I ty zostaniesz foliarzem. "Teoria QAnon i inne bzdury to może być przyszłość demokracji"

Grzegorz Sroczyński
- Teorie spiskowe i spiskowy mechanizm myślenia zaczynają rosnąć do takiej skali, że politycy muszą się z tym liczyć, grać na zyskanie tego elektoratu. I myślę tu o politykach od lewa do prawa. Całkiem możliwe, że za chwilę cała demokratyczna polityka będzie podobna do teorii QAnon - z ekspertem nowych technologii Bartoszem Paszczą rozmawia Grzegorz Sroczyński.

Grzegorz Sroczyński: Na czym polega ta najlepsza teoria spiskowa na świecie? Możesz ją opowiedzieć?

Bartosz Paszcza: Świat dzieli się na dwie kategorie ludzi. Pierwsi - tacy jak my - są nieskazitelnie czyści, nie kradną, ciężko pracują, czasem muszą zasuwać na dwóch etatach, żeby związać koniec z końcem, chcą przez życie przejść godnie. A druga kategoria ludzi, których znamy z czołówek portali i gazet - politycy, biznesmeni, celebryci - to wielka siatka zła. Popełniają zbrodnie, często są pedofilami, a przede wszystkim tworzą tzw. głębokie państwo, które zarządza światem. Zajmują się trzymaniem nas wszystkich w ryzach i skłócaniem między sobą.

Skłócaniem?

Takie jest główne założenie teorii QAnon: że za współczesne podziały - między rasami, narodami, kobietami i mężczyznami, liberałami i prawicowcami - odpowiadają właśnie oni. A dzielą nas, żebyśmy obwiniali siebie nawzajem o to, że życie jest coraz trudniejsze, a świat coraz bardziej podzielony. Żebyśmy się nie zbuntowali, to najlepiej nas skłócić, odwrócić naszą uwagę.

I to wszystko?

Nie. Teraz gwóźdź programu: prawie wszyscy prezydenci USA byli członkami "głębokiego państwa", każda kolejna prezydentura pogrążała Amerykę i świat. Zniszczono fabryki, ogarnęła nas epidemia opioidów, bezsensowne wojny w Iraku i Syrii, bieda. Na szczęście na szczytach władzy pozostała garstka dobrych ludzi - głównie w wojsku i służbach specjalnych USA - grono sprawiedliwych, którzy walczą z "głębokim państwem". Namówili Donalda Trumpa, właściwie go wynajęli, żeby rozbił tę całą sitwę i odzyskał Amerykę. I właśnie teraz toczy się biblijna wręcz bitwa między siłami dobra i zła.

I w to wierzą miliony Amerykanów?

Około dwóch-trzech milionów sympatyzuje lub przynajmniej śledzi. I paręset tysięcy Europejczyków. Teoria QAnon błyskawicznie się rozprzestrzenia.

Dlaczego?

Bo jest sklecona sprytnie i dobrze oddaje ducha czasów. W takich fenomenach jak QAnon można zobaczyć kierunek, w jakim zmierza współczesna polityka.

Wejdź na YouTube i obejrzyj pierwszy film promujący QAnon. "Nie zostaliśmy stworzeni do tego, żeby być rasistami" - no, to jest piękne zdanie jak z Martina Luthera Kinga. "Wmawia się nam, że taka jest natura ludzka, pełna złych emocji. A gdybym ci powiedział, że to nieprawda, że ktoś nas celowo dzieli i skłóca?". Wszystko, co złe zostaje umieszczone w "onych", dzięki temu ty stajesz się nieskazitelnie czysty. Poza tym Qanonowcy bardzo sprytnie dobrali pozytywnych bohaterów.

Kogo?

Pierwszym, który próbował rozbić celebrycko-biznesowo-polityczno-pedofilską siatkę zła był prezydent John F. Kennedy, czyli ikona popkultury i ulubieniec liberałów. Misja się nie powiodła, bo "głębokie państwo" zabiło go w zamachu w 1963 roku w Dallas. Drugi pozytywny bohater to Ronald Reagan, którego z kolei kochają wszyscy konserwatyści i neoliberałowie. Reagan podjął walkę, ale też musiał odpuścić po próbie zamachu na jego życie w 1981 roku. A trzecim odważnym jest Donald Trump.

