Najpierw susza, potem gwałtowne ulewy. Pogoda nie rozpieszcza rolników i sadowników. Co ze zbiorami?

Najpierw nadeszła susza, po bezśnieżnej zimie i pozbawionej opadów, a za to obfitującej w przymrozki pierwszej połowie wiosny. A potem nastały ulewy, nawałnice, grad i podtopienia. Zgniły już m.in. truskawki. Pogoda nie rozpieszcza rolników i sadowników.
Zobacz wideo

W połowie kwietnia pisaliśmy o zagrażającej zbiorom warzyw, owoców i zbóż suszy, choć z konkluzją, że nie powinno się to rażąco odbić na cenach detalicznych artykułów spożywczych.

Na razie, choć inflacja rośnie, tempo wzrostu cen żywności spowalnia: według szybkiego szacunku GUS w czerwcu ceny żywności i napojów bezalkoholowych były wyższe o 5,8 proc. rok do roku, a to najwolniejsza dynamika od czerwca 2019 r. właśnie.

Od kwietnia jednak wiele się zmieniło. O ile początek roku przyniósł suszę ze względu na brak wód z topniejącego śniegu (który po prostu nie spadł), to w maju i w czerwcu nastąpiły ulewy, nawałnice, niekiedy z gradem, a w konsekwencji podtopienia upraw w niektórych regionach kraju, głównie na południu i wschodzie Polski.

Mimo to, jak wynika z najnowszego komunikatu Wód Polskich, 10 procent kraju nadal zmaga się z suszą rolniczą.

- Od kilku lat mamy do czynienia ze skrajnymi warunkami pogodowymi i musimy się do tej nieprzewidywalności przyzwyczaić - uważa Paulina Kopeć, dyrektor generalna stowarzyszenia Unia Owocowa. - Sytuacja jest trudna, niektóre owoce w dużej części zgniły, jak np. truskawki. Przed nami zbiory jabłek i borówek, które mogą być podobne do ubiegłorocznych lub nieco niższe z powodu fali przymrozków. W przypadku obfitych opadów problemem jest nie tylko niebezpieczeństwo uszkodzenia owoców, ale także fakt, że nie można wjechać maszyną, żeby je ochronić przed szkodnikami i chorobami. Nie wiadomo więc, jaka będzie jakość tych owoców, nawet jeśli wolumen będzie taki sam jak przed rokiem - dodaje.

Czasem słońce, czasem deszcz

Wymienione wyżej zjawiska spowodowały, że sytuacja w poszczególnych regionach kraju, a nawet w sąsiadujących ze sobą gminach jest bardzo różna. Z informacji Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że o ile wskaźnik wilgotności gleby w głębszej strefie korzeniowej na Wyżynie Lubelskiej i w południowej Polsce wynosi średnio ok. 70 proc., to w Lubuskiem, Wielkopolsce czy w woj. zachodniopomorskim utrzymuje się on poniżej 30 proc., a lokalnie nawet 20 proc.

- W wielu miejscach stan upraw jest przeciętny, lokalnie dość dobry, ale też w wielu miejscach wystąpiły istotne szkody w uprawach, które wpłyną na obniżenie plonów. Obecnie w Polsce południowej i południowo-wschodniej notuje się wiele szkód wywołanych intensywnymi opadami przelotnymi, miejscami z gradem oraz szkody wywołane podtopieniami. Natomiast na środkowym zachodzie kraju na stan roślin uprawnych i wysokość plonów niekorzystny wpływ mają utrzymujące się niedobory wody w warstwie korzeniowej - informuje IMGW.

Obecnie na zachodzie kraju rozpoczęły tzw. małe żniwa, ale zbiory jęczmienia ozimego są ograniczone obszarowo ze względu na nie najlepsze warunki pogodowe oraz fakt, że ziarno jest na wielu polach niedojrzałe, a zbiory rzepaku jeszcze się w ogóle nie rozpoczęły.

Niekorzystne prognozy dotyczą też zbiorów jabłek, których Polska jest największym producentem w Europie i jednym z największych eksporterów na świecie. Jednak jabłoniom zaszkodziły najpierw przymrozki i susza, a potem nieustające deszcze.

– W przypadku jabłek myślę, że zbiory będą niższe niż przewidywały wcześniejsze prognozy, ale i tak powinny przekroczyć 3 mln ton, podczas gdy zapotrzebowanie konsumentów to ok. 500 tys. ton, eksport – ok. 1 mln ton, a reszta jest przerabiana, głównie na sok. Co najwyżej nieco mniej owoców trafi do przetwórstwa – komentuje Paweł Kraciński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ). – Truskawek było mniej, bo część zgniła, gdyż padało zbyt dużo w ostatnich tygodniach. Mało też jest z tego powodu malin odmian letnich, których jakość dodatkowo nie jest zadowalająca. Czerwone porzeczki obrodziły, a czarne wymarzły, śliwki raczej obrodzą, natomiast zbiory wiśni będą zróżnicowane regionalnie – przewiduje.

Według Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w lipcu czeka nas przekroczenie normy opadów, i to w całym kraju, ale zwłaszcza na południu i zachodzie Polski. Mniej wilgotny ma być sierpień.

Zboża aż do połowy marca miały dobre warunki do rozwoju. Jak jednak wynika z raportu Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej „Rynek zbóż. Stan i perspektywy” opublikowanego w czerwcu 2020 roku, niedobór opadów w drugiej połowie marca i w pierwszej połowie kwietnia 2020 r. oraz regionalne przymrozki opóźniały wzrost zbóż i ograniczały ich plonowanie. I choć późniejsze opady poprawiły nieco sytuację, jakość zbóż w tym roku może być niższa niż przed rokiem.

– Wpływ nawałnic ma raczej lokalną skalę i niewielkie znaczenie. Jeżeli jednak zboże wylegnie, to trudniej jest je zebrać – mówi Wiesław Łopaciuk z IERiGŻ. – Ziarno w wylęgniętym łanie trudniej osiąga pożądaną wilgotność i porasta, mogą się też pojawić porażenia grzybami (pleśń), jeżeli opady utrzymują się przez dłuższy czas, a to skutkuje spadkiem parametrów jakościowych lub – przy porażeniu grzybami – wyłączeniem z przemiału konsumpcyjnego. Ponadto straty w czasie zbioru są większe niż przy koszeniu łanu stojącego. Można się więc spodziewać, że jakość ziarna w tym roku będzie słabsza niż w 2019 r. – konkluduje.

Jak to wpłynie na ceny? Czy konsumenci powinni się obawiać? Czytaj dalej na handelextra.pl

Artykuł został przygotowany przez redakcję miesięcznika "Handel" i portalu Handel Extra. Najnowsze wydania miesięcznika można pobrać bezpłatnie pod tym linkiem.

Zaś więcej codziennych informacji o branży FMCG i handlu na stronie www.handelextra.pl.