Czarne prognozy NBP. Kryzys będzie dłuższy i cięższy, bezrobocie mocno wzrośnie

Polska gospodarka skurczy się w tym roku o 5,4 proc., a pod koniec roku bezrobocie mocno wzrośnie - wynika z najnowszej prognozy Narodowego Banku Polskiego. Powrót do poziomu PKB sprzed wybuchu pandemii będzie wydłużony w czasie.

Jak wynika z centralnej ścieżki lipcowej projekcji Narodowego Banku Polskiego, opublikowanej w "Raporcie o inflacji", w tym roku spadek PKB Polski wyniesie 5,4 proc. Następnie Polska osiągnie wzrost gospodarczy na poziomie 4,9 proc. w 2021 r. i 3,7 proc. w 2022 r.

Jak przekonuje bank centralny, choć wraz z łagodzeniem restrykcji i poprawą koniunktury za granicą nastąpi odbudowa krajowej aktywności gospodarczej (napędzana też m.in. rządowymi działaniami antykryzysowymi), to powrót do poziomu PKB sprzed wybuchu pandemii będzie wydłużony w czasie.

Skalę wzrostu wydatków konsumpcyjnych w horyzoncie projekcji będzie ograniczać wolniejszy niż przed kryzysem przyrost dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych, zmiany zachowania ludności oraz wzrost znaczenia motywu przezornościowego w decyzjach o wyborze między konsumpcją i oszczędzaniem. Gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa będą również powstrzymywać się od podejmowania długoterminowych projektów inwestycyjnych, do czego przyczyni się jedynie niewielka poprawa ich sytuacji finansowej względem okresu przed kryzysem oraz utrzymująca się podwyższona niepewność

- czytamy w "Raporcie o inflacji". To właśnie dramatyczny spadek inwestycji, czyli jednego z kół napędowych gospodarki, może być największym problemem w wychodzeniu z kryzysu.

NBP obawia się też negatywnego skutku obaw przed zakażeniem koronawirusem, wskutek których część społeczeństwa dobrowolnie może unikać niektórych aktywności społecznych.

Problemy na rynku pracy dopiero przed nami?

Najbardziej pesymistycznie wygląda jednak prognoza NBP dla polskiego rynku pracy. Bank centralny rysuje tu wręcz "czarny scenariusz", jak określa najnowszą projekcję Jakub Borowski, główny ekonomista Banku Credit Agricole.

NBP przewiduje, że stopa bezrobocia wyniesie 5 proc. na koniec tego roku, ale następnie wzrośnie do 5,6 proc. na koniec 2021 r., i spadnie do 5,2 proc. na koniec 2022 r. Warto natomiast dodać kluczową kwestię - NBP posługuje się danymi w unijnej metodologii BAEL. Według niej bezrobocie w Polsce wynosiło 3,3 proc. na koniec pierwszego kwartału 2020 r.

W kolejnych kwartałach, wraz z upływem okresów wypowiedzeń oraz utrzymującego się obniżonego popytu na pracę, nastąpi dalsza redukcja liczby pracujących oraz wzrost stopy bezrobocia pomimo zmniejszenia skali spadku PKB w ujęciu r/r. Na wzrost stopy bezrobocia będzie miało również wpływ założone w projekcji zmniejszenie skali działań antykryzysowych rządu. W dalszym horyzoncie projekcji, wraz ze stopniową odbudową aktywności gospodarczej, stopa bezrobocia ponownie się obniży, ale pozostanie na podwyższonym poziomie w stosunku do okresu sprzed wybuchu epidemii.

- pisze NBP.

Po silnym spadku wynagrodzeń w drugim kwartale (efekt obniżek pensji i "ucięcia" premii, nagród itd.), w kolejnych miesiącach płace mają rosnąć, choć nie bardzo dynamicznie. W projekcji założono, że wynagrodzenia wzrosną o 2,6 proc. w 2020 r., o 5 proc. w 2021 r. i o 5,7 proc. w 2022 r. 

Uchylanie kolejnych restrykcji, stopniowa odbudowa aktywności gospodarczej oraz wzrost produktywności pracy spowodują, że od drugiej połowy br. płace ponownie zaczną rosnąć, choć ich dynamika w ujęciu rok do roku pozostanie zbliżona do zera aż do początku 2021 r. W kolejnych latach tendencja ta będzie kontynuowana, ale średnie tempo wzrostu wynagrodzeń nie osiągnie poziomu z lat 2018-2019 z powodu podwyższonego poziomu stopy bezrobocia

- prognozuje NBP.

Lokaty przez lata na fatalnym poziomie?

Nienapawające szczególnym optymizmem prognozy NBP to zła wiadomość także dla osób, które chcą bezpiecznie oszczędzać. W opinii analityków banku Pekao "pesymistyczna projekcja NBP w praktyce wyklucza normalizację stóp procentowych w najbliższych 2-3 latach". To oznacza, że nie ma co oczekiwać rychłych podwyżek stóp w kraju (dziś referencyjna to raptem 0,1 proc.), co podniosłoby oprocentowanie lokat. Obecnie wiele banków oferuje np. 0,01 proc. dla 0,1 proc., a część wręcz wycofuje się z oferowania niektórych produktów oszczędnościowych.