Jak mocno tąpnie PKB Polski? Wysyp optymistów i jeden zatrwożony rodzynek [WYKRES DNIA]

Rok 2020, naznaczony pandemią koronawirusa, zakończy niemal trzy dekady nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w Polsce - co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ostatnie dni przyniosły jednak wysyp rewizji prognoz ekonomistów. W większości uznali oni, że skala tąpnięcia polskiego PKB będzie niższa od wcześniej zakładanego. Ale nie wszyscy są takimi optymistami.

W drugim kwartale br. polska gospodarka skurczyła się o rekordowe 8,2 proc. rok do roku. Narastająco w całym pierwszym półroczu PKB spadł o 3,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 r. Choć spływające z gospodarki dane w większości wskazują na dość szybkie odbicie, nie ma żadnych szans, aby cały 2020 r. zakończyć ze wzrostem gospodarczym. 

Niemniej wielu ekonomistów przewiduje, że jednak skala tąpnięcia polskiego PKB będzie niższa od tego, co wcześniej prognozowali. W ostatnich kilkunastu dniach swoje projekcje na plus zrewidowało kilka ważnych ośrodków analitycznych. I wcale nie są to rewizje symboliczne, a naprawdę znaczące - rzędu nawet ponad 1 pp.

Erste Group podniósł prognozę zmiany PKB Polski w 2020 r. z -3,7 proc. do -3,2 proc., Santander Bank z -3,8 proc. do -3 proc., a mBank i Polski Instytut Ekonomiczny z -4,2 proc. do -3,1 proc. Najbardziej optymistycznie wyglądają nowe prognozy ekonomistów Credit Agricole (z -3,8 proc. do -2,8 proc.), a eksperci z banku Pekao w ciągu kilkunastu dni swoją prognozę rewidowali wręcz dwukrotnie, najpierw z -4 proc. na -3,5 proc., a potem do "jedynie" -2,4 proc. 

embed

Każda z instytucji w miarę podobny sposób uzasadnia korektę w górę swojej prognozy. Przewija się m.in. kwestia obiecujących, lepszych od oczekiwań rezultatów dotyczących konsumpcji, produkcji przemysłowej, inwestycji czy eksportu. Swój umiarkowany optymizm opierają nie tylko na danych, które (zwykle) co miesiąc publikuje Główny Urząd Statystyczny, ale także na szeregu innych. Świetny przykład to wartość transakcji kartami płatniczymi - te dane są wszak dla analityków z banków na wyciągnięcie ręki. Dość pozytywne prognozy wynikają także z nadziei (popartej doświadczeniami ostatnich miesięcy), że gospodarstwa domowe (i sporo przedsiębiorstw) są w stanie dość elastycznie dostosowywać swoje zachowania do sytuacji epidemicznej.

Słowem - wiele trybów gospodarki nie oberwało aż tak mocno przez kryzys jak można się było obawiać, i dość zgrabnie zaczęło się znów zazębiać po lockdownie.

Ekonomiści jednocześnie podkreślają zwykle wciąż dużą niepewność co do losów gospodarki. O ile we wrześniu sporo o przebiegu trzeciego kwartału w gospodarce już wiadomo, o tyle czwarty wciąż kryje niewiadome. Nie chodzi tylko o rozwój pandemii, ale też m.in. o konsekwencje wygasania rządowych programów pomocowych, pogorszenie nastrojów konsumentów i sytuację na rynku pracy (choć nie został on przez pandemię zdemolowany, to jednak widać spory wzrost ogłaszanych zwolnień grupowych, do końca roku stopa bezrobocia rejestrowanego może wzrosnąć z dzisiejszych 6,1 proc. do 7-8 proc.). 

Czytaj też: Cała prawda o rynku pracy w dobie koronawirusa. Wszyscy zacisnęliśmy zęby [WYKRES DNIA]

Agencja ratingowa Fitch ostrzega

Wśród tego zalewu optymizmu pojawiło się jednak i ostrzeżenie. Swoją prognozę w dół zrewidowała bowiem agencja ratingowa Fitch, która uznała, że polska gospodarka skurczy się w tym roku nie o 3,2 proc., jak przewidywano w maju, ale o 3,5 proc. Tym samym nowa prognoza plasuje się wśród tych najbardziej pesymistycznych. 

Agencja - owszem - przewiduje m.in. odbicie w inwestycjach (przede wszystkim publicznych) jeszcze pod koniec 2020 r., ale jednocześnie pisze o ryzyku ponownego lockdownu i pogorszeniu sytuacji na rynku pracy. Wydaje się więc, że ekonomiści agencji nieco ostrożniej patrzą w przyszłość, inaczej kładą nacisk na poszczególne elementy gospodarki i ryzyka oraz szanse.

Które prognozy będą najbliżej prawdy - te optymistyczne, mówiące o spadku PKB o ok. 2,5 proc., "przeciętne" oscylujące wokół -3 proc., czy te pesymistyczne (konserwatywne) rzędu -3,5 proc.? Przekonamy się za kilka miesięcy.

Jednocześnie ważne jest, że chyba wszystkie prognozy ekonomistów mówią o tym, że w 2021 r. tempo wzrostu polskiej gospodarki będzie wyższe (często - dużo wyższe) niż skala spadku PKB w 2020 r. Przykładowo, według Credit Agricole nasza gospodarka w 2021 r. urośnie o 3,6 proc., według Fitch o 4,5 proc., a według mBanku aż 4,9 proc. Tutaj jako ważny czynnik napędzający gospodarkę wymienia się start nowej perspektywy funduszy unijnych i uruchomienie tzw. funduszu odbudowy. Napływ wielu miliardów euro do gospodarki ma napędzać inwestycje.

Zobacz wideo Kolejny kryzys za rogiem? „Nie mamy buforów na drugą falę tsunami”