251 zł za rybę? Właściciel smażalni: Obłęd. Gdybym miał takie ceny, zostałbym bez klientów

Robert Kędzierski
Wakacje nad Bałtykiem są drogie, a smażalnie ryb windują ceny do granic absurdu? Paragony, które pojawiają się w mediach społecznościowych to tylko część prawdy. Właściciel jednej z nich - we Władysławowie - w rozmowie z Gazeta.pl stwierdza, że on 200 zł za porcję ryby z frytkami nie mógłby skasować, bo straciłby klientów.

Z powodu epidemii koronawirusa zdecydowana większość Polaków te wakacje spędzi w Polsce. Niektórzy pojadą, albo już pojechali nad Bałtyk. Część tych ostatnich zwraca uwagę na wysokie ceny. W sieci pojawiają się paragony, które wprawiają w osłupienie - ceny rzędu 150-250 zł za posiłek dla dwóch-trzech osób wydają się nie być rzadkością.

Jedna z turystek umieściła na Twitterze zdjęcie paragonu - za dwie zupy, rybę na wagę, frytki, surówki, sok i piwo zapłaciła 251 zł.

Paragon ze smażalni rybParagon ze smażalni ryb Źródło: KatarzynaKlass, Twitter

Inny czytelnik za jeden obiad dla rodziny zapłacił niewiele mniej - 191 zł. Zupa kosztowała go 16 zł, placki ziemniaczane 20 zł, jedno danie rybne 48,5 zł, drugie po 36 zł,  warzywa na parze 15 zł. Do tego talarki, po 9 zł, szpinak z czosnkiem i mozzarellą po 15 zł, piwo za 15 zł i drink za 21 zł. Podobnych doniesień jest więcej - część turystów twierdzi nawet, że pobyt nad Bałtykiem jest w tym roku droższy od wyjazdu za granicę.

Właściciel smażalni z Władysławowa: 200 zł? Gdybym miał takie ceny, straciłbym klientów

Skąd te wysokie ceny? Czy nad morzem wszędzie jest tak drogo? Właściciel smażalni z Władysławowa, który prosił o zachowanie anonimowości, w rozmowie z next.gazeta.pl przyznał, że pojawiające się w mediach zdjęcia paragonów zaczyna odbierać jako nagonkę.

- 150-200 zł za dwie porcje ryby, widoczne czasami w mediach, to i dla mnie obłęd. Gdybym ja miał takie ceny przez tydzień, to zostałbym bez klientów - przyznaje na samym początku rozmowy. - W moim środowisku dochodzimy do wniosku, że informacje o wysokich cenach ryb rozpowszechniają chyba firmy turystyczne, którym zależy, żeby Polacy nad Bałtyk nie przyjeżdżali, tylko wyjeżdżali na wczasy za granicę - stwierdził.

Wyjaśnił też, że jego ceny nie zmieniają się przez cały rok. - Przychodzą klienci stali i nowi, i czasami mówią, że po lekturach różnych artykułów w internecie spodziewali się wysokich cen, a rzeczywistość jest inna. Ceny są normalne - dodaje.

Skąd zatem horrendalnie wysokie kwoty na wrzucanych do sieci paragonach? Zdarza się, że właściciele budek, małych punktów, otwierają się na jeden sezon. Im nie zależy na stałym kliencie, ważne, żeby przyszedł ktoś raz, dostał półkilogramową porcję, której nie zje, i dostał rachunek 200 zł - stwierdza nasz rozmowach. - Te małe obiekty płacą olbrzymie dzierżawy, a czasu, by zarobić, jest mało. Trzeba też opłacić mieszkania dla pracowników, często z Ukrainy, to są spore koszty - dodaje.

Zobacz wideo Łukasz Kijek zaprasza na nowy odcinek programu "Studio Biznes". Nie tylko o wyborach

Nie przepłacaj za rybę nad morzem

Ile zatem powinna kosztować tradycyjna nadmorska ryba z frytkami i surówką? Właściciel smażalni przedstawia swój cennik.

- Smażony filet z dorsza, 100 gramów, kosztuje 12 zł. Średnia porcja to 200 gramów, do tego frytki 7 i surówka 5 zł. To wychodzi 36 zł. To jest normalna cena - stwierdza.

Przedsiębiorca z Władysławowa odpowiada wszystkim tym, którzy twierdzą, że taka cena za rybę to i tak dużo. - Ceny zakupu ryb wzrosły - szczególnie cena dorsza. Od dwóch lat na Bałtyku obowiązuje zakaz połowu i wszystkie ryby podrożały - wyjaśnia.

Okazji, by wysokie ceny nad morzem spotkać najpewniej, nie będzie brakować. Przedsiębiorca z Władysławowa przyznał bowiem, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni turystów nad morzem jest o  40-50 proc. mniej niż w porównaniu z zeszłym roku. - Jest nadzieja, że od 15 lipca będzie normalny sezon, bo hotele i pensjonaty mają pełne obłożenie.