Czego wystraszył się Sasin? "Zrobią coś gorszego niż za rządów Tuska". Planu dla Śląska nie ma

Sytuacja na Śląsku jest kryzysowa. Za kilka tygodni może zabraknąć na pensje w PGG, a koszty wydobycia surowca niejednokrotnie przerastają jego cenę na rynku. Do tego z Ministerstwa Aktywów Państwowych płyną sprzeczne komunikaty w sprawie zamykania kopalń, a związkowcy swoimi wypowiedziami uderzają w Jacka Sasina. Czasu jest coraz mniej i nie wystarczy już mówić, że "węgla mamy na 200 lat".

Bardzo trudna sytuacja w polskim górnictwie nabrzmiewa od dawna. PGG i JSW złożyły oficjalnie wniosek o gigantyczne wsparcie covidowe z Państwowego Fundusz Rozwoju. 1,75 miliarda złotych miałoby być kroplówką, która utrzyma pacjenta przy życiu przez kilka miesięcy, ale ta kroplówka nie będzie w stanie uzdrowić pacjenta.

- Wiemy, że poza strukturalnymi problemami na rynku węgla i energetycznym spółki węglowe też poniosły inne koszty. Wiemy o zamknięciu wydobycia, koronawirusie w kopalniach, więc te firmy zasługują na wsparcie - mówił w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Borys, szef PFR. Zaznaczył jednak bardzo wyraźnie, że JSW i PGG powinny spełnić te same kryteria, co inne firmy ubiegające się o pomoc. - Muszą przedstawić wiarygodny plan, że te środki wystarczą - dodawał. Bez wiarygodnego planu naprawy sytuacji w górnictwie będzie poważny problem z zielonym światłem od Komisji Europejskiej, która musi wydać zgodę na każdą pomoc powyżej 250 milionów euro. To oznacza, że zarządy węglowych spółek w porozumieniu z ministrem aktywów muszą błyskawicznie pokazać plan ratunkowy.

Czytaj też: W górnictwie nadciąga tsunami i rząd to wie. "Jacek popełnił błąd. Wszyscy wiedzieliśmy, co chcemy robić"

Górnictwo w kryzysie. Cel związkowców? Ośmieszyć Sasina i wciągnąć w negocjacje premiera

Czasu jest coraz mniej i już teraz widać, że w tej sytuacji być może nie obędzie się bez konfrontacji ze związkowcami. Dominik Kolorz w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim" nie przebierał w słowach na temat górniczych kompetencji Jacka Sasina. - Nie chcę się znęcać nad Sasinem. Jego kompetencje w górnictwie są wątpliwe. Na tego konia posadzili go jego współpracownicy - stwierdził.

- We wtorek w Warszawie będziemy rozmawiać z panami Kurtyką [ministrem klimatu - red.], Naimskim [Pełnomocnik Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej - red.], a być może również – z Morawieckim. To nie są ludzie niedecyzyjni - stwierdził  przewodniczący Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność". 

- To była totalna porażka. Związki wykorzystały naiwność Sasina. To była powtórka z 2015 roku  - tak krótko wizytę Sasina na Śląsku komentuje jeden z bliskich współpracowników premiera. Ówczesna premier Ewa Kopacz też pojechała na Śląsk z planami naprawy górnictwa i zamykania kopalń, ale w efekcie wróciła bez porozumienia. Sasin też wrócił z pustymi rękami. - Strona rządowa tak zaczęła, potem się ze swoich planów wycofała. Mówiąc w żargonie piłkarskim, po 15 minutach pewnie prowadzimy 1:0 - dodawał w jednym z wywiadów prasowych Dominik Kolorz.

Przypomnijmy, że plan zamykania kopalń wyciekł do mediów i wpadł w ręce związkowców. Z przecieków medialnych wynikało, że miałyby zostać zamknięte trzy kopalnie Ruch w Rudzie (Bielszowice, Halemba, Pokój) oraz Kopalnia Wujek. Do tego miały dojść cięcia o 30 proc. pensji w Polskiej Grupie Górniczej uzależnione od wydajności i zamrożenie czternastej pensji na cztery lata. Podczas wizyty na Śląsku Ministerstwo Aktywów bardzo szybko zaprzeczyło tym informacjom, bo związkowcy zagrozili ostrymi protestami, oficjalnie mówili o "czwartym i piątym powstaniu śląskim".

