Matura 2020. Tegoroczne wyniki najgorsze od kilku lat. Dlaczego poszło tak kiepsko? [WYKRES DNIA]

Tegoroczne matury zdało 74 proc. osób. Prawa do poprawki nie ma aż 8,8 proc. zdających. To najsłabsze rezultaty od 2014-2015 r. Dlaczego poszło tak kiepsko? Jednej przyczyny nie ma, ale z pewnością nie pomogły okoliczności pandemii, w jakich odbywał się egzamin. Widać także coraz gorsze efekty systemowych błędów w nauczaniu matematyki.

Od momentu wprowadzenia "nowych" matur w 2015 r. (tzw. "formuła 2015") wyniki egzaminu maturalnego nigdy nie były słabsze niż w tym roku. Według danych opublikowanych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, maturę zdało 74 proc. osób. 

Taki sam rezultat zanotowano w 2015 r., wówczas jednak nieco "lepsza" była struktura pozostałych 26 proc. zdających. 19 proc. mogło przystąpić do egzaminu poprawkowego, a "tylko" 7 proc. nie zdało z więcej niż jednego przedmiotu obowiązkowego (co oznacza, że nie mogły pisać egzaminu poprawkowego). W 2020 r. "poprawkę" może pisać 17,2 proc., nie zostanie do niej dopuszczonych aż 8,8 proc. zdających. To z kolei najwięcej od 2014 r.

Jak wynika z danych CKE, 6,8 proc. zdających nie przekroczyło wymaganego poziomu min. 30 proc. punktów w przypadku dwóch egzaminów, a 2 proc. w przypadku trzech.

embed

Spośród absolwentów liceów ogólnokształcących, maturę zdało 81,1 proc. osób, prawa do poprawki nie ma 6,4 proc. Wśród absolwentów techników wyniki są słabsze - maturę zdało 62,2 proc. osób, możliwości przystąpienia do egzaminu poprawkowego nie ma 12,9 proc. osób.

Najsłabiej egzamin maturalny poszedł w województwie warmińsko-mazurskim - zdało go tam 69 proc. osób, prawa do poprawki nie ma 12 proc. Najlepsze wyniki osiągnięto na drugim końcu Polski - w województwie małopolskim. Tu odsetek zdanych matur wyniósł 78 proc. Prawa do poprawki nie zyskało 7 proc. zdających.

embed

Poprawkowy egzamin maturalny odbędzie się w tym roku 8 września. Ale osoby, które chciałyby do niego podejść, muszą szybko - do piątku 14 sierpnia - złożyć u dyrektora ukończonej szkoły pisemne oświadczenie.

Dlaczego poszło tak słabo?

Wyniki tegorocznych matur dość wyraźnie odbiegają od tych notowanych w poprzednich czterech latach. Wówczas zdanych matur było ok. 79-80 proc., osób bez prawa do poprawki ok. 5,5-6,5 proc.

Powstaje pytanie, czy po prostu raz na jakiś czas musi przyjść gorszy rok i nie ma z tego powodu wyciągać zbyt daleko idących wniosków, czy jednak były też jakieś czynniki, które przyczyniły się do tegorocznego zjazdu? We wtorek minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski i szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Marcin Smolik sugerowali możliwe przyczyny. 

Pierwsza to po prostu brak porównywalności wyników matur z różnych lat - poziom zadań powinien co roku być podobny, ale czasem po prostu jakieś zadania na konkretnym egzaminie mogą sprawiać większą trudność.

Warto zwrócić jednak uwagę, że odsetek sukcesów w tym roku jest najniższy od przynajmniej 2015 r. ze wszystkich przedmiotów obowiązkowych, tj. języka polskiego, matematyki i (zdawanego przez przytłaczającą większość maturzystów) języka angielskiego - wszystkie na poziomie podstawowym. W przypadku języków: polskiego i angielskiego to 92 proc., matematyki 79 proc. Mediana i średnia zdobytych punktów z języka polskiego jest jedną z gorszych od momentu wprowadzenia nowej formuły matur, z matematyki najgorsza. Trudno więc "zwalić" całą winę na trudniejsze niż zwykle zadania na którymś konkretnym egzaminie - chyba że na wszystkich naraz, ale to raczej mało prawdopodobne.

Jednocześnie widać, że najbardziej alarmująca różnica między wynikami z tegorocznej matury i poprzednich jest w przypadku matematyki (na poziomie podstawowym). O "fatalnej zdawalności" już w kolejnym roku mówi w rozmowie z Gazeta.pl Dorota Łoboda, jedna z liderek ruchu Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji, prezeska fundacji Rodzice Mają Głos, radna m.st. Warszawy. 

To już nie świadczy o jednorazowym błędzie, ale o tym, że systemowo tej matematyki źle uczymy. Jeżeli co trzeci absolwent technikum - czyli szkół, w których przedmioty ścisłe powinny być podstawą - oblewa podstawową maturę z matematyki, to trudno tu mówić wyłącznie o lekceważeniu egzaminu z ich strony. To stwierdziła nawet w 2019 r. Najwyższa Izba Kontroli, która zalecała wręcz, aby przez kilka lat nie przeprowadzać obowiązkowej matury z matematyki - do czasu, aż zaczniemy jej porządnie uczyć

- wskazuje Łoboda.