Sprytnie są też dobrane główne figury negatywne: od bankowców, poprzez Watykan, aktora Toma Hanksa, aż po koncern chemiczny Monsanto. Dla każdego coś miłego. I dla lewicowca, i dla ekologa, a jak z kolei jesteś prawicowcem, to masz zbrodniczych urzędników z Brukseli, Sorosa i Billa Gatesa. Fundacja Gatesa parę miesięcy przed covidem finansowała ćwiczenia naukowców, jak reagować na ewentualną światową pandemię. "Czyli on wiedział!". Według teorii QAnon to najlepszy dowód, że koronawirus został stworzony przez "głębokie państwo". "Problemem nigdy nie był kapitalizm czy socjalizm, demokraci czy republikanie, czarni czy biali. Problemem są przestępcy, głębokie państwo, które nas dzieli".

W filmie, który mi zalinkowałeś, gdy mowa o złych ludziach i "głębokim państwie", najczęściej pojawia się zdjęcie Clintonów.

Ale za chwilę dla równowagi pojawia się inny szwarccharakter - prezydent George W. Bush. Bo on też uczestniczy w tej wielkiej siatce pedofilsko-przestępczej. Pamiętaj, że klany Bushów i Clintonów przez dekady były obecne na wysokich stanowiskach, czyli te dwie rodziny idealnie pasują na stereotypowych antybohaterów, są symbolem globalnej sitwy, wielkich zamożnych osób, które wszystkich znają. No i znalazły się na szczycie z racji urodzenia, taka dawna arystokracja.

Ale Clintonowie jednak najgorsi?

Najgorsi, zdecydowanie. Bo teoria QAnon wypączkowała z Pizzagate, czyli trochę wcześniejszej teorii spiskowej. Pizzagate powstała po ujawnieniu służbowych maili sztabu Hillary Clinton, które zostały wykradzione przez Rosjan w trakcie poprzedniej kampanii prezydenckiej. Jakiś internauta się w nie wczytał, zauważył, że często pojawia się tam nazwa pizzerii Comet Ping Pong w Waszyngtonie. Sztabowcy Hillary po prostu zamawiali w tej knajpie pizzę. Ale użytkownicy internetowych forów stwierdzili, że chodzi o pedofilię.

Pedofilię?

No, ktoś wymyślił, że tak naprawdę to jest szyfr i nie pizzę oni zamawiają, tylko dzieci na seks. To się dość szeroko rozeszło, jakiś facet tak się w tę teorię wkręcił, że wszedł uzbrojony do Comet Ping Pong, sterroryzował obsługę i dokonał rewizji, wszedł na zaplecze, bo chciał uwolnić dzieci.

No dobrze, ale teoria Pizzagate była totalnie kretyńska. I chyba szybko zdechła.

A teoria QAnon jest sprytniejsza, dlatego robi karierę. Ona na swój sposób jest nowoczesna.

Nowoczesna?

Już mówiłem: łapie ducha czasów, czyli sprytnie wykorzystuje problem postępującej polaryzacji zachodnich społeczeństw. My przecież prawie wszyscy w polaryzację gramy, zwłaszcza w polityce, ale jednocześnie jesteśmy nią przerażeni. I ta teoria też taka jest: z jednej strony dzieli społeczeństwa na uczciwy lud i wstrętne elity, a z drugiej strony twierdzi, że podziały są złe i niepotrzebne. Ma też inną bardzo współczesną i pociągającą cechę: nie jest ani lewicowa, ani prawicowa, czerpie garściami i z tego, i z tego. Zwróć uwagę, że współczesne populizmy też tak robią, programy populistów są lewicowo-prawicowe.

Mówi się, że QAnon to „skrajny alt-right”, a tymczasem ta teoria jest bardzo pojemna światopoglądowo. Spore wrażenie zrobiła na mnie opowieść emerytowanej kobiety - to był wywiad "New York Times'a" - która w to uwierzyła, chociaż nigdy nie miała sympatii republikańskich czy prawicowych. Po kryzysie, a potem po przejściu huraganu "Irma", straciła większość majątku, nawet dom, zaczęła spędzać większość czasu na przeglądaniu internetu, szukaniu wytłumaczeń swojej sytuacji i totalnie wsiąkła w QAnon. 

