Załamanie na rynku pożyczek. Politycy wykorzystali epidemię, żeby "oczyścić" branżę [WYKRES DNIA]

Pierwsza tarcza antykryzysowa, która weszła w życie 31 marca 2020 r., bardzo mocno ścięła maksymalny limit kosztów pożyczek. Jak wynika z danych Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, zmiana - w połączeniu z podwyższonym ryzykiem działalności - "wycięła" z rynku ponad jedną piątą firm. Liczba i wartość udzielonych w drugim kwartale 2020 pożyczek spadła o około 50 proc.

Jeszcze do niedawna maksymalny pozaodsetkowy koszt pożyczki był sumą 25 punktów procentowych oraz takiej części 30 punktów procentowych, jaką proporcjonalnie stanowił okres spłaty do całego roku. Przykładowo: dla pożyczki na trzy miesiące mógł wynosić maksymalnie 32,5 proc. (25 p.p. + 3/12 z 30 p.p., czyli 25 p.p. + 7,5 p.p.). Czyli np. kiedy pożyczało się dwa tys. zł, koszt pozaodsetkowy nie mógł przekraczać 650 zł. 

W ostatnich miesiącach te wyliczenia straciły jednak na aktualności z powodu zmiany prawnej wprowadzonej w pierwszej tarczy antykryzysowej. Opisaną wyżej regułę "25+30" dla maksymalnych kosztów pozaodsetkowych pożyczki zastąpiono zasadą "15+6". Od kwietnia więc, poza odsetkami, firma pożyczając pieniądze np. na trzy miesiące, nie może pobrać więcej niż 16,5 proc. wartości pożyczki (15 p.p. + 3/12 z 6 p.p., czyli 15 p.p. + 1,5 p.p.). Od dwóch tys. zł daje to 330 zł. Słowem - niemal dwa razy mniej niż wcześniej. 

Oczywiście liczby różnią się w zależności od kwoty pożyczki czy okresu spłaty. Dla pożyczki na rok maksymalny koszt pozaodsetkowy spadł z 55 proc. do 21 proc. 

Uwaga! Do powyższych kwot należy jeszcze doliczyć odsetki. Te są już jednak raczej "symbolicznym" kosztem. Obecnie nie mogą wynosić więcej niż 7,2 proc. w skali roku, tj. np. 36 zł w przypadku pożyczki na dwa tys. zł na trzy miesiące. Choć i tu pożyczkodawcy mają o tyle gorzej, że przed serią trzech obniżek stóp procentowych przez NBP maksymalne oprocentowanie pożyczek mogło wynosić 10 proc. w skali roku (górny limit odsetek zależy właśnie od poziomu stopy referencyjnej NBP). 

Tarcza antykryzysowa wprowadziła też dodatkowy limit kosztów pozaodsetkowych dla pożyczek krótszych niż 30 dni - wynosi on pięć proc. kwoty kredytu. Wcześniej takie "chwilówki" na niecały miesiąc były objęte tymi samymi regułami co do maksymalnych kosztów, czyli mogły wynosić ponad 25 proc. pożyczanej kwoty. 

Znaczne ścięcie maksymalnych kosztów pożyczek rząd tłumaczył chęcią, by Polacy - dotknięci negatywnymi skutkami ekonomicznymi pandemii - mogli pożyczać pieniądze na korzystniejszych warunkach.

W ustawie zapisano, że nowe reguły będą obowiązywały przez rok, tj. do marca 2021 r. Chyba że w międzyczasie politycy wpadną na pomysł, aby limit przedłużyć. Branża pożyczkowa oddałaby wszystko, żeby tylko do tego nie doszło.

Niższe limity i pandemia wycięły sporą część rynku pożyczek

To właśnie nowe, znacznie bardziej restrykcyjne reguły dotyczące maksymalnych kosztów pożyczek są zdaniem branży jedną z głównych przyczyn załamania na tym rynku. 

Z danych spółki CRIF wynika, że w czerwcu br. na rynku działało 35 podmiotów, czyli aż o 10 mniej niż jeszcze w marcu. To pokazuje, jak trudne stało się dla części branży znalezienie sposobu na takie skonstruowanie oferty, aby wynagrodzenie z tytułu udzielonych pożyczek pokrywało koszty prowadzonej działalności, w tym m.in. koszty ryzyka i pozyskania kapitału.