Pandemia nie pomogła

Kolejny trop w poszukiwaniu przyczyn słabych wyników tegorocznych matur to rzecz jasna pandemia koronawirusa. Z jednej strony rzeczywiście całkowity brak nauki przez około dwa tygodnie, nauka zdalna w ostatnim okresie kształcenia, trudniejszy dostęp do korepetycji twarzą w twarz czy mniejsza dyscyplina mogłyby być tu jakimś wytłumaczeniem dla niewystarczających powtórek materiału. Z drugiej - i bez pandemii bywały lata z podobnymi lub gorszymi wynikami.

Możemy dywagować, na ile sytuacja z pandemią przeszkodziła temu rocznikowi, ale na pewno nie pomogła. Ten rok był szczególny i maturzyści mieli mimo wszystko trudniej

- komentuje Łoboda. 

Po pierwsze, problemem była nauka zdalna. W przypadku maturzystów trwała ona co prawda tylko miesiąc, ale jednak przypadła na okres bardzo często poświęcony na powtórki do matury.

Po drugie, egzaminy odbyły się miesiąc później niż zwykle - w czerwcu, a nie maju. Minister Piontkowski mówił we wtorek o "dodatkowym miesiącu do wykorzystania na naukę", ale Dorota Łoboda ma nieco inne zdanie na ten temat.

To zupełnie tak nie działa. Do tej pory maturzyści byli "podprowadzani za rękę" do egzaminu - do końca kwietnia trwały zajęcia, potem był tydzień na samodzielne powtórki i już była matura. Dodatkowy miesiąc na naukę nie oznacza, że maturzyści potrafili go dobrze wykorzystać

- mówi Łoboda. Tłumaczy, że w tym roku w maju przygotowania uczniów były zwykle całkowicie samodzielnie. Część nauczycieli społecznie i z dobrej woli pomagała uczniom po zakończeniu roku szkolnego, natomiast nie wszyscy mogli liczyć na takie wsparcie. - Na pewno miało to wpływ na wynik egzaminów - uważa prezeska fundacji Rodzice Mają Głos. 

Nie bez wpływu mogły być także okoliczności przeprowadzania egzaminów oraz to, że maturzyści de facto długo nie wiedzieli, kiedy matury się odbędą i jak będą wyglądały.

Reżim sanitarny, maseczki, obawa rodziców, która udzielała się tym młodym ludziom... Egzamin powinien być zdawany w komfortowych warunkach. Teraz ich zabrakło, choć to oczywiście niczyja wina, bo nie mieliśmy wpływu na sytuację pandemiczną. Ale jednak ten stres był dużo większy

- mówi Łoboda.

Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski argument o dodatkowym miesiącu na naukę popierał we wtorek stwierdzeniem, że w tym roku "odsetek maturzystów, którzy uzyskali najwyższe, czy wyższe wyniki, jest większy niż w ubiegłym roku". Tyle że nie do końca widać to w danych CKE.

Przykładowo, z języka polskiego (poziom podstawowy) wynik przynajmniej 80 proc. punktów otrzymało 4 proc. osób wobec 3 proc. rok temu i 5 proc. dwa lata temu. W przypadku matematyki przynajmniej 80 proc. punktów otrzymało w tym roku 16 proc. maturzystów. Rok temu było to 22 proc. zdających, dwa lata temu 21 proc. Z języka angielskiego 80 proc. albo więcej dostało w tym roku 47 proc. uczniów, wobec 48 proc. rok temu i 46 proc. w 2018 r. W przypadku przekroczenia progów 90 proc. różnic także nie ma albo są bardzo niewielkie. Jeśli więc istnieje jakiś efekt lepszego przygotowania się do matur dzięki dłuższemu czasowi na powtórki materiału, to jest on znikomy. 

Dyrektor CKE mówił natomiast, że widoczny był większy niż w poprzednich latach odsetek najwyższych i najniższych wyników z wypracowania na maturze podstawowej z języka polskiego. Sugerował, że był to efekt lektury, do której należało się odnieść, tj. "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Jednym uczniów mógł on "podejść", a innych zaskoczyć.

Ze strony ministra Piontkowskiego i szefa CKE padały też sugestie, że być może słabsze wyniki matur to także efekt... zeszłorocznego strajku nauczycieli.

Strajk był rok temu i trwał trzy tygodnie. Śmiem twierdzić, że jego wpływ na tegoroczne matury jest żaden. Minister Piontkowski zrzucił też winę na uczniów, mówiąc, że być może zlekceważyli egzamin. To nie jest tak, że co czwarty młody człowiek lekceważy egzamin, od którego zależy jego dalsza edukacja

- komentuje Dorota Łoboda.

Zobacz wideo Zasady organizacji egzaminów w dobie pandemii. Co się zmieni?