Francuzi mają plan, jak ratować małe firmy w czasie drugiej fali pandemii

Francuski rząd pracuje nad nowym programem ratunkowym dla małego i średniego biznesu. Byłoby super, gdyby o podobnym rozwiązaniu pomyślał ktoś w Polsce.

Na razie we francuskiej gospodarce nie jest jeszcze bardzo źle, biorąc oczywiście pod uwagę, to co się dzieje, czyli narastającą drugą falę pandemii. Tamtejsze wersje tarcz antykryzysowych uruchomione zaraz po tym, jak zaatakował koronawirus, w tym np. 120 mld euro gwarantowanych przez państwo kredytów dla dużych firm, zahamowały zwolnienia i upadłości. Tych ostatnich jest teraz nad Loarą najmniej od 1989 roku.

Francja szykuje gospodarkę na drugą falę koronawirusa

Ale mamy drugą falę i francuscy ekonomiści spodziewają się, że może być gorzej. Sugerują to między innymi statystyki sądowe z trzeciego kwartału. Trzy z czterech wniosków upadłościowych, które trafiły do sądów w trzecim kwartale, doprowadziły do likwidacji, za chwilę takich spraw ma być więcej. Nadejście trudnych czasów sugerują też szacunki francuskiego banku centralnego i rządu, które mówią, że mały i średni biznes ma ogromne braki kapitałowe, potrzebuje teraz co najmniej 20 mld euro. Jak nic z tym się nie zrobi, wiele firm może upaść.

Dlatego w Paryżu narodził się nowy pomysł. Rząd pracuje nad programem uruchomienia tanich pożyczek dla małych i średnich firm o wartości 20 mld euro.

Mają być długoterminowe - co najmniej na 7 lat - i nisko oprocentowane. Szacuje się, że nie więcej niż na 2-3 proc. rocznie.

Pomogą banki, ale nie same

Te kredyty będą udzielane przez banki. Jednak następnie 90 proc. z nich będzie odsprzedane dużym inwestorom instytucjonalnym. Dzięki temu ryzyko nowego planu ratunkowego dla banków będzie niewielkie (dotyczy tylko 10 proc. wartości udzielonych pożyczek), będą więc też chętnie ich udzielały.

Program, ponieważ jest formą pomocy publicznej dla prywatnego biznesu, wymaga zgody Unii Europejskiej. Francuzi na ten temat już rozmawiają z Brukselą.

- Negocjacje zmierzają w dobrym kierunku. Komisja Europejska jest bardzo zainteresowana naszym programem, ale jeszcze nie ustaliliśmy precyzyjnie wszystkich jego warunków - skomentował rozmowy francuski minister finansów.

Francuski pomysł wydaje się interesującym przykładem również dla Polski. Jednak jego przeprowadzenie nad Wisłą nie będzie łatwe. Nie jest pewne, czy nasze banki, mocno dociążone np. podatkiem bankowym i odpisami na kredyty frankowe, dysponują wystarczająco dużymi rezerwami kapitału pozwalającymi na szybkie uruchomienie proporcjonalnie dużego programu. Nie bardzo też widać, kto miałby potem te pakiety pożyczek od nich w 90 proc. odkupić. Rynek kapitałowy mamy mniej rozwinięty od francuskiego, a na wsparcie z budżetu państwa nie bardzo można już liczyć. Nasze tarcze antykryzysowe mocno go nadszarpnęły.

Zobacz wideo Czy druga fala kryzysu uderzy w rynek pracy?