Piękny to on nie jest, ale za to tani. Byliśmy w pierwszym sklepie Mere w Polsce [RELACJA]

25 lipca w Częstochowie otwarto pierwszy sklep rosyjskiej sieci Mere. To tzw. "twardy dyskont", w którym kluczowe są niskie ceny, a nie wystrój sklepu czy szeroki asortyment. Mieliśmy okazję odwiedzić sklep Mere i sprawdzić, jak funkcjonuje.

Sieć Mere została utworzona przez braci Sznajderów w syberyjskim Krasnojarsku. Właśnie tam powstały pierwsze sklepy z żółto-czerwonym szyldem, których główną dewizą jest po prostu to, że ma być tanio. To tzw. "twarde dyskonty", gdzie liczy się przede wszystkim niska cena, a nie wystrój sklepu czy tzw. customer experience. Przypomina o tym hasło umieszczone nad automatycznymi drzwiami nowo otwartego sklepu Mere w Częstochowie. "Najniższe ceny każdego dnia" - głosi napis witający klientów placówki.

Zobacz wideo Biedronka czy jednak Lidl? Porównujemy aplikacje dwóch największych dyskontów w Polsce

Po wejściu do środka w oczy uderza surowy wystrój sklepu. Zupełnie jak klimat regionu w Rosji, z którego sieć się wywodzi. Tłumów nie ma, ale nie można powiedzieć o braku zainteresowania ze strony klientów. Ci krzątają się dookoła palet, na których wystawiono towar. O półkach nikt tu nie słyszał. Chyba, że o tych wysokich, sięgających sufitu sklepu. Takich, jakie można spotkać w magazynach lub w marketach budowlanych. No ale nie o wystrój tu chodzi. To już ustaliliśmy. 

"Mysz" zamiast "Kreta" i fest tania cola

Mere odwiedzamy ok. 10. Sklep otwiera się godzinę wcześniej. Wśród klientów trudno wyróżnić jakąś jedną, konkretną grupę społeczną. Przy paletach widać ludzi młodych, osoby w średnim wieku i emerytów, którzy zabrali wnuków na zakupy. Dezynfekujemy ręce i bierzemy wolno stojący wózek. W odróżnieniu od popularnych dyskontów i supermarketów, w Mere nie musimy go odpinać od reszty, wrzucając monetę.

Na sklep prowadzi osamotniona bramka, którą postawiono tu trochę dla picu. Z boku jest bowiem tyle miejsca, że swobodnie można ją obejść. Być może to pozostałość po poprzednim biznesie - chińskim markecie, który działał tu wcześniej. Przypomina o nim podwieszone pod sufitem biuro opatrzone wizerunkiem sympatycznego słonia.

Wśród towaru rozparcelowanego na licznych paletach i kartonach próżno szukać rozpoznawalnych marek. W Mere królują te mniej znane lub własne, takie jak m.in. udrażniacz do rur w żelu "Mysz hydraulik" (1,87 zł za 0,5 l); proszek do prania "Lena" (11,79 zł za 6 kg); mydło marki "Mydło w płynie" (7,92 zł za 5 l) czy napój gazowany "Fest Cola" (2,14 zł za 3 l).

Z marek, które kojarzymy, zauważamy paczkę herbatników "Petit Beurre" (2,36 zł za 0,4 kg) oraz - wstyd się przyznać - piwo "Mocne" w plastikowej butelce. Na paletach z alkoholami znajdujemy również m.in. piwo Tarczyn (1,77 zł za 0,5 l) i brandy Napoleon (21,56 zł za 0,5 l). Sporym zaskoczeniem jest to, że w chłodni obok wędlin, nabiału i smalcu klienci mogą znaleźć również... czekoladę. 

Łatwy dojazd 

Sklep Mere mieści się w Częstochowie przy ul. 1 maja pod numerem 13. Ciężko stwierdzić czy i na ile pechowa okaże się dla sieci liczba z adresu. Na pewno nie sposób uwierzyć w to, że samymi cenami mogłaby ona przeciągnąć do siebie klientów Biedronek czy pobliskiego Lidla. Sieci, które zdążyły już przekonać do siebie Polaków. Być może jednak Mere utrzyma się jako tania alternatywa dla osób z bliższego czy dalszego sąsiedztwa.

Dojazd do sklepu jest dość prosty. Częstochowskie Mere znajduje się w bliskiej odległości od linii tramwajowej (przystanek Rondo Mickiewicza), dworca PKS oraz dwóch stacji kolejowych - PKP Częstochowa oraz PKP Częstochowa Stradom. To ułatwienie dla osób spoza miasta, które chciałyby zobaczyć, jak wygląda rosyjski "twardy dyskont" i zrobić w nim zakupy. 

Debiut w Polsce

Po dwóch latach oczekiwania i licznych zwrotach akcji sieć Mere jednak pojawiła się w Polsce. Pierwszy sklep sieci został otwarty w sobotę 25 lipca w Częstochowie.

Otwarcie sklepu pod Jasną Górą to koniec długiej sagi. Mere miało otworzyć pierwszy sklep w Polsce w lipcu ubiegłego roku, planując ponad 100 placówek handlowych w kraju. Ostatecznie do tego nie doszło, a na początku 2020 roku zniknęła strona internetowa sieci w języku polskim. Wtedy też pojawiły się głosy o porzuceniu planów pojawienia się na polskim rynku, zwłaszcza że doniesienia te nie były dementowane przez właściciel sieci, spółkę Torgservis.

W ubiegłym roku firma pod szyldem Svetofor, posiadała ponad 800 sklepów, w Rosji, Kazachstanie, Białorusi oraz Chinach. Sieć działa także w Rumunii, Niemczech oraz na Litwie.