Branża futerkowa w Polsce. Niszowa, z problemami, ale wpływowa. Może jeszcze napsuć krwi [WYKRES DNIA]

Złożony w Sejmie przez PiS projekt ustawy dotyczący tzw. "piątki dla zwierząt" zakłada m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra (z wyjątkiem królików). Przepisy uderzą oczywiście w branżę futerkową. Jak duża to branża?

Jak duża jest branża futerkowa w Polsce? O tym, że w gruncie rzeczy nie jest łatwe dokładne oszacowanie wielkości tego biznesu w Polsce, niech świadczy fakt, że w uzasadnieniu projektu ustawy posłowie PiS powołują się na raporty nawet sprzed 6-10 lat. Raport PwC z 2014 roku wskazywał, że w Polsce działało 637 gospodarstw zajmujących się hodowlą zwierząt futerkowych, a w 2013 roku branża ta przyniosła 2,5 proc. wartości generowanej przez całe rolnictwo, 4 proc. eksportu rolno-spożywczego oraz 291 mln zł w postaci podatków oraz składek społecznych.

Obecnie liczbę ferm zwierząt futerkowych posłowie oszacowali na około 800, z czego mniej więcej co czwarta hoduje lisy i jenoty. Z kolei fundacja VIVA podaje liczbę ok. 600 ferm futrzarskich na koniec lutego br. - z czego ok. 500 aktywnych. 

embed

Na fermach pracuje maksymalnie kilkanaście tysięcy osób

Według posłów PiS, zatrudnienie w fermach futrzarskich można szacować na 2,4-13,3 tys. osób. Przedział jest więc olbrzymi.

Na początku 2018 r. Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych szacował, że polskie fermy futrzarskie oferują najprawdopodobniej nie więcej niż 3-4 tys. miejsc pracy. To opracowanie było sfinansowane ze środków Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Z kolei rok wcześniej Instytut Przedsiębiorczości i Rozwoju szacował, że fermy zapewniają bezpośrednio 13 tys. miejsc pracy, a kolejnych 40 tys. w firmach powiązanych z hodowlą zwierząt. Ten raport powstał natomiast na wniosek Instytutu Gospodarki Rolnej, którego prezesem jest Szczepan Wójcik, wpływowy przedsiębiorca z branży futerkowej.

Czytaj też: Kim jest Szczepan Wójcik? Lider branży futrzarskiej czuje się zdradzony przez PiS

W każdym razie kilka, maksymalnie kilkanaście tysięcy osób - tyle osób w Polsce pracuje na fermach zwierząt futerkowych. Często są to prace sezonowe. Razem z "pobocznymi" branżami, np. produkcją skór futerkowych, daje to maksymalnie kilkadziesiąt tysięcy osób. Nie jest to więc gałąź olbrzymia, fundamentalna z punktu widzenia polskiego rolnictwa i całej gospodarki. Jednocześnie - na pewno wpływowa, z dużymi możliwościami lobbystycznymi. Tajemnicą poliszynela są powiązania Szczepana Wójcika z ojcem Tadeuszem Rydzykiem.

Z jednej strony - branża futerkowa moralnie wzbudzająca wielkie emocje i wątpliwości. Z drugiej - na co zwracają uwagę prawnicy z rzecznikiem praw obywatelskich na czele - co do zasady jest legalna (mowa oczywiście o samym prawie do działania na podstawie obecnych przepisów, nie o okrutnych praktykach pokazanych np. w niedawnym reportażu Janusza Schwertnera z portalu Onet.pl). Z tej przyczyny krótkie vacatio legis ustawy delegalizującej tę branżę bez odpowiednich rekompensat może narażać Skarb Państwa na odpowiedzialność odszkodowawczą.

Zobacz wideo Morawiecki odpowiedział na nominację Kaczyńskiego do akcji #StopFurChallenge. "Zwykła ludzka przyzwoitość"

Eksport spada z roku na rok

O tym, że branża futerkowa nie jest "strategiczna" z punktu widzenia polskiej gospodarki, świadczą także inne dane. Jak wskazuje portal money.pl, wartość eksportu skór futerkowych z Polski wyniosła w 2019 r. ok. 817 mln zł. W 2015 r. było to dwukrotnie więcej. Od tego czasu biznes jednak kręci się dużo słabiej. Potwierdza to fundacja VIVA. Z jej informacji - na podstawie danych - Głównego Urzędu Statystycznego - wynika, że eksport skór norek spadł pomiędzy 2015 a 2019 r. z ok. 9,3 mln do 6,6 mln, a cena sztuki skóry z ok. 158 zł do ok. 96 zł. Nie dziwi więc, że liczba ferm spada. Mocno w dół idzie też zainteresowanie futrami ze strony dużych firm odzieżowych.

Branża futerkowa w Polsce, choć niszowa i raczej "zwijająca się" niż rozwijająca, na tle świata jednak się wyróżnia. Z danych GUS zebranych przez money.pl wynika, że tylko Dania, Finlandia i Kanada eksportowały więcej skór futerkowych niż Polska w 2019 r. Do niedawna przed Polską była także Holandia, ale tamtejsze władze wprowadziły zakaz prowadzenia hodowli zwierząt na futra.

Z drugiej strony - żeby być świadomym skali - eksport futer to jakiś jeden promil całego polskiego eksportu. Na eksport idzie zdecydowana większość polskich futer - najwięcej do Kanady, Danii i Finlandii.

"Podatkowe eldorado"?

W rozmowie z portalem "Business Insider Polska" Mikołaj Jastrzębski z fundacji VIVA mówi z kolei o branży futerkowej jako o "podatkowym eldorado". Przekonuje, że w 2019 r. z zarobionych ok. 676 mln zł hodowcy zwierząt futerkowych odprowadzili tylko niespełna 11 mln zł w podatkach dochodowych. Wskazuje, że sposobem na to jest "rozbicie wielkopowierzchniowej fermy na wiele małych podmiotów rejestrowanych na różne spółki".

Z taką sytuacją mamy miejsce w przypadku fermy norek zlokalizowanej w Góreczkach [to tam zatrudnił się "podstawiony" pracownik z niedawnego filmu Janusza Schwertnera - red.]. Istniejąca tam ferma składa się formalnie z 39 zarejestrowanych osobno ferm należących do 9 spółek, które w rzeczywistości nie są od siebie oddzielone nawet płotem

- czytamy w raporcie fundacji, cytowanym przez "BIP". Właścicielami wszystkich spółek są te same osoby.