Związkowcy zablokowali Sasina. Oto trzy dowody na to, że PiS i tak nie ma wyjścia i będzie musiał wygaszać węgiel

Krótka wizyta wicepremiera Jacka Sasina na Śląsku pokazała, jak silną pozycje wobec rządu mają górnicze związki zawodowe. Zamiast prezentować plan ratunkowy dla kopalń, minister aktywów państwowych musiał błyskawicznie ogłaszać plan wycofywania się z pomysłu wygaszania tych zakładów. Gdyby jednak odłożyć politykę i strach przed związkami zawodowymi na bok, to jasne staje się, że rząd nie ma już wyjścia. Węgiel i energetyka na nim oparta są w odwrocie i trzeba będzie podejmować bolesne dla branzy decyzje.

PiS od lat umizguje się do górniczych central związkowych. Politycy tej partii wielokrotnie powtarzali, że kopalń nie pozwolą zamykać, a węgiel to polski skarb narodowy. To wszystko oczywiście tylko polityczna gra daleka od twardych liczb i faktów. Przedstawiciele PiS oficjalnie biorą węgiel na sztandary, a po cichu i nieoficjalnie przyznają, że trzeba będzie się z tym tematem rozprawić.

Właściwie ten proces już się odbywa - po cichu i bez wszczynania awantur. Wystarczy przypomnieć historię ogromnej inwestycji w Ostrołęce. Po wyborach prezydenckich, 16 lipca, prezes PKN Orlen Daniel Obajtek podczas wizyty w mieście mówił: "wszyscy są zadowoleni, że wymieniliśmy węgiel na gaz w elektrowni w Ostrołęce". PiS od dawna wie, że kopalnie trzeba będzie zamykać, a górnictwo restrukturyzować, ale rząd nigdy nie wyjdzie i nie ogłosi oficjalnie, że zrobi to na przykład do 2050 roku.

Po pierwsze: Europejski nowy Zielony Ład i miliardy euro do wzięcia

Jeśli rząd nie zacznie na poważnie restrukturyzować kopalń i odchodzić od węgla, to straty mogą być ogromne, nie tylko w samym górnictwie, ale także w funduszach europejskich. Trend odejścia od węgla jest trwały i światowy. Konsekwencją Porozumienia Paryskiego z 2015 roku stał się europejski Zielony Ład. Pieniądze, które leżą na stole są ogromne, czyli 100 miliardów euro w ramach mechanizmu sprawiedliwej transformacji oraz bilion euro zapowiedziany przez Europejski Bank Inwestycyjny na lata 2021-2030. Europejski Zielony Ład będzie w całej UE bodźcem rozwojowym i inwestycyjnym. Trzymanie się kurczowo węgla może nas pozbawić sporej części z tych pieniędzy. Znamienne było zachowanie polskiego premiera w grudniu 2019 roku, kiedy to oficjalnie buntował się przeciwko planom zeroemisyjnej gospodarki europejskiej do 2050. Tyle, że podczas niedawnego lipcowego szczytu przywódców na temat budżetu, już wielkiego oburzenia Mateusza Morawieckiego w tej kwestii nikt nie słyszał. Zielone inwestycje stały się wręcz jednym z najważniejszych silników nowej perspektywy budżetowej. Jeśli rząd chce zatem dostawać miliardy dotacji z UE, musi zacząć transformację energetyczną na poważnie. 

Po drugie: Opłacalność górnictwa od lat nurkuje. Polska importuje węgiel z Rosji

Miała być likwidacja kopalń, zwolnienia i obniżki pensji - taka recepta na ratowanie Polskiej Grupy Górniczej wyciekła w tym tygodniu do mediów. Związki zawodowe oczywiście wszystko zbojkotowały, a wicepremier Sasin wrócił do Warszawy z podkulonym ogonem. Dziś ministerstwo wypiera się oficjalnie tego planu, a dziennikarzy, którzy go ujawnili oskarża o produkowanie nieprawdziwych informacji. - Na spotkaniach wyraźnie usłyszeliśmy o tragicznym położeniu górnictwa na Śląsku i pilnym, bolesnym dla strony społecznej planie restrukturyzacji sektora górniczego - napisali przedstawiciele mediów w specjalnym oświadczeniu.  

Wniosek nasuwa się jeden, skoro rząd chciał wystawić taki arsenał zmian, to sytuacja w górnictwie musi być naprawdę krytyczna. Jak pisał kilka miesięcy temu portal WysokieNapięcie.pl polskie kopalnie sprzedawały węgiel w 2019 roku najdrożej w historii - średnio po niemal 350 zł za tonę. Pomimo tego strata netto polskiego górnictwa w minionym roku przekroczyła miliard złotych –- wynika z danych Agencji Rozwoju Przemysłu. To efekt najwyższych w historii kosztów wydobycia węgla. W 2019 roku wyniosły one niemal 346 zł za tonę. Do tego wszystkiego trzeba dodać rekordowy import węgla. Tylko w 2018 roku z zagranicy trafiło 19,68 mln ton węgla kamiennego. Najwięcej tego surowca importujemy z Rosji, ale trafia on do nas także z bardzo odległych kierunków, takich jak Mozambik, Australia czy właśnie Kolumbia. Rachunek ekonomiczny jest zatem prosty, na stratach nie da się długo jechać.

Czytaj też: Co czeka Polską Grupę Górniczą? Ekspert: nie widzę specjalnie miejsca dla węgla w przyszłości

Jaki ma być zatem pomysł na uratowanie górnictwa? Restrukturyzacji nie dał rady przepchnąć wicepremier Sasin, trzeba zatem liczyć na drugi element planu. Spółki górnicze mają dostać zastrzyk gotówki z tzw. tarczy antykryzysowej. Po pierwsze pomoc z Państwowego Funduszu Rozwoju będzie jednak wymagała zgody Komisji Europejskiej. I tu wracamy do punktu pierwszego, czyli Zielonego Ładu. Po drugie, ta kroplówka może dostarczyć płynności, ale na pewno nie uleczy problemu pogarszającej się rentowności kopalń.

Zobacz wideo Atom alternatywą dla węgla? "Nowa generacja miliarderów nie myśli w kategorii paliw kopalnych"

Po trzecie: Banki i instytucie finansowe wycofują się z inwestycji węglowych

Górnictwo będzie usychać, bo inwestycje w energetykę węglową są coraz droższe i nieopłacalne. Właśnie w tym tygodniu Deutsche Bank poinformował, że za pięć lat zamierza zupełnie skończyć z udzielaniem pożyczek podmiotom, których biznes istotnie wiąże się wydobyciem węgla. Największe instytucje finansowe już od dawna stawiają szlaban takim inwestycjom. Zrobiły to m.in. HSBC, Credit Agricole, BNP Paribas, ING Group, Societe Generale, Standard Chartered i Royal Bank of Scotland - podaje Parkiet.  Do tej grupy dołączył właśnie Deutsche Bank. - Odejście od węgla ma uzasadnienie biznesowe. Rosnąca presja związana z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla sprawia, że wspieranie tej gałęzi energetyki staje się coraz mniej uzasadnione - mówił z kolei Adam Pers, wiceprezes mBanku ds. bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej. Oczywiście na ratunek mogą przyjść państwowe banki, ale czy na pewno będą takie chętne i czy będzie im się to opłacało? 

W obawie przed protestami i przed paleniem opon rząd może jeszcze przez jakiś czas grać na czas ze związkami zawodowymi, ale prawda jest taka, że rewolucja już się zaczęła i prędzej czy później dotrze także na Śląsk.