Miał być zrównoważony budżet. Będzie deficyt osiem razy wyższy niż rok temu [WYKRES DNIA]

Według przyjętego dziś przez rząd projektu nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, deficyt wyniesie rekordowe 109,3 mld zł. Oznacza to, że do końca roku dziura w kasie państwa powiększy się aż o 93 mld zł. Przed epidemią premier Mateusz Morawiecki zapowiadał zrównoważony budżet.

Szacowany deficyt na poziomie ponad 109 mld zł to o niemal 700 proc. więcej niż w 2019 r., gdy dziura w kasie państwa wyniosła ok. 13,7 mld zł. To także ponad dwukrotnie więcej, niż dotychczas wynosił najwyższy deficyt budżetowy w Polsce w XXI wieku. Nigdy w tym stuleciu nie przekroczył on kwoty 50 mld zł. Wiele wskazuje także na to, że odnotujemy najwyższy (a z pewnością jeden z najwyższych) w tym wieku poziom deficytu budżetowego to PKB - będzie to ok. 5 proc.

embed

Oczywiście te 109,3 mld zł to "tylko" założenie rządu. Nieraz zdarzało się za rządów Zjednoczonej Prawicy, że w rzeczywistości był on sporo niższy (nawet o ponad 30 mld zł). Czy tak będzie tym razem, zobaczymy. Nie wyklucza tego m.in. prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys.

Te 109 mld zł w pewien sposób pokazują skalę uderzenia koronakryzysu w finanse publiczne oraz skalę koniecznego zaangażowania publicznych środków, aby gospodarkę podtrzymać przy życiu. Według założeń rządu, zamiast prognozowanego przed pandemią wzrostu PKB o 3,7 proc., będziemy mieli jego ubytek o 4,6 proc.

Z drugiej strony, wiceminister finansów Piotr Patkowski przekonywał też niedawno w TV Republika, że tak wielki deficyt wynika przede wszystkim "z przygotowania gospodarki na zastrzyk pieniędzy z Unii i z budżetu na pobudzanie inwestycji".

Z kolei dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej" Marek Chądzyński zauważa, że w tegorocznym budżecie znajdą się także m.in. środki dla Funduszu Solidarnościowego na wypłaty 13. i 14. emerytur w przyszłym roku. Wygląda więc na to, że rząd robi sobie przestrzeń już dla przyszłorocznego budżetu.

109 mld zł to wierzchołek góry lodowej

Gdy w 2019 r. premier Mateusz Morawiecki zapowiadał pierwszy od trzydziestu lat zrównoważony budżet (co było po części kreatywną księgowością), zakładał, że dochody i wydatki z centralnej kasy państwa wyniosą po ok. 435,3 mld zł. W znowelizowanej wersji budżetu kwota dochodów jest niższa o ok. 36,7 mld zł (398,7 mld zł). W szczególności spaść mają wpływy z VAT - wynieść mają 170 mld zł, wobec zakładanych przed pandemią 196,5 mld zł.

Kwota wydatków w znowelizowanym budżecie jest z kolei wyższa o 72,7 mld zł, niż pierwotnie zakładano (508 mld zł). To daje zamiast zerowego deficytu dziurę w wysokości ok. 109,3 mld zł (różnica pomiędzy tą kwotą a 109,4 mld zł, tj. sumą 36,7 mld zł i 72,7 mld zł, wynika z zaokrągleń). 

A pamiętać należy, że kwota 109 mld zł zdecydowanie nie daje pełnego obrazu skali finansowych konsekwencji koronakryzysu i realizacji działań pomocowych. Zdecydowana większość wydatków antykryzysowych realizowanych przez Polski Fundusz Rozwoju (Tarcza Finansowa) i Bank Gospodarstwa Krajowego (Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 COVID-19, którego dysponentem jest premier). Nie są one uwzględniane w budżecie Polski. Środki na działania obu instytucji pochodzą z emitowanych przez nie obligacji, częściowo obejmowanych później przez Narodowy Bank Polski.

Planowane wydatki w tym roku z funduszu COVID-19 w BGK i Tarczy Finansowej PFR to łącznie nawet 200 mld zł, których zostały usunięte poza budżet. Oczywiście nie wiadomo jeszcze, ile obie instytucje ostatecznie wydadzą. PFR informował na początku sierpnia, że spośród 75 mld zł zarezerwowanych dla małych i średnich przedsiębiorstw przyznał 60,5 mld zł. Pozostałych 25 mld zł to pula dla większych przedsiębiorstw. Środki z Tarczy PFR są częściowo zwrotne.

Z kolei w środę Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że poszczególnym dysponentom Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 w BGK przekazano do tej pory ponad 54 mld zł z zaplanowanych 100 mld zł. 

Dług PFR i BGK formalnie nie są zaliczane do zadłużenia sektora finansów publicznych według polskiej metodologii (choć zostaną uznane za takowe według metodologii unijnej). Dzięki wypchnięciu znacznej części wydatków poza budżet, rząd "kupił" sobie spokój polegający na tym, że nie grozi Polsce zbliżenie się do konstytucyjnego limitu 60 proc. długu publicznego do PKB - co niosłoby bardzo poważne konsekwencje i ograniczenia dla finansów publicznych. W 2019 r. dług do PKB wynosił 46 proc., teraz podskoczy powyżej 50 proc., ale wciąż będzie daleko od krytycznego limitu.

Co miesiąc 18,6 mld zł deficytu?

Ciekawe jest także to, że 109,3 mld zł deficytu na koniec roku to aż o 93 mld zł więcej, niż wyniosło szacunkowe wykonanie budżetu państwa po lipcu (deficyt 16,3 mld zł). Nietrudno policzyć, że wobec tego do końca roku deficyt w budżecie rósłby w tempie 18,6 mld zł na miesiąc.

Skąd nagle taki skok deficytu? Bardzo możliwe, że w kolejnych miesiącach ewentualne działania antykryzysowe będą już pokrywane ze środków budżetowych, a nie przesuwane po PFR czy BGK. Szczególnie wobec niedawnego zawieszenia na dwa do czterech lat tzw. reguły wydatkowej, która była barierą dla kolejnych wydatków z budżetu.

Jednocześnie jednak wiele wskazuje na to, że jest dokładnie tak, jak napisaliśmy wcześniej - rząd co będzie mógł, to będzie przesuwał z przyszłorocznego budżetu na tegoroczny (środki na programy socjalne dla emerytów i rencistów, być może część zwrotów podatku VAT). Robienie miejsca w kasie państwa na nowe wydatki w budżecie na 2021 r. sugeruje m.in. główny ekonomista PKO Banku Polskiego Piotr Bujak.

Zobacz wideo Borys: Finanse publiczne są w dobrej kondycji