Słowem - dla branży pożyczkowej przyszły chude lata, pewna fala "oczyszczenia" rynku z podmiotów, które miały najmniejsze możliwości na dostosowanie się do nowych reguł.

embed

Fatalnie dla branży wygląda także sprzedaż. W drugim kwartale br. firmy z branży udzieliły blisko 396 tys. pożyczek, czyli o ok. 42 proc. mniej niż w pierwszym kwartale i 48 proc. mniej niż rok temu. Łączna wartość przyznanych pożyczek wyniosła 915 mln zł, tj. aż o 57 proc. mniej niż kwartał wcześniej i 64 proc. mniej niż rok wcześniej.

embed

Te liczby znajdują też potwierdzenie w danych Biura Informacji Kredytowej, które informuje, że w pierwszym półroczu 2020 r. firmy pożyczkowe udzieliły o ponad jedną czwartą mniej pożyczek niż rok temu, na kwotę łącznie o niemal 36 proc. niższą.

Notabene, podobną skalę tąpnięcia widać także w przypadku kredytów gotówkowych w bankach i SKOK-ach - tu spadek pomiędzy pierwszymi półroczami 2020 a 2019 r. wyniósł ponad 30 proc. zarówno pod względem liczby, jak i kwoty udzielonych kredytów. Co ciekawe, niewielki, raptem kilkuprocentowy spadek, widać natomiast w przypadku kredytów ratalnych. 

A zatem - co konkretnie dzieje się w firmach pożyczkowych? Co stoi za tąpnięciem na tym rynku?

Główną osią wszystkich problemów jest wspomniane już ustawowe drastyczne ścięcie maksymalnych kosztów pożyczek. W warunkach koronakryzysu pożyczanie pieniędzy stało się jeszcze bardziej ryzykowne, a tymczasem sektor nie może już tak bardzo jak jeszcze kilka miesięcy temu uwzględniać kosztów tego ryzyka w cenie pożyczek.

To sprawiło, że doszło do zaostrzenia kryteriów udzielania pożyczek. Branża woli pożyczać znanym klientom, i to niższe kwoty niż wcześniej. Kto nie jest w stanie wyłuskać wniosków tylko tych najpewniejszych osób, po prostu ogranicza lub zawiesza działalność.

Poważnym problemem dla pożyczkodawców jest też to, skąd brać pieniądze na udzielanie pożyczek.

Firmy pożyczkowe mają dziś problem z pozyskaniem finansowania. Rynek obligacji, z którego w dużej mierze finansuje się branża, właściwie zamarł. Z banków również bardzo trudno pozyskać nam finansowanie. Z inwestycjami bezpośrednimi też jest ciężko. W związku z tym część podmiotów boryka się z problemem utrzymania płynności i nie ma środków, by udzielać nowych pożyczek

- tłumaczy Agnieszka Wachnicka, prezeska Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. To podmiot reprezentujący największe instytucje pożyczkowe w Polsce.

Poza tym przy niższym limicie kosztów pozaodsetkowych biznesowi pożyczkowemu po prostu trudniej się spiąć. Branża ponosi m.in. wysokie koszty ryzyka (zwraca uwagę m.in., że nie może - jak banki - wliczać niespłaconych pożyczek do kosztów uzyskania przychodów), koszty pozyskania kapitału, do tego koszty operacyjne typu IT, windykacja, administracja.

Jeżeli mamy dzisiaj limit 21 proc., a koszty ryzyka na poziomie 10 proc., do których należy doliczyć koszty pozyskania kapitału, czyli kolejne 10 proc., to firma nie jest w stanie pokryć kosztów operacyjnych

- mówi Wachnicka.

Na rynku obserwujemy już pierwsze wnioski o upadłość i pierwsze likwidacje. Myślę, że skala będzie tylko narastać. Część firm próbowało sił w nowych warunkach rynkowych, ale jednak nie są w stanie przy obecnych limitach skonstruować rentownej oferty i utrzymać biznesu

- dodaje prezes FRRF. 

Nie da się też wykluczyć, że na branżę czeka jeszcze jeden problem. Na razie prezes Wachnicka mówi o stabilnym popycie na pożyczki ze strony klientów. Pytanie, czy taki pozostanie. Prognozy makroekonomiczne, w tym te rządowe, mówią o trudnej jesieni dla gospodarki, m.in. z dużym skokiem stopy bezrobocia. To może wzmagać ostrożność klientów i ich niechęć do zadłużania się.

Wbrew pozorom nie do końca jest tak, że z usług firm pożyczkowych (przynajmniej tych nie "ze słupów ogłoszeniowych", ale np. internetowych) korzystają osoby, którym brakuje na bieżące potrzeby. Wręcz przeciwnie - w myśl zasady, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, zadłużają się osoby, które z racji dość stabilnej sytuacji materialnej mają coraz to nowe potrzeby (oraz wiarę, że nowe zobowiązania uda się terminowo spłacać). Zagrożenie utratą pracy czy dalsze cięcia płac tym poczuciem stabilności mogą zachwiać dużo mocniej niż wiosną.

Zobacz wideo Kryzys uderzy w banki? „Na koniec to my za to zapłacimy”