Jeśli oficjalnie padały takie słowa, to wyobraźcie sobie, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Po tej wpadce sprzed tygodnia i tych dziwnych układankach związkowcy nie mają po prostu zaufania, że to, co zostanie ustalone, będzie później respektowane przez Sasina. Związkowcy grają bardzo pewnie, chcą dostać więcej, niż mogą i mówią wprost, że zrobią coś gorszego niż podczas rządów Tuska 

- mówi nam jeden z informatorów w Zjednoczonej Prawicy. Misja Sasina na Śląsku skończyła się awanturą i co dalej?

Czasu jest coraz mniej. Plan dla Śląska ma być ogłoszony we wrześniu

Do rozmów na Śląsk wysłano teraz wiceministra Macieja Małeckiego, ale nie ma żadnych nowych planów. - Teraz ma się spotkać co najmniej pięć grup roboczych i będą ustalać szczegóły, ale z tego co wiem, nikt tych prac osobiście nie koordynuje - mówi nasz anonimowy rozmówca. Program ma zostać ogłoszony we wrześniu, przez co obecnie pierwotny program dla Śląska jest w totalnej rozsypce.  

Związkowcy grają twardo i chcą jak najmocniej osłabić pozycje Sasina. Po co? Bo w ostatnich miesiącach rzeczywiście czuli, że minister aktywów robił wszystko, by kryzys w górnictwie nie wybuchł przed wyborami. Dlatego związkowcy teraz wytykają niekompetencje Sasina i chcą wciągnąć w rozmowy premiera Morawieckiego. Po co? Jeśli to się uda, stawka negocjacji mocno urośnie, a Morawieckiego można będzie punktować tym, co obiecywał podczas wyborów parlamentarnych, gdy startował z list na Śląsku. - Chcemy, by Górny Śląsk stał się "Doliną krzemową" Unii Europejskiej. Dokonujemy transformacji, zmniejszamy uzależnienie od węgla, ale musi się to odbywać w tempie, które jest odpowiednie dla Polski – deklarował wówczas premier Mateusz Morawiecki.

Osłabienie pozycji Sasina może być też na rękę samemu Morawieckiemu. - Wiemy, że Sasin i Morawiecki nie grają w jednej drużynie - mówi nam jeden z informatorów ze Zjednoczonej Prawicy. Wpadka na Śląsku, nieudolne wciągnięcie Poczty Polskiej w wybory i drukowanie kart wyborczych za dziesiątki milionów złotych - to wszystko sprawia, że notowania Sasina w rządzie spadają. To może się przydać Morawieckiemu w umacnianiu swojej pozycji przed rekonstrukcją rządu i jesiennymi wyborami do władz PiS. 

O co będzie szła bitwa? Trzeba bardzo szybko obniżać koszty

Zarówno Sasin, jak i związkowcy nie mają złudzeń, że sytuacja wymaga pilnego działania. Wicepremier będzie najprawdopodobniej musiał zamknąć kopalnie Wujek i część nierentownych kopalń rudnickich. Związkowcy będą za wszelką cenę chcieli pokazać, że te uznawane dziś za nierentowne mogą jeszcze pracować co najmniej 8-10 lat. Gdzie zapadną decyzję? Spór będzie musiała rozstrzygnąć centrala PiS. Decydująca będzie polityka, bo rachunek ekonomiczny jest dziś oczywisty.

W lipcu Jonasz Drabek, dyrektor Departamentu Górnictwa w Ministerstwie Aktywów Państwowych, wyjaśnił, że PGG nie ma środków na wrześniowe wypłaty. - Polska Grupa Górnicza (PGG) aktywnie zbiera środki na wypłatę sierpniowej pensji dla 41,6 tys. członków załogi, natomiast na kolejny miesiąc środków już nie ma - stwierdził. 

- Aby elektrownia nie dokładała do kosztów zmiennych, nie może zapłacić za tonę węgla więcej niż 280 zł. Tymczasem koszty gotówkowe produkcji węgla w PGG to ok. 350 zł. Do tego dochodzą jeszcze koszty związane z inwestycjami - mówi nam Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, ekspert rynku górniczego. Koszty wydobycia węgla są najwyższe w historii. W 2019 roku wyniosły one niemal 346 zł za tonę. Na hałdach leżą tony niesprzedanego surowca, a do tego wszystkiego trzeba dodać rekordowy import węgla. Tylko w 2018 roku z zagranicy trafiło 19,68 mln ton węgla kamiennego. Najwięcej tego surowca importujemy z Rosji, ale trafia on do nas także z bardzo odległych kierunków, takich jak Mozambik, Australia czy właśnie Kolumbia. Rachunek ekonomiczny jest zatem prosty, na stratach nie da się długo jechać i wszyscy, także w PiS wiedzą to od dawna.

Zobacz wideo W sobotę finał Męskiego Grania 2020