Ale właściwie dlaczego to działa?

No dobrze, to inaczej: czy męczy cię charakter dyskusji w mediach społecznościowych?

Męczy. 

Od paru lat uczestniczymy coraz intensywniej w dyskusjach na Facebooku czy Twitterze i stajemy się coraz bardziej radykalni. To częsta sytuacja, że kulturalny profesor czy powściągliwa redaktorka - jak sobie założą konto i zaczną tweetować - przekształcają się w zombie siejące nienawiść. Odszczekują się coraz ostrzej każdemu, kto się z nimi nie zgadza, a tamci oczywiście w równie brutalny sposób im odpowiadają. Tak działają media społecznościowe. W necie krąży taki piękny mem, który dobrze ten proces ilustruje. Żona wchodzi do męża do pokoju, późna noc, on wciąż siedzi nad laptopem. "Kochanie, może chodźmy już spać". "Niestety, nie mogę. KTOŚ W INTERNECIE NIE MA RACJI!".

No ale co z tego wynika?

Internet wyeksponował nas na bardzo dużą dawkę krytyki, na ciągłe starcia, człowiek pozwala sobie w necie na coraz więcej. A teoria QAnon mówi: to nie ma znaczenia, my oferujemy ci w tym spolaryzowanym i zwariowanym świecie pewien spokój, nieważne, czy popierasz wolny rynek, czy socjalizm, wysokie czy niskie podatki, bo wina za zły stan rzeczy leży gdzie indziej i w tej sprawie jesteśmy w stanie się wszyscy zgodzić. To ONI są winni. I niezależnie, czy w ostatnich wyborach głosowałeś na Konfederację, PiS, partię Razem, czy PO, to całe spektrum poglądów mieści się pod tym parasolem. "Nie jesteśmy szczęśliwi, że zarządzają nami przestępcy i musimy pracować w trzech miejscach na raz. A żebyśmy się nie buntowali, oni wykorzystali swoje media, żeby skonfliktować białych z czarnymi, kobiety z mężczyznami, młodzież ze starszymi, muzułmanów z chrześcijanami", itd., itp. Najbardziej skuteczne są te teorie spiskowe, które mają w sobie ziarno prawdy.

Prawdy?

Można dyskutować o skali tego celowego skłócania społeczeństw, ale przecież wiele mediów z tego żyje. Publikowanie agresywnych treści to ich model biznesowy. Ingerencje Rosjan w amerykańską kampanię wyborczą w 2016 roku też polegały na tym, że wspierali w mediach społecznościowych środowiska antyrasistowskie, motywujące czarnoskórych obywateli do wyjścia na ulice, a jednocześnie ta sama rosyjska organizacja zwoływała kontrmarsze, które prowadziły do bójek. Więc chodziło o destabilizację i polaryzację. Sama teza, że ktoś gdzieś działa w celu skłócania społeczeństw nie jest wcale spiskowa.

To jeszcze jeden cytat: "Wszystko wskazuje na to, że dobrzy faceci wygrywają wojnę z głębokim państwem. Ale jesteśmy dopiero w połowie drogi. Będziemy was informować o aresztowaniach na wysokim szczeblu wśród polityków, aktorów, celebrytów, prezesów".

Bardzo ciekawy moment. Bo w tej całej antypaństwowej, antydemokratycznej i dość plugawej układance, jaką jest teoria QAnon, istnieje ogromna wiara, że wyzwolenie odbędzie się zgodnie z prawem. Tu nie ma mowy o narzucaniu nowych praw, ani o krwawej rewolucji, marszu z pochodniami na domy celebrytów. To będzie rozliczenie złych ludzi przez sądy i wsadzenie ich do więzień. Być może chodzi o nawiązanie do tego, co Trump krzyczał pod adresem Hillary Clinton: "Będziesz siedzieć!". I to jest mega sprytne.

Bo?

Bo strawne dla przeciętniaka, spokojnego człowieka, który generalnie nie chce żadnej rewolucji.

Teoria strawna dla klasy średniej?

