Pogotowie strajkowe w górnictwie. Związkowcy: Premier ma tydzień na rozpoczęcie rozmów

Brak porozumienia po kolejnych rozmowach związków zawodowych ze stroną rządową skutkuje reaktywowaniem Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego i ogłoszeniem pogotowia w regionie Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Związek daje premierowi Morawieckiemu tydzień na rozpoczęcie rozmów w sprawie przyszłości górnictwa w Polsce.

Poprzednie rozmowy związkowców ze stroną rządową miały miejsce w miniony czwartek w Warszawie. Po spotkaniu na stronie NSZZ "Solidarność" Regionu Śląsko-Dąbrowskiego pojawił się komunikat o fiasku kolejnej rundy spotkań dotyczących naprawy sektora górniczego i energetycznego.

Związki zawodowe górników dają premierowi tydzień na rozpoczęcie rozmów

W poniedziałek 14 września centrale związkowe podjęły decyzję w sprawie dalszych działań. Związki zawodowe działające na Górnym Śląsku i Zagłębiu Dąbrowskim poinformowały o reaktywacji Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego. Pogotowie strajkowe ogłoszone zostało dla całego regionu. Powodem mają być decyzje rządu dotyczące polityki klimatyczno-energetycznej.

"Decyzje rządu zagrażają setkom tysięcy miejsc pracy w górnictwie, energetyce, hutnictwie, motoryzacji oraz innych sektorach przemysłu. MKPS dał premierowi Mateuszowi Morawieckiemu tydzień na rozpoczęcie rozmów. Jeśli tak się nie stanie, ruszą akcje protestacyjne" - napisano na stronie Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności" na Facebooku.

Związki zawodowe: projekt Polityki Energetycznej Polski to "wyrok śmierci nie tylko dla górnictwa"

- Nie posunęliśmy się ani o krok do przodu, w żadnej z najważniejszych kwestii. Negocjacje nie mogą wyglądać tak, że rząd deklaruje wolę dialogu i konsultacji, a potem zaskakuje nas kolejnymi już podjętymi decyzjami - mówił wcześniej szef "Solidarności" w tym regionie Dominik Kolorz.

Punktem spornym jest m.in. projekt Polityki Energetycznej Polski, który zakłada odchodzenie Polski od węgla. W 2030 roku z węgla ma być produkowane 37 proc. energii elektrycznej, a w 2040 roku  już tylko 11 proc. - To oznacza błyskawiczną i drastyczną likwidację kopalń oraz utratę miejsc pracy nie tylko górników, ale również pracowników sektora okołogórniczego i firm świadczących różnego rodzaju usługi na rzecz branży wydobywczej. W obecnym kształcie jest on nie do zaakceptowania, bo jest to nic innego jak wyrok śmierci nie tylko dla górnictwa, ale i dla całego naszego regionu. (...) Jeśli rząd mówi, że w zamian regiony górnicze dostaną 60 mld zł, to powtórzę, że to nie są pieniądze na transformację, ale na własny pogrzeb - dodał Dominik Kolorz.