Brexit. Zielone światło dla ustawy łamiącej umowę z UE. Boris Johnson dopiął swego

Izba Gmin dała zielone światło dla kontrowersyjnej ustawy brexitowej, która - jak przyznał rząd - łamie umowę z Unią. Posłowie przegłosowali projekt na najważniejszym etapie - drugiego czytania. Ale administracja Borisa Johnsona przekonała buntowników do projektu idąc na kompromisy i rozwadniając jego tekst.

Rozmowy w sprawie porozumienia handlowego pomiędzy UE a Wielką Brytanią mocno się skomplikowały po tym, jak brytyjski rząd opublikował projekt ustawy, która pozwalałaby na jednostronne zerwanie pierwszej umowy brexitowej z Brukselą. Premier Boris Johnson jest zdania, że potrzebny jest "mechanizm awaryjny" - zabezpieczenie na wypadek braku porozumienia w negocjacjach nad drugą umową, tą dotyczącą przyszłych stosunków między Londynem a Brukselą. Problem w tym, że pierwsza umowa w sprawie brexitu (którą Johnson przecież sam wynegocjował i nazywał dobrą) nie była warunkowana przyszłym porozumieniem. Według UE takie działanie Wielkiej Brytanii oznacza łamanie prawa międzynarodowego. 

Brexit. Izba Gmin za kontrowersyjną ustawą w drugim czytaniu

Kontrowersyjna ustawa brexitowa zyskała jednak właśnie poparcie w Izbie Gmin na etapie drugiego czytania, choć z pewnymi kompromisami. Po pierwsze, Izba Gmin zgodziła się na dodatkowe zabezpieczenie: przed naruszeniem umowy rządzący musieliby uzyskać zgodę parlamentu. Co więcej, w wyniku innej decyzji rządu, zapisy mogą nawet nie wejść w życie na czas.

Izba wyraziła zgodę na przejście do trzeciego czytania bez formalnego głosowania. Podział w dużej mierze zniknął, choć część posłów - w tym była premier Theresa May - pozostali nieprzekonani. Poprzedniczka Borisa Johnsona oskarżyła twórców projektu o lekkomyślne działanie i uderzenie w międzynarodową reputację Zjednoczonego Królestwa.

Wieczorem uchwałę sprzeciwiającą się ustawie przegłosował regionalny parlament Irlandii Północnej. Ustawa narusza ustalenia dotyczące właśnie protokołu, który gwarantować ma stabilność tego regionu.

Na Unii Europejskiej kompromis również nie robi wrażenia, ponieważ zapisy podważające umowę brexitową pozostają w projekcie. Tyle, że - jak donoszą media na Wyspach - brytyjski rząd robi inny krok w tył - ma zamiar wydłużyć prace parlamentarne nad ustawą.

Do połowy października powinniśmy wiedzieć, czy będą są szanse na umowę. Ale wtedy projekt nie przejdzie jeszcze przez parlament. Jeśli więc szanse na porozumienie będą, to rząd może po prostu powiedzieć, że te zapisy i tak nie są mu potrzebne

- mówi Raphael Hogarth z think tanku Institute for Government w rozmowie z Polskim Radiem.

Najgorszy scenariusz? Kilometrowe korki ciężarówek

Tymczasem brytyjskie media dotarły do rządowego raportu, który rysuje niepokojący krajobraz po opuszczeniu przez Wielką Brytanię wspólnego unijnego rynku i unii celnej z końcem roku.  Jak informuje agencja Bloomberga, w "realistycznym najgorszym scenariuszu" w korkach przed portem w Kent może utknąć nawet 7 tys. ciężarówek. 

Podobne symulacje były już przeprowadzane na żywo w 2019 r.

Zobacz wideo Setki ciężarówek utknęły w korku. Tak może być po brexicie

Okres przejściowy między Wielką Brytanią a UE trwa do końca 2020 r. Minister Michael Gove w liście ostrzega przemysł przygraniczny, że przepływ towarów między brytyjskim Dover a francuskim Calais - kluczową arterią handlową Wielkiej Brytanii - może zostać zmniejszony nawet o 80 proc. w porównaniu do normalnego poziomu. Rząd prognozuje, że w najgorszym wypadku nawet 70 proc. ciężarówek, które będą chciały wjechać na teren Unii Europejskiej, nie będzie gotowych do nowych kontroli granicznych. Gove apeluje do biznesu, aby już teraz przygotowywał się na nowe formalności. Przewiduje także problemy dla ciężarówek wjeżdżających na teren Wielkiej Brytanii z UE.

Aby rozładować potencjalne zatory ciężarówek na drogach, brytyjski rząd buduje obiekty, w którym mogłyby zatrzymywać się pojazdy nieposiadające odpowiednich dokumentów. Pewien wpływ na sytuację na granicy może mieć także koronawirus. Z jednej strony, zimowy szczyt może obniżyć liczbę przewozów towarów. Z drugiej strony, na niekorzyść działać mogą ewentualne braki kadrowe wśród personelu portowego i granicznego.