Otóż to. Dla przestraszonej klasy średniej, która w wyniku kolejnych kryzysów - a teraz pandemii - traci grunt pod nogami, ale jednocześnie nie jest w żadnym razie nastawiona rewolucyjnie, nie chcą wywrotki systemu. Choć trzeba jasno powiedzieć, że teoria QAnon to nie jest kraina łagodności, ona wprost prowadzi do przemocy: jeden z jej zwolenników wysyłał bomby rurowe do prominentnych demokratów, bo uważał, że chcą zabić Trumpa, inny poszedł z bronią zablokować tamę Hoovera, bo chciał, żeby świat usłyszał prawdę o "głębokim państwie". Więc niby jest to przekaz skrojony pod 60-letnią osobę, która nie chce żadnej przewrotki systemu, ale do 20-letniego radykała, który chciałby chwycić za broń - też to trafia.

A o co właściwie chodzi twórcom QAnon? Żeby mieć odsłony, kliknięcia? Żeby zarobić? To jest zabawa? A może tę teorię wpuścił do sieci sztab Trumpa?

Bardzo ciekawe pytanie, bo zakładasz, że za tym stoi skoordynowana grupa. W teoriach spiskowych często nieracjonalną przypadkowość świata sprowadzamy do racjonalnych intencji doskonale zorganizowanej szajki.

Czyli że ja powtarzam ten sam schemat myślenia?

Tak.

No ale ktoś to robi, ktoś wrzuca te filmiki o "głębokim państwie".

Zaczął niejaki Q. Pojawił się w 2017 roku na portalu 4chan - to było anonimowe konto, na które wrzucano co jakiś czas tak zwane dropy, czyli krótkie wiadomości "ze środka służb specjalnych USA", gdzie działają "ostatni dobrzy ludzie", którzy wynajęli Trumpa, żeby rozbił tę pedofilsko-satanistyczną sitwę.

I to zażarło?

Zażarł już pierwszy drop. Błyskawicznie stał się - mówiąc językiem internetu - wiralowy, czyli rozprzestrzenił się jak wirus.

Dlaczego?

Nikt nie wie. Patrząc na początki teorii spiskowych, musimy być bardzo ostrożni, żeby sobie tego nie przeracjonalizować. Internet charakteryzuje się dużą przypadkowością, czy coś zostaje wiralem, czy nie - decydują ulotne okoliczności, to że jakiś internetowy celebryta akurat miał otwartą stronę w mediach społecznościowych, gdzie ktoś coś napisał, on dał lajka i tak dalej. Więc tak naprawdę trudno wskazywać na konkretne cechy tego posta, powodujące, że on się stał sławny.

A co ten anonimowy Q napisał w pierwszym dropie?

Już nie pamiętam słowo w słowo, ale odnosił się do rzuconego przez Trumpa wcześniej hasła "ciszy przed burzą". Twierdził, że Trump zabiera się - wraz z "dobrymi ludźmi ze służb" - za wielkie sprzątanie "głębokiego państwa". "Ja jestem wewnątrz tej walki, jestem człowiekiem amerykańskich służb i przekazuje wam informację, że walka trwa",” itd. Co jakiś czas wrzucał takie rzeczy. "Zobaczcie, to wszystko jest ustawione!". Wiadomości parolinijkowe w stylu: "Prezydent nie będzie dziś spał całą noc! Jutro wielki dzień! Jutro koniecznie oglądajcie wiadomości!". I tyle.

No ale jutro nic wielkiego się nie wydarza. I on nie wychodzi na idiotę?

No jasne, że się nie wydarza, bo przecież on to zmyśla. Ale zawsze można powiedzieć, że coś zostało zatuszowane, albo że "dobrym ludziom w służbach" jeszcze raz udało się odeprzeć atak sił zła, ochronili prezydenta i czekamy: "Walka trwa!". Zresztą to nie musi być spójne. Ludzie, którzy w tę teorię wsiąkają znajdują naprawdę niesamowite dowody na jej potwierdzenie. Rok po takim dropie, że "prezydent nie będzie spał tej nocy, módlcie się i oglądajcie wiadomości!", ktoś znajduje post napisany przez Trumpa na zupełnie inny temat, który on kończy słowami: "Oglądajcie wiadomości!". No i te słowa są dowodem na potwierdzenie prawdziwości ruchu QAnon. "Trzymajcie się, wielka tajemnica, prezydent walczy!".

