UE. Ważna dyrektywa wchodzi w życie. Spore zmiany dla osób pracujących za granicą

Od 30 lipca wchodzi w życie dyrektywa, która zaostrza zasady delegowania pracowników. Polscy przedsiębiorcy muszą przystosować się do przepisów obowiązujących w poszczególnych krajach. Eksperci krytykują dyrektywę, twierdząc, że tworzy ona Europę dwóch prędkości.

W 2018 roku Parlament Europejski zagłosował za wprowadzeniem zmiany rozliczenia pracowników czasowo zatrudnionych za granicą. Przeciwko wprowadzeniu przepisom była m.in. Polska, która wśród krajów Unii Europejskiej deleguje najwięcej osób do pracy za granicą. Teraz polskie firmy muszą przystosowywać się do obowiązujących w poszczególnych krajów przepisów pracy pod groźbą potężnych finansowych kar.

Zobacz wideo Charles Michel, szef Rady Europejskiej: Po raz pierwszy nasz budżet będzie powiązany z klimatycznymi celami i poszanowaniem dla praworządności [ENG]

Nowa dyrektywa wchodzi w życie. Co zmienia się w przepisach?

Według znowelizowanych przepisów delegacje pracowników mogą trwać maksymalnie 12 miesięcy z możliwością wydłużenia o pół roku. Kluczową zmianą jest jednak konieczność przystosowania się do prawa lokalnego. To ona także przysparza polskim firmom największe problemy biurokratyczne oraz prawnicze. Pracownicy otrzymają nie tylko płace minimalne obowiązujące w krajach, do których zostali delegowani, ale także dodatki socjalne. Obowiązywać muszą także wszystkie układy zbiorowe.

Zaostrzone przepisy wchodzą w życie. Przedsiębiorcy w chaosie, obawiają się kar finansowych

Choć poszczególne kraje miały dwa lata na wdrożenie unijnej dyrektywy do swojego prawodawstwa, to wciąż istnieje wiele niejasności. Austria i Włochy wciąż jeszcze nie poinformowały o zrobieniu tego. W Niemczech niektóre przepisy wykluczają się wzajemnie, natomiast we Francji interpretacja dyrektywy zależeć będzie od indywidualnej decyzji inspekcji pracy.

To nie pomaga polskim przedsiębiorcom w przystosowaniu się do nowej rzeczywistości. Firmy obawiają się także wysokich kar finansowych. Ponadto na razie nie zyskali delegowani pracownicy. Obietnica wyrównania ich płac nie została dotrzymana, bo żaden przepis dyrektywy nie realizuje zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Ostatecznie mogą być na tym stratni, gdyż ograniczony został okres delegowania. 

Ekspert: To promowanie Europy dwóch prędkości. Unia Europejska powinna działać w inny sposób

Eksperci bardzo mocno krytykują przepisy, dostrzegając w nich chęć blokowania Europy Środowo-Wschodnie poprzez zwiększenie kosztów pracy w firmach z mniej zamożnych krajów

Celem dyrektywy nie była ochrona pracowników delegowanych i ich praw, tylko ochrona przed pracownikami delegowanymi lokalnych rynków pracy państw przyjmujących, przede wszystkim ze starej Piętnastki 

- tłumaczy dr Marek Banio, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i współzałożyciel IMP. Ekspert twierdzi również, że skutkiem tego będzie pogłębienie rozwarstwienia gospodarczego. -  Unia powinna działać w odwrotny sposób, powinna dać państwom doganiających dać pewne fory, pozwolić im konkurować tymi drobnymi przewagami konkurencyjnymi, które mają - dodał.