Na Śląsku wrze. Górnicy zapowiadają strajk i czynny opór. "Unijne srebrniki nas nie interesują"

Górniczy związkowcy chcą, by do negocjacji z nimi włączył się premier Mateusz Morawiecki. Zapowiadają, że jeżeli nie uda się osiągnąć znaczącego postępu, w poniedziałek lub wtorek może rozpocząć się strajk.

Górnicy są coraz bardziej niezadowoleni z sytuacji na Śląsku. Szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" Dominik Kolorz, goszcząc w RMF FM, wyraził swoje rozczarowanie przebiegiem negocjacji z rządem i podjętymi przez resort klimatu decyzjami. Wynika z nich bowiem, że zapotrzebowanie na węgiel będzie w ciągu najbliższych 20 lat drastycznie zmniejszane.

Związkowcy zarzucają rządowi, że pakiet rozwiązań dla górnictwa już przyjął

- Dotychczasowe rozmowy - czy to te pod przewodnictwem pana premiera Sasina, czy te pod przewodnictwem pana ministra Sobonia - prowadzą donikąd - stwierdził. - Niestety wszystko to, co usłyszeliśmy od rządu, to metoda faktów dokonanych. [...] Słyszymy o tym, że polityka energetyczna Polski już jest przyjęta, słyszymy, że plan klimatyczny dla Polski, który jest przedstawiony Unii, już jest przyjęty - wyjaśnił.

- Ja ostatnio premierowi na naszych uroczystości 40-lecia "Solidarności", na których był, bardzo wyraźnie powiedziałem, że unijne srebrniki dotyczące likwidacji miejsc pracy nas nie interesują - dodał Kolorz.

Część związkowców nie wyklucza strajku

Kolorz zapowiedział też możliwe zaostrzenie konfliktu z rządem. - Jeżeli do rozmów nie dojdzie do poniedziałku i nie posuniemy się przynajmniej o dwa, trzy kroki do przodu w dwóch, trzech systemowych kwestiach i nie zrobimy pisemnych ustaleń, to jest możliwe, że strajk na Śląsku zacznie się od poniedziałku, wtorku przyszłego tygodnia - powiedział szef górniczej "Solidarności".

Związkowcom zależy, żeby do negocjacji bezpośrednio włączył się premier Mateusz Morawiecki. - Pan minister Soboń może jest fajny chłop i coś mu się chce, ale nie ma żadnego zaplecza politycznego. Nie jest w stanie podejmować żadnych decyzji politycznych. A to już ten etap, kiedy najwyżsi rangą muszą decyzję podjąć. Jeśli premier się nie zjawi, wybuchną protesty - powiedział Kolorz na antenie Radia Piekary.

Zobacz wideo Gość programu 'Studio Biznes': Limit zadłużenia państwa w konstytucji da się obejść. 'Wystarczy zmienić ustawę'

Związkowcy z PGG chcą "stawiania czynnego oporu"

Niezadowoleni z postępów w negocjacjach dotyczących górnictwa są też związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej. W środę rozdawali pracownikom kopalń ulotki, w których wzywali do "stawiania czynnego oporu" wobec unijnego planu likwidacji górnictwa.

Związkowcy za złą sytuację PGG obwiniają import węgla. Podkreślają, że część koncernów energetycznych przestała odbierać zakontraktowany wcześniej węgiel.

Czytaj też: Szef górniczego "Sierpnia 80": Coraz wyraźniej widać, że rząd szykuje dla Śląska katastrofę

"Pytamy się [...] prospołecznych ponoć rządzących, czy to, co zamierzają zrobić z Górnym Śląskiem, Zagłębiem Dąbrowskim i Zachodnią Małopolską, jest tym, z czym się utożsamiają, czy raczej skręcają już w stronę liberalnych rozwiązań i zielonego lobby" - pytają górnicy w komunikacie.

"Kiedy rząd mówił prawdę, a kiedy na wszystkich oszukiwał?"

Rządzącym dostało się też za niejednoznaczne deklaracje. Jacek Sasin, minister aktywów państwowych zapewniał, że kres górnictwa energetycznego powinien nadejść w Polsce dopiero w roku 2060. Mimo tych zapewnień rządowe plany mówią o roku 2040. Przyjęta przez resort klimatu Polityka Energetyczna Polski zakłada tymczasem zmniejszenie zapotrzebowania na węgiel do poziomu 40 proc. do roku 2030 i 11 proc. w roku 2040. "To kiedy rząd mówił prawdę, a kiedy na wszystkich oszukiwał?" - pytają górnicy.

Oburzeni są też związkowcy z "Sierpnia 80". Cytują wypowiedzi prominentnych polityków, które padały na temat górnictwa w ciągu ostatnich lat. "Nie pozwolę zamordować górnictwa", "Węgla mamy na 200 lat", "W Brukseli stawiamy na górnictwo".