Inflacja bazowa najwyższa od blisko 19 lat. Co się dzieje z cenami w Polsce? [WYKRES DNIA]

Inflacja bazowa, tj. po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła w czerwcu 4,1 proc. rok do roku i była najwyższa od blisko 19 lat - wynika z danych opublikowanych w czwartek przez Narodowy Bank Polski. To efekt m.in. wzrostu wynagrodzeń w ostatnich latach, wyższych kosztów administrowanych, przerzucania kosztów "higienicznych" na klientów, podwyżki akcyzy czy chęci zrekompensowania sobie przez przedsiębiorców niższych przychodów z okresu lockdownu.

Najbardziej "znana" i kompleksowa miara inflacji konsumenckiej w Polsce to tzw. inflacja CPI. Jej odczyty co miesiąc podaje Główny Urząd Statystyczny. Inflacja CPI podsumowuje zmiany cen bardzo szerokiego koszyka cen dóbr i usług, od żywności poczynając, poprzez np. obuwie, odzież, książki, media, paliwa i szereg usług (np. turystycznych, lekarskich czy fryzjerskich), na cenach w bankach czy u ubezpieczycieli kończąc.

Ta miara inflacji w ostatnich miesiącach przyjmowała nie widziane od lat wartości - w lutym wskazała, że ceny wzrosły o 4,7 proc. rok do roku, najwięcej od listopada 2011 r. Ale w ostatnich miesiącach już raczej spadała, choć z ponownym odbiciem w czerwcu.

embed

Inflacja bazowa najwyższa od 19 lat

Ekonomiści bardzo dużą wagę przywiązują jednak także do innej miary inflacji, a mianowicie inflacji bazowej. W najbardziej powszechnym jej znaczeniu jest to miara wzrostu cen w gospodarce, ale z pominięciem cen żywności (oraz napojów bezalkoholowych) i energii (konkretnie: paliw, prądu, gazu, centralnego ogrzewania, ciepłej wody, opału).

W tym ujęciu ceny w Polsce rosną niemal najszybciej od początku XXI wieku, a dokładnie - od grudnia 2001 r., czyli od ponad 18,5 roku. Jak podał w czwartek Narodowy Bank Polski, w czerwcu inflacja bazowa wynosiła 4,1 proc.

embed

Dlaczego inflacja bazowa tak interesuje ekonomistów? Bo wykluczane z jego pomiaru ceny żywności i paliwa czy mediów w dużej mierze zależą od czynników zewnętrznych i niezależnych od polityki gospodarczej kraju, a czasem także sezonowych czy związanych z szokiem cenowym na jakimś rynku. Przykładowo, ceny paliw ściśle zależą od tego, co dzieje się na rynku ropy naftowej, ceny żywności to w pewnej mierze pochodna np. warunków pogodowych. 

Gdy więc wyeliminuje się te ceny z tej "głównej" GUS-owskiej inflacji CPI (w 2020 r. udział cen żywności i energii wynosi ok. 41 proc. koszyka CPI), można łatwiej zobaczyć trendy dotyczące zmian poziom cen w gospodarce, to, jakie procesy w niej zachodzą oraz na co rzeczywiście polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny ma wpływ.

Dlaczego inflacja bazowa rośnie?

Dlaczego więc w ujęciu bazowym ceny rosną tak szybko? Jedną z głównych odpowiedzi jest to, z czym mieliśmy wyraźnie do czynienia już od ponad półtora roku, czyli dostosowywaniem m.in. cen części usług (w mniejszym stopniu towarów) do rosnących wynagrodzeń.

Szczególnie od 2017 r. mieliśmy w Polsce szybki wzrost wynagrodzeń w gospodarce, spowodowany "rynkiem pracownika" - niskim bezrobociem i brakiem rąk do pracy w niektórych branżach. Dodatkowo dynamicznie rósł poziom płacy minimalnej, szczególnie mocno wzrósł on od początku 2020 r. (z 2250 zł do 2600 zł brutto). Wyższe koszty pracownicze przedsiębiorcy w końcu zaczęli wyraźniej przerzucać na klientów. Szczególnie było to widać np. w przypadku usług lekarskich, stomatologicznych, fryzjerskich czy kosmetycznych.

Po części poziom inflacji bazowej podbija też wzrost cen administrowanych, w tym m.in. wywozu śmieci. Te, według nowych danych GUS, podrożały w ciągu roku o ponad 50 proc. Dodatkowo inflacja bazowa obejmuje też zmiany cen np. alkoholu, a ten - podobnie jak inne towary akcyzowe - podrożał z powodu podwyżki tej daniny od początku 2020 r.

W ostatnich miesiącach inflację bazową może też podbijać to, że w przypadku wielu usług (znów - np. u fryzjerów) na klientów przerzucane są koszty obowiązku zapewnienia środków bezpieczeństwa i higieny osobistej.

Ignacy Morawski, analityk i twórca portalu Spotdata.pl, zwraca uwagę też na to, iż bardzo duże programy pomocowe rządu mogły sprawić, że firmy jeszcze nie odczuły konieczności walki cenowej. Słowem - nie widzą potrzeby walki o klienta dzięki obniżkom cen, bo i tak "przędą" nieźle. 

Ba, jak sugerują analitycy BOŚ Banku, być może być mamy do czynienia wręcz z odwrotnym efektem - widząc odradzający się i bardzo solidny popyt, przedsiębiorcy podnoszą ceny, aby rekompensować sobie to, co utracili w czasie lockdownu.

Czy inflacja bazowa będzie spadała?

Czy to się wkrótce skończy? Na rynku raczej panuje konsensus, że inflacja bazowa w kolejnych miesiącach będzie już niższa. Otwarte pozostaje jednak pytanie "o ile niższa". Narodowy Bank Polski przewiduje, że pod koniec 2020 r. inflacja bazowa spadnie do 3 proc., a w połowie 2021 r. do niewiele powyżej 1 proc.

Eksperci BOŚ Banku wydają się nieco bardziej ostrożni, bo prognozują inflację bazową na poziomie ok. 2 proc. w pierwszym kwartale 2021 r. Wskazują, że inflacja będzie spadała m.in. ze względu na słabszy popyt konsumpcyjny oraz wolniejsze tempo wzrostu kosztów pracy, a także wygasający efekt przerzucania kosztów "sanitarnych" na klientów.

Z drugiej strony, według Ignacego Morawskiego ze Spotdata.pl, skala spadku wcale nie musi być tak duża, jak uważa NBP. Ekspert zakłada, że kolejne programy pomocowe rządu dla firm i pracowników sprawią, że sytuacja finansowa ludności nie pogorszy się bardzo, a firmy nie będą musiały angażować się w wojnę cenową.

Nawet jeżeli zdolności produkcyjne gospodarki ucierpią, to potężne programy stymulacyjne sprawią, że popyt nie spadnie aż tak mocno jak podaż. A to relacja między popytem i podażą (tzw. luka popytowa) jest w modelach ekonomicznych jednym z głównych czynników decydujących o inflacji

- komentuje Morawski.

Zobacz wideo Kiedy bon turystyczny trafi do rodzin?