Może to Trump te dropy od początku wrzucał, to byłoby w jego stylu.

Nie. Nie mnóżmy spiskowych teorii! To co mówisz jest zresztą dość charakterystyczne, bo ja generalnie uważam, że dziś każda strona polityczna ma swój ulubiony spisek. Na przykład liberałowie w Stanach często widzą zwycięstwo Trumpa w 2016 roku niemal wyłącznie jako efekt knowań Putina, co oczywiście jest wygodne, bo można nie widzieć własnych błędów i dramatycznych zaniedbań społecznych, za które amerykańscy demokraci są współodpowiedzialni. W Polsce z kolei długo obowiązywała spiskowa mantra, że Kaczyński kupił ludzi za 500 plus, ukradł władzę, a III RP jest bez grzechu. Polaryzacja poglądów i spiskowe myślenie to są mechanizmy, które obecnie kwitną we wszystkich obozach. Dlatego to takie niebezpieczne. A wracając do anonimowego Q: według amerykańskich dziennikarzy śledczych on na początku mógł być pojedynczą osobą, ale dość szybko trzej inni ludzie zajęli się propagowaniem tych treści, prawdopodobnie dla zarobku.

Czyli jednak biznes?

Też. Oraz możliwość zdobycia internetowej sławy. Oni mieli miliony odsłon i followersów, są teraz w necie znanymi postaciami, co przekłada się na ich zyski z reklam i sprzedaży. Możliwe, że dołączyły też rosyjskie trolle, które wspierają QAnon, żeby siać zamęt. Może dołączają inni też dla kasy z reklam. W 2016 roku odkryto wielką farmę fake newsów i podrabianych stron internetowych, które wyglądały jak portale istniejących mediów. Ta farma była skupiona wokół jednej miejscowości w Macedonii. Żaden spisek, po prostu to był świetny sposób dorabiania dla okolicznej ludności, która z klików i reklam wokół fake newsów w stylu "Papież Franciszek oficjalnie poparł kandydaturę Donalda Trumpa" była w stanie utrzymywać swoje rodziny. Ciemna strona naszej pięknej globalizacji.

Czy teorie spiskowe zyskały ostatnio na popularności?

Tak. One urosły po światowym kryzysie finansowym 2008 roku. Dwie rzeczy perfekcyjnie się zbiegły: niezadowolenie społeczne związane z kryzysem i wielka zmiana technologiczna. Algorytmy.

Algorytmy?

W 2019 roku Caleb Cain opowiedział swoją historię. Wpadł w prawicową bańkę alt-rightową w ten sposób, że po rzuceniu college’u miał dużo czasu i obejrzał parę tysięcy godzin filmów, które mu polecał YouTube. Był kryzys, on nie mógł znaleźć pracy, siedział w kółko w necie i serwis polecał mu coraz bardziej angażujące treści. A w rozumieniu bezosobowego algorytmu angażujące były te rzeczy, które krok po kroku coraz bardziej go radykalizowały. Po paru miesiącach ten człowiek dla odmiany wpadł w bańkę radykalnych "odtruwaczy alt-rightu" i znowu w to wsiąkł, został przez algorytm opatulony alt-lewicowym przekazem. Podobny proces zachodzi podczas wsiąkania w takie teorie jak QAnon. Ktoś zaczyna od ograniczonej wiary w szczepionki, nie żeby był jakimś totalnym antyszczepionkowcem, ale się zastanawia, bo ma małe dziecko i coś słyszał o szkodliwości szczepień od znajomego. Trafia na forum czy grupę, gdzie ktoś linkuje mu treści powiązane, za chwilę łapie to algorytm, zaczyna polecać mu podobne treści i w końcu pojawia się ich na tyle dużo, że człowiek coraz intensywniej się temu przygląda. Nawet niekoniecznie w to wierzy, ale to i tak na niego wpływa. Są badania dowodzące, że sama ekspozycja na teorie spiskowe obniża zaufanie do instytucji państwa i do nauki.

Czyli mechanizm polega na tym, że wkracza algorytm i zaczyna nam podawać treści coraz bardziej skrajne?

Coraz bardziej angażujące. To jest ich istotna rola.

Po co w ogóle zajmuję się na poważnie teorią QAnon? Dlaczego spędzam godziny na badaniu wpisów tych ludzi? Przecież teorii spiskowych, że rządzą nami superinteligentne jaszczurki, że ziemia jest płaska - istnieje multum. I zawsze było ich dużo. Tyle że teraz jest inaczej, bo teorie spiskowe zaczynają zagarniać demokratyczną politykę, mają coraz większe polityczne znaczenie. W USA do teorii QAnon odwołuje się część polityków Partii Republikańskiej, po cichu się do Qanonowców uśmiechają, albo robią to nawet otwarcie, używają w swoich tweetach i postach hasztagu powiązanego z tą teorią. Na pytania dziennikarzy odpowiadają: "No, może nie do końca Qanonowcy mają rację, ale to bardzo ciekawe, coś w tym jest!". I to mimo że amerykańskie służby oficjalnie stwierdziły, że ta teoria jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego Stanów Zjednoczonych. Trump pytany o QAnon też puścił oko, powiedział: nie wiem, o co chodzi tym ludziom, ale skoro mnie lubią i popierają, to na pewno są porządni. Teorie spiskowe i spiskowy mechanizm myślenia zaczyna rosnąć do takiej skali, że politycy muszą się z tym liczyć, grać na zyskanie tego elektoratu. Badanie tego zjawiska pozawala nam spojrzeć w przyszłość.

W przyszłość?

Nie chcę straszyć, ale tak może wyglądać za chwilę cała polityka, jeśli nic z tym nie zrobimy. Możemy poprzestać na konstatacji, że jest to związane z ogólnym kiepskim stanem zachodnich społeczeństw, mamy małe zaufanie do instytucji publicznych, rosną nierówności, rosną ruchy populistyczne, żyjemy w czasach pewnych przełomów. I ok, przyjmuję to wyjaśnienie. Ale jednak mam silne przekonanie, że to przede wszystkim efekt drugiej dekady XXI wieku, kiedy udoskonalono algorytmy. Zwłaszcza te, które polecają treści w mediach społecznościowych. Bo to one zaczęły decydować o naszym codziennym "spożyciu informacji". Zaczęliśmy wchodzić na Facebooka czy YouTuba codziennie, a algorytmy są oczywiście zoptymalizowane w ten sposób, żebyśmy spędzili jak najwięcej czasu na platformie. Nieustannie scrollujemy, klikamy, w każdym momencie możemy podjąć decyzję, żeby za czymś iść, zmienić portal, cały czas potrzebujemy nowej treści i algorytmy muszą nas jakoś przytrzymać, bo wtedy platforma więcej zarobi. A wiadomo doskonale z psychologii, że są takie treści, które nas bardziej wciągają - przede wszystkim wywołujące w nas jakieś emocje, pozytywne lub negatywne. Oraz te, które dają poczucie, że dowiadujemy się czegoś nowego czy szczególnie tajnego, to niesamowicie głaszcze nasze ego, kiedy czujemy się mądrzejsi niż inni. Dlatego algorytmy pomagają radykalizować internet i dlatego mogą wspierać teorie spiskowe.

Powiedzmy, że masz skłonność do nieszablonowego myślenia, podważania utartych schematów i takich treści czasem szukasz w necie. Jeśli algorytm to wie, może tę cechę w tobie wzmocnić do absurdu, zwielokrotnić, bo cię będzie karmił "nieszablonowymi treściami", podsuwając kolejne coraz bardziej absurdalne.

I z kogoś myślącego nieszablonowo staję się oszołomem?

Tak to może działać. A w każdym razie możesz się zradykalizować w podważaniu wszystkiego, co jest uważane za oczywistość, bo algorytm cię opatuli kontrowersyjnymi treściami. Nadal nie znamy skali i zasad działania algorytmów, mamy kolejnych sygnalistów, którzy odchodzą z platform społecznościowych i opowiadają, co się tam działo. To są dość ponure opowieści.

