Zatrudnienie i płace znów rosną. Przełamanie na rynku pracy. Najgorsze za nami?

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w czerwcu 5286 zł - wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. To oznacza wzrost o ponad 3 proc. wobec stanu z maja. Delikatnie rośnie też poziom zatrudnienia. Wygląda na to, że po pierwszym uderzeniu związanym z epidemią, rynek pracy powoli staje na nogi.

Sytuacja na polskim rynku pracy wciąż jest oczywiście trudna, niemniej najnowsze dane GUS dotyczące przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia wskazują na wyhamowanie widocznych od momentu wybuchu epidemii negatywnych trendów.

Zatrudnienie delikatnie w górę

Jeśli chodzi o poziom zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw (czyli wyłącznie wśród firm z ponad 9 pracownikami), to w czerwcu br. wyniósł on ok. 6 mln 186 tys. etatów. To oznacza delikatny wzrost - o 0,2 proc. - w porównaniu z majem.

Wciąż jednak bardzo daleko jest do wyniku z lutego br., gdy przeciętne zatrudnienie było o ok. 260 tys. etatów wyższe. Rok do roku - tj. w porównaniu z czerwcem 2019 r. - zatrudnienie spadło o ponad 200 tys. etatów. "Skala tego spadku jest znacznie mniejsza niż oczekiwano" - zauważają jednak ekonomiści mBanku.

Co ważne, nie oznacza to, że przez epidemię tyle osób straciło pracę (dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazują, że od kwietnia do końca czerwca liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wzrosła o ok. 117 tys.). W danych GUS o przeciętnym zatrudnieniu uwzględniany jest m.in. efekt pobierania przez pracowników zasiłków opiekuńczych czy chorobowych albo przebywania na urlopach bezpłatnych. Dodatkowo część osób ma obniżony wymiar czasu pracy (i wynagrodzenia), aby uniknęły zwolnienia (i aby pracodawca otrzymał dla nich dopłaty do wynagrodzeń z rządowej tarczy antykryzysowej) - a przeciętne zatrudnienie w GUS jest przeliczane nie na osoby, ale na etaty. 

embed
W czerwcu 2020 r., podobnie jak w poprzednim miesiącu, zaobserwowano w niektórych podmiotach dalsze ograniczenie zatrudnienia (nieprzedłużanie umów terminowych oraz rozwiązywanie umów o pracę). Jednakże ze względu na przywracanie wymiarów etatów pracowników sprzed pandemii i wznawianie przyjęć, odnotowano niewielki wzrost przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw

- czytamy w komentarzu GUS. 

To samo sugerują ekonomiści banku Pekao - że w czerwcu liczba pracujących prawdopodobnie w dalszym ciągu spadała, a wzrost przeciętnego zatrudnienia w danych GUS mógł wynikać z wydłużania czasu pracy (jeśli ktoś znów pracuje na pełny etat, a nie np. na 0,8 etatu, widać ten wzrost w statystyce zatrudnienia GUS).

Polski Instytut Ekonomiczny powołując się na badania swoje i Polskiego Funduszu Rozwoju informuje z kolei, że w czerwcu 30 proc. zatrudnionych dalej pracowała w obniżonym wymiarze etatu, co wciąż obniża statystykę zatrudnienia. Jednocześnie zauważa, że wyniki badań "pozwalają na umiarkowany optymizm odnośnie perspektyw na kolejne miesiące".

Na początku lipca więcej firm deklarowało odbudowę zatrudnienia (13 proc.) niż zwolnienia (6 proc.). Dla porównania w kwietniu odsetek firm z planami zwolnień był dwukrotnie wyższe, a o zatrudnianiu myślało nie więcej niż 8 proc. ankietowanych podmiotów 

- komentują ekonomiści PIE.

O tym, że zatrzymanie miesięcznych spadków zatrudnienia nastraja optymistycznie, piszą też eksperci mBanku.

Czerwiec to miesiąc, w którym widoczne mogłyby być zwolnienia po 3 miesięcznym okresie wypowiedzeń z końca marca - dzisiejszy odczyt nie wskazuje jednak by była to istotna skala. Po pierwszej fali zwolnień sytuacja uspokoiła się

- czytamy w ich analizie.

Wynagrodzenia w czerwcu wyższe niż w maju

Zahamował także trend spadku przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. W czerwcu wyniosło ono 5286 zł, co oznacza wzrost w stosunku do danych z maja o 3,2 proc. Było też wyższe niż w czerwcu 2019 r. o 3,6 proc. Przeciętne wynagrodzenie powróciło do poziomu z kwietnia br. (gdy wyniosło 5285 zł), wciąż jest niższe niż w lutym czy marcu br. (w marcu 5489 zł). 

GUS wskazuje, że czerwcowy wzrost przeciętnego wynagrodzenia po części jest spowodowany przywracaniem wysokości wynagrodzeń do poziomu sprzed pandemii. Częściowo to jednak także efekt wypłat m.in. premii czy nagród (być może wstrzymanych kilka miesięcy temu) oraz odpraw emerytalnych. 

Badanie PIE i PFR budzi nadzieje na powolne odbicie dynamiki wynagrodzeń w perspektywie kolejnych miesięcy. W lipcu po raz pierwszy od początku pandemii więcej firm planowało podwyżki (14 proc.) niż obniżenie wynagrodzeń (12 proc.). To znaczna poprawa względem końca marca, kiedy stosunek ten wynosił odpowiednio 3 proc. do 50 proc.

- czytamy w komentarzu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Również ekonomiści mBanku patrzą w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.

W czerwcu zaobserwowano spadki zatrudnienia w niektórych przedsiębiorstwach, jednak były one kompensowane powrotami do pracy po okresie pandemii. Podobnych powrotów można oczekiwać również w tym miesiącu (koniec świadczeń opiekuńczych). Później zatrudnienie może wrócić do spadków, ale skala będzie już zdecydowanie mniejsza niż w poprzednich miesiącach

- uważają. Za pozytywny sygnał dla perspektyw zatrudnienia odczytują zahamowanie przyrostów wniosków o dotację małych i średnich firm z tarczy finansowej. Wskazują, że do tej pory zawnioskowano o mniejszą pulę niż pierwotnie zakładano, a skala wypłat wyhamowała.

Spadki płac już wyhamowały, ale można spodziewać się dalszych niskich rocznych dynamik

- dodają.

Zobacz wideo Prof. Beata Javorcik o pokryzysowym scenariuszu polskiej gospodarki