Wielki skandal w Niemczech. Firma Wirecard "zgubiła" 2 mld euro, potem uznała, że nigdy nie istniały

Afera finansowa w Niemczech doprowadziła już do pierwszego aresztowania. Chodzi o firmę Wirecard, jednego z głównych dostawców usług finansowych w Europie. Audytor wykrył nieprawidłowości w księgach spółki, jej giełdowy kurs runął, a agencje ratingowe zrezygnowały z jej oceniania. Sprawa jest dość tajemnicza, a tłumaczenia Wirecard coraz dziwniejsze.

Wirecad to firma z branży FinTech (z angielskiego financial technology), która zajmuje się najogólniej innowacyjnymi rozwiązaniami i usługami dla przedsiębiorstw finansowych. Sam Wirecard świadczy usługi przetwarzania płatności, wydaje też własne karty płatnicze. Niegdyś uznawana za gwiazdę sektora technologii finansowych, teraz jest bohaterem ogromnego skandalu. 

Zaczęło się od tego, że w miniony czwartek, 18 czerwca, EY odmówił zatwierdzenia raportu o wynikach finansowych Wirecard za 2019 rok. Nie mógł doliczyć się 1,9 mld euro. To około jedna czwarta gotówki, którą miała mieć firma. Wirecard twierdził początkowo, że środki te zdeponowane są na rachunkach bankowych w dwóch filipińskich bankach - BDO Unibank i Bank of The Philiphines Islands.

Konta te miały zostać założone dla transakcji przejmowania innych podmiotów, Wirecard klasyfikował je jako swoje aktywa. Audytorzy EY nie byli jednak w stanie tych pieniędzy znaleźć, oba banki przekazały, że dokumenty, które miały potwierdzać istnienie rachunków, zostały sfałszowane. Bank centralny Filipin poinformował dodatkowo, że nie wygląda na to, by "zaginione" środki pojawiły się w systemie finansowym kraju. 

Po tych informacjach kurs Wirecard runął. W ciągu kilku dni giełdowa wartość spółki notowanej w głównym indeksie niemieckiej giełdy - DAX 30, spadła z 14 do około dwóch miliardów euro. A były czasy, kiedy kapitalizacja Wirecard przekraczała tę Deutsche Banku. 

Jeszcze piątek prezes Markus Braun, zrezygnował ze stanowiska. W poniedziałek zaś pojawiły się kolejne, dziwne informacje. Wirecard stwierdził, że owe brakujące 2 mld euro prawdopodobnie nigdy nie istniały. A we wtorek były już prezes został zatrzymany pod zarzutem fałszowania przychodów i bilansu firmy (sam się zgłosił). Miał w ten sposób zwiększać jej atrakcyjność dla inwestorów. Braun to największy udziałowiec Wirecard - według ostatnich danych ma nieco ponad 7 proc. akcji.

Szef niemieckiego regulatora finansowego (odpowiednika naszej KNF), BaFin, powiedział to, co stało się w Wirecard to "zupełna katastrofa". "Znajdujemy się w środku najbardziej przerażającej sytuacji, w jakiej kiedykolwiek widziałem firmę z DAX" - stwierdził Felix Hufeld, cytowany przez agencję informacyjną dpa. 

Teraz agencja ratingowa Moody's zdecydował, że przestanie przygotowywać oceny tej firmy. Uznała, że nie jest w stanie ocenić zweryfikować stanu jej finansów. Sam Wirecard zamierza prowadzić działalność i jak podaje, obecnie sprawdza, co mógłby zrobić, by tę działalność utrzymać. Prowadzi też rozmowy z bankami w sprawie istniejących linii kredytowych - pożyczki wynoszą około 1,75 mld euro. 

Sygnały o nieprawidłowościach w Wirecard pojawiały się już jednak wcześniej. Na początku ubiegłego roku dziennik "Financial Times" zaczął publikować artykuły na temat nieprawidłowości księgowych dotyczących azjatyckiego biznesu firmy.