Co z tym robić?

Media społecznościowe muszą powściągnąć własne algorytmy, co zresztą od jakiegoś czasu próbują robić. Tylko to jest trudne. Najprościej filtrować treści w sposób zero-jedynkowy, pojawia się filmik z dziecięcą pornografią, no to wiadomo, że trzeba go usunąć. To się właściwie już dzieje. Tymczasem duża część treści, które nas radykalizują, znajduje się gdzieś na granicy standardów, takie treści niekoniecznie wprost łamią prawo. Więc jak myślę o potencjalnej regulacji - zresztą to samo mówią organizacje pozarządowe, które o to walczą w Unii - to być może powinniśmy pozwalać na publikację takich treści jak teoria QAnon w imię wolności słowa, ale algorytm, który jest sercem każdej platformy, nie powinien ich podbijać, promować w feedach, polecać.

Jeżeli ktoś to wyszuka, to znajdzie, ale algorytm nie będzie opatulać użytkownika radykalizującymi treściami?

Tak.

I platformy na to pójdą? Przecież sam mówiłeś, że algorytm żyje z tego, żeby w nas wywoływać emocje, bo to nas przytrzymuje i można nam wyświetlić więcej reklam.

Platformy zorientowały się, że to im robi zły PR. Ruch QAnon urósł do takiego rozmiaru, że zaczęły się tym interesować tradycyjne media, zaczęły zadawać pytania. "Dlaczego wy to promujecie?!". Więc platformy hojnie rozdają teraz bany, ograniczają zasięgi teorii QAnon, ale to nie załatwia problemu, bo robią to niekonsekwentnie i nieprzejrzyście. Niedawno pojawiła się kolejna sygnalistka, która w Facebooku zajmowała się usuwaniem fałszywych kont siejących nienawiść. Opowiada, że w USA i krajach Zachodu, gdzie istnieją silne tradycyjne media, a rządy mają dostęp do władz Facebooka, problem miał wysoki priorytet. Natomiast w takich krajach jak Wenezuela, w Azji Środkowej, w Afryce czy na Ukrainie - czyli na tzw. peryferiach - gdzie zagrożenie, że ktoś zrobi globalny raban jest mniejsze, tam problem fake newsów był dużo niżej na liście.

Czyli w Wenezueli albo w Polsce teorie spiskowe będą się mogły szerzyć, tutaj platformy nadal sobie będą zarabiać na radykalizowaniu społeczeństw, a w USA - gdzie Kongres może wezwać na przesłuchanie Zuckerberga - trochę to ograniczą?

No ale to jest naturalne, że jak ci patrzą na ręce, to musisz się bardziej pilnować.

A może powinien powstać przy ONZ czy Unii Europejskiej jakiś "komitet strażników algorytmów"? Może te czarne skrzynki, które zasysają moje skłonności i decydują, co widzę w necie, nie powinny być własnością prywatnych firm, tylko trafić pod kontrolę społeczną, demokratyczną?

Nie wierzę w to. Raczej jestem za rynkiem i regulowanymi mechanizmami rynkowymi. Algorytmy, które decydują o naszym zachowaniu i mają wpływ na nasz światopogląd muszą zostać przez platformy w miarę jasno opisane. Platformy się przed tym bronią, twierdzą, że upublicznienie zasad działania algorytmu spowoduje, że ci źli, którzy też są w przestrzeni internetowej i chcą nami manipulować, będą potrafili jeszcze lepiej algorytm obejść i wykorzystać. I że efekt może być odwrotny do zamierzonego. Ale to jest moim zdaniem wymówka. W tej chwili w Unii i USA prace regulacyjne zmierzają właśnie do tego, żeby algorytmy zostały opisane, żebyśmy mogli je zrozumieć, a nie tylko domyślać się, jak działają na podstawie tego, co komu podsuwają na YouTube i dlaczego ja coś widzę, a ty widzisz coś innego. Większa przejrzystość algorytmów jest możliwa, skończmy z mówieniem, że one są "czarnymi skrzynkami", zbyt skomplikowanymi, aby dało się uzyskać te informacje. Jeżeli coś ma na społeczeństwa tak wielki wpływ, jak algorytmy mediów społecznościowych, to ich "wyjaśnialność" jest niezbędna z punktu widzenia demokracji. Tak samo jak publiczna dostępność informacji o tym, które treści są ograniczane. Być może one powinny przechodzić jakieś niezależne testy, publiczny regulator albo organizacje pozarządowe byłyby co jakiś czas dopuszczane przez firmę do testowania algorytmu, mogłyby wrzucić do niego paczkę danych i przeanalizować, dlaczego takiego posta pokazał osobie z takim czy innym wyznaniem religijnym, a komuś innemu go nie pokazał. "Algorytmie, wyjaśnij mi to". Musimy znać odpowiedź. Zrzucanie odpowiedzialności za całe zło na platformy i ich chęć zysku jest bardzo wygodne. A przecież one funkcjonują w totalnej próżni: praktycznie nie mamy dziś instytucji, które mogą zapewnić społeczną kontrolę nad moderacją takich kontrowersyjnych treści przez internetowe firmy. To ogromne niedopatrzenie społeczeństw, państw, instytucji, które będziemy musieli uzupełnić.

