Gigantyczna dziura w budżecie. "Rząd będzie musiał sięgnąć do portfeli Polaków. Podatki wzrosną"

Rząd zaklina rzeczywistość, twierdząc, że rekordowy spadek PKB Polski jest przejściowy, największa w historii dziura budżetowa niegroźna, a przedsiębiorcy i zwykli obywatele nie muszą obawiać się nowych podatków. Walka z koronawirusem i dotychczasowa polityka rządu pochłonęły jednak setki miliardów złotych. Dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP, do niedawna dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów, jest sceptyczny. Twierdzi, że Polska nie ma buforu bezpieczeństwa, by przetrwać drugą falę gospodarczego tsunami wywołanego przez koronawirusa. Jego zdaniem rząd będzie sięgał do portfeli Polaków.

Gość programu "Studio Biznes", który po wakacyjnej przerwie znów można oglądać co środę o godz. 12.00, wyjaśnił, że w przyszłym roku może nas czekać "podnoszenie różnych opłat". W programie nie zabraknie też akcentu motoryzacyjnego. Tomasz Korniejew wziął na warsztat Porsche Taycan, które ma być początkiem zupełnie nowej ery.

Zobacz wideo Zobacz najnowszy odcinek Studia Biznes. Gigantyczna dziura w budżecie. Jakie rząd będzie podnosił podatki?

Tadeusz Kościński, minister finansów, zaklinał się w sierpniu, twierdząc, że rząd nie wprowadzi żadnych nowych podatków. Nie do końca jednak wiadomo, co miał na myśli, bo kilka tygodni później okazało się, że część firm jednak podatki, którymi do tej pory nie była objęta, zapłaci. Chodzi o spółki komandytowe, które od stycznia będą odprowadzać CIT. Czy rozszerzenie istniejącego podatku na nowe podmioty to tylko zapowiedź planów rządu?

Dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP, do niedawna dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów, w rozmowie z Łukaszem Kijkiem wyraża wiele obaw związanych z planami rządu. Gość programu "Studio Biznes" twierdzi, że liczby są nieubłagane - dziura w budżecie spowodowana wydatkami na walkę ze skutkami epidemii koronawirusa jest największa w historii. - Deficyt w Polsce, całego sektora, 270 miliardów, będzie jednym z wyższych w Unii Europejskiej - stwierdził. Wyjaśnił też, że rząd będzie próbował te dziurę zasypać na różne sposoby. - W przyszłym roku będzie takie mówienie: Przecież my nie podnieśliśmy podatków, przecież PIT jest niepodniesiony, czy VAT jest niepodniesiony drodzy państwo, ale będzie takie "dzióbanie" właśnie takich różnych opłat. Bo tych podatków przecież w Polsce mamy mnóstwo. I opowiadanie o tym, że rząd nie podnosi podatków, bo to jest opłata, czy tam jakieś daniny, to będzie po prostu takie, można powiedzieć, mydlenie oczu. Czyli będzie takie dzióbanie podatkami i mydlenie oczu, że wszystko jest w porządku - prognozuje ekspert.

Wyjaśnia też, że nowymi daninami mogą zostać obciążone poszczególne branże. Podatki wymierzone w konkretne sektory zostały już wprowadzone. - Wymienię: podatek bankowy, podatek od handlu detalicznego. Mamy podatek cukrowy. Nagle wzrosła radykalnie akcyza na alkohol i papierosy. Rząd będzie szukał takich podatków sektorowych - wyjaśnił gość programu "Studio Biznes".