Szczyt UE. Holandia i Węgry straszą wetem. Kością niezgody podział środków i praworządność

W weekend przywódcy UE będą uczestniczyć w obradach na temat budżetu na kolejne sześć lat i podziale środków z funduszu odbudowy. Porozumienia co do sposobu dzielenia środków na razie jednak nie ma. Holandia i Węgry żądają prawa weta.

W piątek rusza szczyt UE, na którym przywódcy 27 państw omawiać będą dwie kluczowe dla przyszłości Europy kwestie. Pierwsza to budżet na lata 2021-2027, druga to fundusz odbudowy, który ma wesprzeć gospodarki spustoszone na skutek epidemii koronawirusa.

Na kilkadziesiąt godzin przed rozpoczęciem negocjacji wciąż nie ma jednak pewności, jak będzie wyglądał podział obu źródeł finansowania. Coraz więcej słychać też o rozbieżnościach pomiędzy poszczególnymi krajami.

Holandia nie chce się zgodzić na sposób dzielenia pieniędzy

Jednym z problemów, które będą musieli rozwiązać przywódcy, jest stanowisko Holandii. Nie chce się ona zgodzić, jak donosi "Rzeczpospolita", by dotacje w ramach funduszu przeciwdziałania gospodarczym skutkom COVID-19 wyniosły aż 500 mld euro. A nawet jeśli ostatecznie zgodzi się na nieco pomniejszony fundusz, to i tak żąda prawa weta do każdorazowego transferu.

Każda z wypłat dla danego kraju w praktyce mogłaby zostać zablokowana. Niemcy nie chcą się na to zgodzić i proponują, by tego typu decyzje zatwierdzać kwalifikowaną większością głosów. Sprzeciw jednego czy dwóch krajów nie blokowałby więc ostatecznej decyzji.

Wiktor Orbán bierze na siebie ciężar rozmów o praworządności

Coraz bardziej mgliste wydaje się też powiązanie wypłat unijnych środków z kwestią praworządności. Krajami, które mogłyby być dotknięte restrykcjami, są na przykład Polska i Węgry. Ale to Viktor Orbán, jak podaje dziennik, bierze na siebie ciężar przeciwstawienia się temu pomysłowi. Polska w tej sprawie milczy.

Zobacz wideo Jadwiga Emilewicz była gościem Porannej rozmowy Gazeta.pl (16.07)

Tymczasem Komisja Wolności Obywatelskich domaga się, by przy podziale unijnych środków wzięto pod uwagę kwestię stosunku do mniejszości. Juan Fernando López Aguilar, przewodniczący komisji, mówi wprost: regiony Polski, które ogłosiły się "strefami wolnymi od LGBT", nie powinny otrzymać środków z funduszu spójności.

Są też nieoficjalne doniesienia o tym, że kwestia praworządności jest spychana na dalszy plan tylko po to, by porozumienie w sprawie budżetu przyjąć jak najszybciej. Nie oznacza to jednak, że Polska ostatecznie pieniędzy nie straci. Kwestia możliwości odebrania nam środków miałby być po prostu zawarta w przepisach uchwalonych później. Dla Niemiec najważniejsze jest, by szybko przyjąć budżet.

Bilion na budżet, setki miliardów na pomoc

Unijny szczyt jest istotny, bo pomiędzy krajami UE będzie się toczyć gra o olbrzymie pieniądze. Budżet na lata 2021-2027 wynieść może nawet ponad bilion euro. Fundusz odbudowy to kolejne 500-750 mld euro, które będzie można podzielić.

Fundusz spójności miałby dać Polsce ponad 90 mld euro dotacji. Na przeciwdziałanie skutkom epidemii moglibyśmy otrzymać nawet 38 mld euro. Możliwe jednak, że ostateczna kwota dotacji będzie niższa. Pojawiają się bowiem głosy, by część środków rozdysponować pomiędzy kraje dopiero za dwa lub trzy lata, kiedy będzie już jasne, jakie skutki przyniosło wtłoczenie pierwszej transzy finansowania.

Polska może stracić unijne pieniądze. Przez brak deklaracji ws. neutralności klimatycznej

Strumień pieniędzy, który popłynie do Polski, może być ostatecznie o aż 16 mld euro mniejszy, niż pierwotnie zakładano. Połowę moglibyśmy utracić na skutek braku jasnej deklaracji w kwestii neutralności klimatycznej. Druga połowa to kwota, której wypłatę Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej chciałby przesunąć w czasie o kilka lat.

Ostateczny podział środków nie jest pewny. W trakcie negocjacji trzeba będzie bowiem spełnić oczekiwania krajów, które domagają się oszczędności - Holandii, Austrii, Szwecji i Danii.

Więcej o: