Współczynnik R najwyżej od początku kwietnia. Wraca poziom z czasu wiosennego lockdownu [WYKRES DNIA]

Koronawirus zalewa drugą falą Europę i Polskę. Wśród niepokojących statystyk wzrost widać także w przypadku tzw. współczynnika R, który odzwierciedla to, czy epidemia rozwija się, czy wygasa. Współczynnik ten wzrósł znacznie powyżej "bezpiecznego" poziomu i jest najwyżej od początku kwietnia, kiedy rząd "zamknął" polską gospodarkę.

Mamy drugą falę pandemii, która w wielu krajach, w tym w Polsce, rozwija się błyskawicznie i wydaje się, że - jak na razie - niepowstrzymanie. Gwałtownie rośnie liczba nowych przypadków, chorych na COVID-19, hospitalizowanych i wymagających respiratora oraz, co najgorsze, zmarłych zakażonych koronawirusem. 

Koronawirus uderza drugą falą. Z 4000 do 8000 zakażeń w tydzień

Zaledwie tydzień temu, w czwartek 8 października, Ministerstwo Zdrowia informowało o 4280 nowych i potwierdzonych przypadkach zakażeń. Dziś, 15 października, ta liczba wzrosła do 8099, czyli niemal się podwoiła. A przypomnijmy, że w ten miesiąc wchodziliśmy z niespełna 2000 nowych dziennych przypadków (1 października zarejestrowano ich dokładnie 1967). W samej Warszawie przypadków bywa w ostatnich dniach ponad 700, jeszcze niedawno była to liczba wysoka w skali całego kraju. 

Rozwój epidemii można obserwować, opierając się o różne dane, nie tylko same zakażenia, a zapewne najlepiej wszystkie je śledzić jednocześnie. W tym tak zwany współczynnik R. To wskaźnik odzwierciedlający tempo i kierunek rozwoju epidemii. Obrazuje on, ile średnio osób zakaża nosiciel wirusa. Czyli jeśli R wynosi 1,5, to znaczy, że jedna osoba zakaża przeciętnie 1,5 innych (albo inaczej: 100 nosicieli zakaża średnio 150 innych osób). Oczywiście, mówimy o wartościach uśrednionych, niektórzy chorzy mogą nie zakazić nikogo, z drugiej strony "superroznosiciele" mogą przekazać koronawirusa wielu osobom.  

Współczynnik R najwyżej od kwietnia i kluczowe słowo: lockdown

Wartość współczynnika R powyżej 1 interpretuje się jako sytuację, w której epidemia się nasila. Jeśli znajdzie się on poniżej 1, oznacza to, że mamy do czynienia ze "zwijaniem" - zakażonych ubywa szybciej, niż ich przybywa. Takie niskie odczyty, poniżej 1, obserwowaliśmy w maju i czerwcu, a ostatnio na początku września. Im wyższa wartość wskaźnika R, tym epidemię trudniej powstrzymać, a według szacunków, jest on już na poziomie ponad 1,7. 

Jak podaje Adam Gapiński, który swoje wyliczenia regularnie publikuje na Twitterze, współczynnik R dla Polski wynosi obecnie 1,74 - a dokładnie tyle wynosi średnia dla ostatnich siedmiu dni. Wczoraj, 14 października, ta średnia była na poziomie 1,77. Powyżej 1,7 znajduje się od 11 października, poprzednio R powyżej 1,7 obserwowaliśmy 3 kwietnia, podczas pierwszej fali epidemii w Polsce. 

embed

To był też czas lockdownu, określenia, które zaczyna wracać w komentarzach i wypowiedziach ekspertów i polityków, choć jak dotąd przeważa opinia, że pełny lockdown, czyli "zamknięcie" gospodarki (wiążące się z ograniczeniami w poruszaniu i przerwami w działalności całych, istotnych dla gospodarki branż), w tym momencie nie wchodzi w grę

Czytaj też: Powrót do ostrzejszych restrykcji jest przesądzony. "Trzeba szykować się na słaby start w 2021 rok"

Opisane powyżej wyliczenia potwierdzają inne dane, publikowane przez berliński Uniwersytet Humboldtów, według którego wskaźnik dla naszego kraju wynosi 1,77 - a raczej wynosił, bo dane uniwersytetu pojawiają się z pewnym opóźnieniem i najnowsze dotyczą 12 października. Resort zdrowia swoje szacunki publikuje rzadko, ostatnio takie informacje pojawiły się 1 października i zgodnie z nimi, współczynnik R wynosił wtedy 1,36. 

Co to wszystko znaczy?

Współczynnik R to element opisu epidemicznej rzeczywistości. Jak wyjaśnia Rafał Mostowy z Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie jest to opis idealny, bo wykorzystuje dane, które bywają niedoskonałe, a jego szacowanie jest skomplikowanym zadaniem. Na podstawie współczynnika reprodukcji można jednak śledzić sytuację epidemiczną i traktować go jako jedną ze wskazówek co do kierunku dalszych działań. Warto mieć na uwadze, że sam wzrost zakażeń niekoniecznie musi być czynnikiem decydującym o na przykład wprowadzaniu ograniczeń, które w założeniu mają powstrzymać rozwój epidemii w kraju. Kluczowe kwestie to liczba osób chorych na COVID-19, które przebywają w szpitalach, a szczególnie tych w cięższym stanie, które wymagają wspomagania oddychania, liczba zgonów, osób pozostających na kwarantannie oraz wpływ epidemii na gospodarkę kraju. 

Zobacz wideo Czy w szpitalach może zabraknąć miejsc dla chorych bez koronawirusa?