będzie miał dotykający je właśnie poważny kryzys finansowy.

Bahrami wśród incydentów powtarzających się najczęściej i wywołujących największe obawy, wymienił uderzenia ogonem o pas podczas startu. Tak zwane "tail-strike". Mogą do tego prowadzić znacznie lżejsze niż zwykle samoloty. Tego rodzaju uderzenia nie oznaczają katastrofy, ale naprawy uszkodzonego kadłuba mogą być trudne i kosztowne.

Teri Bristol, szefowa działu FAA odpowiadającego za kontrolę lotów, powiedziała natomiast, że ta również jest pod dużą presją. Kontrolerzy nie mogą pracować z domu i muszą przebywać w stosunkowo ciasnych pomieszczeniach, przez co wielu z nich zaraziło się koronawirusem. Efektem były czasowe zamknięcia części przestrzeni powietrznej i konieczność zmieniania tras lotów. - Zmiany i nieprzewidywalność to nie jest dobra rzecz w tym systemie - stwierdziła.

Dodatkowym problemem mają być znacznie częstsze niż wcześniej incydenty na ziemi. Wiele lotnisk jest zapełnionych nieużywanymi samolotami i poruszanie się po nich stało się trudniejsze. - Widzimy problemy tam, gdzie wcześniej byśmy się tego nie spodziewali - stwierdziła Bristol. Piloci raportują między innymi o tym, że znaczne części lotnisk są zastawione nieużywanymi samolotami i nie są wyraźnie oznaczone, przez co istnieje ryzyko zderzeń na ziemi.

Ostrzeżono też linie lotnicze przed potencjalnymi negatywnymi efektami długotrwałego stania nieużywanych samolotów na ziemi. Specjalnej uwagi mają wymagać zwłaszcza ich układy paliwowe, które mogą być zanieczyszczone.

Obawy o przyszłość

FAA ma się też obawiać dodatkowego roztargnienia i stresu wśród załóg, wywołanych nową sytuacją. Wśród anonimowych raportów wiele ma dotyczyć obaw o zdrowie w związku z brakiem odpowiednich zabezpieczeń przed zakażeniami i koniecznością utrzymywania bliskich kontaktów.

Co ważniejsze, powszechne mają być obawy o przyszłość. Ruch lotniczy ma wrócić do poziomu z końca 2019 roku najprawdopodobniej za 2-3 lata. Większość linii planuje więc redukcje swoich flot, a co za tym idzie personelu.

Na razie masowe zwolnienia nie były powszechne, ponieważ firmy otrzymały pomoc finansową od państw. Ta jednak ma się w większości wypadków skończyć jesienią. Wówczas może dojść do prawdziwego załamania i licznych zwolnień.

Poprzednie poważne kryzysy w lotnictwie cywilnym, po zamachach na WTC w 2001 roku i krachu na rynkach finansowych w 2008 roku, nie doprowadziły do zauważalnego wzrostu liczby wypadków. Rozmówcy Bloomberga uważają, że tak samo będzie obecnie. Niezależnie od tego warto wzmocnić czujność, tak na wszelki wypadek.

Zobacz wideo