A jak nic nie zrobimy z algorytmami i z platformami?

Widzę na horyzoncie dystopijną przyszłość. Nie przesadzam. To nie będzie prosty scenariusz w stylu: wolność słowa przede wszystkim, niech każdy w necie pisze, co chce, niech platformy na tym zarabiają, może będą jakieś skutki uboczne, trochę oszołomstwa, trochę populizmu, no trudno. Na tym się nie skończy. To będzie scenariusz, w którym zamkniemy się jeszcze bardziej w dziwnych bańkach. QAnon jest mega absurdalną teorią, możemy się we dwóch spotkać i powiedzieć sobie: ok, ten pierwszy filmik robi wrażenie, bo został sprytnie skomponowany, ale nas to nie rusza. Tymczasem to będzie działać inaczej: jedna, mniej absurdalna teoria przemówi do mnie, druga, dotycząca innego tematu, do ciebie i mamy społeczeństwo, gdzie polityka w ogóle przestanie być rozsądną troską o dobro wspólne, tylko grą w skrajności i spiski, a programy partii zaczną grupować ludzi nie wokół idei czy konkretnych rozwiązań, tylko kilkunastu teorii spiskowych. Albo wokół wyjątkowo aktywnych indywiduów, internetowych gwiazd. Jeżeli ludzi przekonuje walka z siatką satanistyczno-pedofilską złożoną z aktorów i innych celebrytów, to żeby wygrać wybory, dokładnie tak samo trzeba będzie mówić do ludzi.

Do wytrenowanych przez algorytmy wyborców politycy będą musieli zacząć mówić jeszcze większe idiotyzmy?

Po prostu będą musieli mówić ich językiem, przecież na tym polega polityka. A jeśli ten język tak się zmieni, uskrajni i spolaryzuje, że w polityce w ogóle przestaną obowiązywać jakieś punkty wspólne, to politycy będą się uczyć w ten sposób mówić. To jest mechanizm samonapędzający się, zataczający coraz szersze kręgi, gdzie kompletnie rozrywamy wciąż istniejącą tkankę społeczną. Jedyną rzeczą łączącą te bańki będzie wynajdowanie sobie fikcyjnych lub półfikcyjnych wrogów. I już teraz to kwitnie w polityce: skłonność do walczenia z wrogiem, którego sobie sam skonstruowałem, który jest personifikacją wszystkiego tego, czym ja nie chcę być, składa się z samych wad i żadnych zalet, w niczym ma racji, jest po prostu nieczystym dziełem szatana, zbrodniarzem, a najlepiej pedofilem, dokładnie jak w spiskowej teorii QAnon. Proste, wygodne i motywujące dla całej grupy.

Zobacz wideo Rosja chce stworzyć własny internet

***

Bartosz Paszcza (1993) ukończył studia nad internetem na Uniwersytecie w Southampton. Współzałożyciel Fundacji Polonium – organizacji łączącej polskich naukowców za granicą. Członek zarządu Klubu Jagiellońskiego, zajmuje się tam nowymi technologiami, jest szefem działu „Techno-republikanizm”, prowadzi też podcast „ScepTech”.