Gospodarka odmrożona, fiskus znów prześwietla. "Do firm trafiają już wezwania na przesłuchanie"

Rząd odmroził gospodarkę, urzędy skarbowe mogą więc wrócić do kontrolowania firm. Zaległości jest sporo, bo liczba wszczętych procedur załamała się wraz z nadejściem koronawirusa. Ale to już się zmienia. Pierwsze firmy dostają wezwania.

Epidemia koronawirusa sprawiła, że fiskus wstrzymał część działań związanych z analizowaniem działalności firm. Przedsiębiorcy mogą już jednak działać w zasadzie bez ograniczeń, dlatego skarbówka będzie mieć znów pełne ręce roboty.

W kwietniu fiskus wszczął tylko 16 nowych kontroli. Tysiące w toku

Urzędy skarbowe wszczęły w kwietniu 12 postępowań związanych z najcięższymi przestępstwami podatkowymi i 4 dotyczące prawidłowości rozliczeń. W toku pozostaje jednak ponad 7 tys. spraw dotyczących obu rodzajów nieprawidłowości - donosi "Rzeczpospolita".

Anita Wielanek, rzecznik szefa Krajowej Administracji Skarbowej, cytowana przez dziennik wyjaśnia, że kończone będą te kontrole, które pozostają w toku.

Fiskus wraca do prześwietlania przedsiębiorców. "Do firm trafiają już wezwania"

Mec. Jarosław Ziobrowski, partner w Kancelarii Kurpisz Ziobrowski, w rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznaje, że "do firm trafiają już m.in. wezwania na przesłuchanie w charakterze świadka czy żądania udostępnienia określonych dokumentów."

Oznacza to, że firmy, nawet te, które wciąż pracują jedynie zdalnie, muszą być w pełni gotowe na dostarczenie do urzędów skarbowych odpowiedniej dokumentacji.

Budżet Polski w kiepskim stanie. Załamanie wpływów z VAT

Ministerstwo Finansów podało tymczasem oficjalne dane dotyczące deficytu. W maju wyniósł on blisko 26 mld zł. Widać też wyraźne tąpnięcie z wpływów z VAT - były o 33 proc. niższe niż rok temu.

Dochody w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku skurczyły się o blisko 6 mld zł - wyniosły 162,6 mld zł.

Zobacz wideo Czy banki mogą podnosić opłaty tak, że tego nie zauważymy? Ekspert programu 'Studio Biznes' wyjaśnia

Rząd ukrył dług w obligacjach i funduszach. Dziura może dobić do 100 mld zł

Deficyt budżetowy może być, realnie rzecz biorąc, znacznie wyższy, bo rząd sięgnął po świetnie znaną sobie sztuczkę. Podobnie jak w przypadku "trzynastek" dla emerytów całą masę wydatków ukryto poza budżetem. Tym razem premier Mateusz Morawiecki nie pożyczył pieniędzy od ZUS, ale np. nakazał emisję obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Utworzony Fundusz COVID-19, którym zarządza szef rządu, sprzedał już obligacje o wartości 42,6 mld zł. Oficjalnie zapisać ich po stronie deficytu nie można, ale jest to dług, który obywatele będą musieli spłacić.

Obligacje BGK mają też posłużyć do finansowania innych celów - Polski Bon Turystyczny również jest "na kredyt", kolejne 4 mld zł, których po stronie deficytu w budżecie nie ma, ale które długiem są.

Czytaj też: Rząd mówi o inwestycjach w samorządy. Burmistrz Piaseczna bezlitośnie wylicza manipulacje

Zdaniem ekspertów dziura budżetowa może w Polsce rozrosnąć się do 100 mld zł. Biorąc pod uwagę również inne formy finansowania wyborczych obietnic i planów, rząd może potrzebować znacznie więcej pieniędzy. Trzeba mieć nadzieję, że potrzeby budżetowe nie wpłyną na ilość i sposób przeprowadzanych przez fiskus kontroli.

Więcej o: