PKB Polski runie nawet o 10 proc. "Złe nastroje nie znikną tylko dlatego, że rząd ogłosił koniec epidemii"

Minister finansów na początku miesiąca ocenił tempo wychodzenia z zapaści wywołanej epidemią koronawirusa. Według Tadeusza Kościńskiego Polską gospodarkę czeka szybsze odbicie w kształcie litery "V". Ekonomiści tak optymistyczni nie są.

Tadeusz Kościński, minister finansów, uważa, że ożywienie gospodarcze, jakie nastąpiło w ostatnich tygodniach, zwiastuje szybki powrót polskiej gospodarki do normalności. Odbicie w kształcie litery "V" oznaczałoby, że gospodarcza katastrofa Polsce grozi w mniejszym stopniu.

- Te dane, które mamy, są bardzo pozytywne, lepsze niż nasze prognozy - stwierdził szef resortu finansów na początku lipca.

Przyznał jednocześnie, że na szacunki dotyczące II kwartału "jest za wcześnie", a resort finansów dane dopiero analizuje.

Ekonomiści mniej optymistyczni od rządu. "Złe nastroje wśród konsumentów nie znikną"

Ekonomiści są jednak znacznie bardziej pesymistyczni. Prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu, cytowany przez "Rzeczpospolitą" uważa, że Polskę czeka ciężka recesja. - Złe nastroje wśród konsumentów nie znikną tylko dlatego, że rząd ogłosił koniec epidemii. Polacy mają coraz mniej w portfelach i będzie jeszcze gorzej - stwierdza.

PKB Polski może skurczyć się nawet o 10 proc.

Prof. Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego w wywiadzie udzielonym Polskiej Agencji Prasowej wylicza, że deficyt w tym roku sięgnie 150 mld zł. To 7-8 proc. PKB, a biorąc pod uwagę jego kurczenie się być może nawet i 10 proc.

Zdaniem ekonomisty wychodzenie z problemów potrwa. - Liczę, że w przyszłym roku zanotujemy deficyt na poziomie 5 proc. PKB, co przy tempie wzrostu gospodarczego 4-5 proc. będzie skutkować wolniejszym, ale jednak wzrostem długu. Na powolny spadek relacji zadłużenia do PKB można liczyć nie wcześniej niż w 2022 r. - wyjaśnił Tomkiewicz.

"Wpadliśmy w pewną zamkniętą pętlę". Ekspert wyjaśnia, dlaczego Polskę może czekać kryzys

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego w rozmowie z "Rz" stwierdza, że samo odmrożenie gospodarki nie zatrzymało mechanizmów kryzysowych.

- Wpadliśmy w pewną zamkniętą pętlę - im więcej osób traci pracę i dochody, tym mocniej spada popyt konsumpcyjny. Im mniejszy popyt, tym mniej inwestycji prywatnych, co oznacza brak poprawy na rynku pracy, pogorszenie się nastrojów konsumentów, spadek popytu itp. - wylicza ekspert.

Czytaj też: Ma być gorzej niż bardzo źle. Prognozy MFW dla gospodarki jeszcze bardziej ponure. 12 bilionów dol. strat

Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega przed recesją

Prognozy dla Polski o jedno, nie można jednak zapominać o kondycji gospodarki światowej. A ta, wedle najnowszych prognoz MFW, może skurczyć się 4,9 proc. W strefie euro spadek w tym roku ma być jeszcze większy - przekroczyć 10 proc. Niemcy, jeden z najważniejszych gospodarczych partnerów Polski, mogą zaliczyć spadek PKB na poziomie niemal 8 proc.

Przed widmem recesji ostrzega też OECD, Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Przewiduje, że PKB Polski może spaść o 7,4 proc. Jeśli jednak druga fala zachorowań nadejdzie jesienią, polska gospodarka może się skurczyć jeszcze bardziej - nawet o 9,5 proc.

Zobacz wideo Prof. Beata Javorcik o pokryzysowym scenariuszu polskiej gospodarki
Więcej o: