Mieszkanka Bejrutu o wybuchu w porcie: To była godzina w piekle. "Budynki rozprysły się na kawałki"

Abia (imię zmienione - red.) mieszka w Libanie od urodzenia. Ma dwadzieścia kilka lat i w swoim kraju przeżyła niejeden kryzys. Była również naocznym świadkiem wybuchu w porcie. W rozmowie z Gazeta.pl opowiada o piekle, w jakim znalazła się chwilę po eksplozji. Woli pozostać anonimowa.

Kamil Rakosza, Next.gazeta.pl: Co robiłaś, kiedy nastąpił wybuch?

Jechałam samochodem z przyjaciółmi przez Badaro (popularne osiedle i centrum biznesowe w centrum Bejrutu - red.). Auto zaczęło się trząść, a chwilę później nastąpił wybuch. Widziałam go przez prawą, boczną szybę. Naszą uwagę przykuł unoszący się w powietrzu różowy dym.

Zaparkowaliśmy samochód i wyszliśmy na zewnątrz. Ruszyliśmy w stronę Achrafieh'i (zabytkowa, jedna z najstarszych dzielnic Bejrutu - red.). Znajduje się tam moja kawalerka. Chciałam zobaczyć, czy wszystko z nią w porządku. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że to strefa, która została zniszczona w wybuchu.

To był chaos. Wszystko wokół wyglądało jak strefa działań wojennych. Zniszczone domy, sklepy i supermarkety. Leżące wszędzie kawałki szkła. Zdewastowane samochody bez szyb, które rozprysły się wraz z falą uderzeniową wybuchu. Dookoła zakrwawieni ludzie proszący o pomoc i służby wyciągające obywateli z budynków grożących zawaleniem.

Nie weszłam do swojego mieszkania. Patrzyłam na budynek, w którym się znajduje, ale nie było do niego dostępu. Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domów naszych rodziców poza miastem. Tam było bezpiecznie.

Nie wiem, co powiedzieć.

To była godzina w piekle, szczerze. Przyglądanie się cierpieniu rannych i miejscom, które zostały zniszczone w wybuchu. Dzielnice Bejrutu - Gemmayzeh, Achrafieh i Mar Mikhaël znajdują się bardzo blisko miejsca eksplozji. Zniszczeniom uległy bardzo stare i zabytkowe domy. Budynki rozprysły się na kawałki.

Ta sytuacja jest ponad moje siły.

Czy do momentu naszej rozmowy udało ci się wrócić do mieszkania?

Nie, do Bejrutu chcę pojechać wieczorem. Musiałam wrócić do miasta Byblos, oddalonego od stolicy o około 40 km. Wieczorem sprawdzę, jak wygląda kawalerka. Mam nadzieję, że uda się nam do niej dostać. Poza tym chcemy pomóc ludziom w strefie zniszczeń na tyle, na ile będziemy potrafili. Stała się straszliwa tragedia. Prawdziwy koszmar.

Czy zniszczeniom uległy jakieś miejsca ważne ze względu na swoją wartość dla kultury lub państwa?

W porcie znajdowały się składy pszenicy, które uległy zupełnemu zniszczeniu. Nie ma składników, z których ludzie mogą zrobić chleb. Jeśli chodzi o miejsca ważne dla kultury to zrujnowane zostało muzeum Sursock (muzeum sztuki współczesnej - red.). Co prawda nie zawaliło się, ale zostało poważnie uszkodzone.

Rzecz ma się podobnie z siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W Pałacu Baabda (pałac prezydencki w Bejrucie - red.) wyleciały natomiast szyby z okien. Struktura budynku nie uległa jednak większemu zniszczeniu.

Okolice Mar Mikhaël i Gemmayzeh, gdzie znajduje się dużo zabytkowych budynków, zostały krytycznie zniszczone. Przepiękny dom moich znajomych praktycznie się zawalił. Cała rodzina trafiła do szpitala. Nikt nie umarł, ale niektórzy jej członkowie są w stanie krytycznym.

Co libańskie media mówią na temat eksplozji?

Na początku pojawiły się niejasności co do przyczyny wybuchu. Niektórzy mówili o ataku ze strony Izraela. Inni o fajerwerkach. W końcu pojawiła się wersja o eksplozji materiałów chemicznych - saletry amonowej. Silnie wybuchowy azotan amonu - z niejasnych przyczyn - miał być składowany w porcie od 2014 r.

W późniejszych godzinach dziennikarze wyszli na ulice i prowadzili relacje na żywo bezpośrednio z miejsc, w których doszło do zniszczeń. Wykonują sporo dobrej roboty przy odkrywaniu nazwisk ofiar wybuchu i odszukiwaniu rodzin zaginionych osób. Tych nadal jest wiele.

Benjamin Netanjahu szybko zaprzeczył, że wybuch był wynikiem ataku ze strony Izraela (pod koniec lipca doszło do zaognienia konfliktu między Izraelem a Hezbollahem na granicy libańsko-izraelskiej - red.).

Tak, Netanjahu zdementował tę wersję. W mediach pojawiły się także informacje o ofertach pomocy ze strony Izraela. Brzmi to nawet ironicznie. Ludzie są nieufni wobec polityki Netanjahu.

Zresztą, abstrahując od tego, czy za atakiem stał Izrael, Hezbollah czy ktokolwiek inny, problem tkwi w gigantycznych składowiskach niebezpiecznych substancji w porcie. Nic nie usprawiedliwia ludzi, którzy pozwolili na składowanie tylu ton materiałów wybuchowych w tak bliskim sąsiedztwie ludzi. Bejrut geograficznie jest położony tak, że w sytuacji wybuchu w porcie, zniszczenia dotykają połowy miasta. Czego zresztą byliśmy świadkami we wtorek.

Konflikty zbrojne są mniejszym zagrożeniem dla Libanu niż nasz słaby, utopiony w korupcji rząd.

Czy mieszkając w Libanie od urodzenia, da się optymistycznie patrzeć w przyszłość?

Zasadniczo nie uważam się za pesymistkę. Jestem realistką, która patrzy z nadzieją w przyszłość. Żyjąc tutaj nie powinno się popadać w pesymizm. Chodzi o umiejętność przystosowania się, a czasem dawania oporu w naprawdę nieciekawych okolicznościach.

Na przestrzeni ostatnich lat musieliśmy się zmagać z różnymi wyzwaniami. Przeżyliśmy kilka kryzysów, różnego rodzaju. Konflikt Izraela z Hezbollahem, wojna w Syrii z ponad milionem uchodźców do Libanu, kryzys ekonomiczny ciągnący się od zeszłego roku i pandemia koronawirusa - to wszystko doprowadziło do tego, że ten rok jest cholernie ciężki. Do tego osoby na szczycie władzy, które są odpowiedzialne za ten stan, nie ponoszą żadnych konsekwencji.

Życie tutaj jest bardzo trudne. I nie dziwię się, że niektórym ludziom brakuje już sił. Nie winię nikogo za to, że nie chce mu się dalej tego ciągnąć. Ja jednak patrzę jeszcze w przyszłość z nadzieją.

Zobacz wideo Bejrut. Eksplozja w porcie zrujnowała dużą część miasta