Przedsiębiorcy apelują do rządu o "rezygnację z pełzającego lockdownu". Chodzi nowe restrykcje

Od soboty 17 października obowiązują nałożone przez rząd obostrzenia, które mają zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa i uchronić szpitale przed zapaścią. Wśród nich znalazły się ograniczenia w funkcjonowaniu gastronomii, a także branży fitness i basenów. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wystosował apel o ich zaniechanie.

Nowych zakażeń koronawirusem przybywa w Polsce niemal w tempie wykładniczym, pod koniec tego tygodnia było ich już 8-9 tys. dziennie. Ministerstwo Zdrowia podaje, że ogółem zajętych jest 60 proc. łóżek dla pacjentów z COVID-19, ale są takie szpitale, w których już ich nie ma, problem pojawia się też z respiratorami (oraz z zapewnieniem obsługującego maszyny personelu).

Koronawirus. Epidemia przyspieszyła, rząd wprowadza nowe obostrzenia

Rząd zdecydował się zaostrzyć restrykcje. Poza obowiązkiem noszenia maseczek, zawieszona została m.in. działalność siłowni, basenów i klubów fitness - w całym kraju, do odwołania (wyjątkiem jest korzystanie w ramach współzawodnictwa sportowego). Przedstawicieli branży te obostrzenia przeraziły, mówili, że "nie przeżyją" kolejnego lockdownu. Ich zdaniem, zagrożónych może być 100 tys. miejsc pracy. W sobotę protestowali na Placu Zamkowym w Warszawie. 

>>>Czytaj też: Francuzi mają plan, jak ratować małe firmy w czasie drugiej fali pandemii

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców apeluje ws. "pełzającego lockdownu"

Sprzeciw wyraził też Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), który twierdzi, że zamykanie gospodarki "nie ma istotnego wpływu na poziom zakażeń koronawirusem". Tyle że tutaj akurat warto zauważyć, że sama izolacja społeczna skutecznie zapobiega rozwojowi epidemii - w sytuacji, w której nie mamy szczepionki. Drugi lockdown jak dotąd wprowadził Izrael, gdzie udało się ograniczyć przyrost zakażeń. I tu kolejne, ważne zastrzeżenie: oczywiście, jest to metoda bardzo mocno uderzająca w gospodarkę, a przedłużające się zamknięcie może tę zupełnie pogrążyć. Stąd rządy robią wszystko, by tej drogi uniknąć, wprowadzając ograniczenia lokalne lub częściowe. 

ZPP podkreśla jednocześnie, że "opowiada się za ścisłym egzekwowaniem rygoru sanitarnego opartego o strategię DDM (dystans, dezynfekcja, maseczki), bez jednoczesnego zamykania gospodarki". 

Być może Związkowi Przedsiębiorców i Pracodawców w stwierdzeniu o braku wpływu lockdownu na zakażenia chodziło raczej o konkretne, ogłoszone przez rząd, nowe obostrzenia. W dalszej części komunikatu ZPP apeluje o zniesienie restrykcji związanych z działalnością branży fitness i basenów, "nie ma żadnych danych wskazujących na to, by - przy zachowaniu odpowiednich standardów sanitarnych - były to istotne punkty transmisji wirusa" - pisze. Chce też rezygnacji z ograniczeń w gastronomii, argumentując, że "obecna sytuacja epidemiczna powoduje naturalne obniżenie popytu w sektorze gastronomicznym". Związek chce też likwidacji "godzin dla seniora", bo ich zdaniem nie sprawdziły się one w pierwszej fali pandemii. 

"Rządzący nie przedstawili uzasadnienia"

"Wprowadzone obostrzenia oznaczają de facto pełzający lockdown w przypadku części branż niedotkniętych wprost odgórnym zakazem prowadzenia działalności (przede wszystkim sektor gastronomiczny) i częściowy lockdown dla wielu innych sektorów, takich jak choćby branża fitness. Trzeba podkreślić, że rządzący nie przedstawili żadnego konkretnego uzasadnienia dla wprowadzenia akurat takich, a nie innych restrykcji" - piszą. Na koniec swojego apelu raz jeszcze podkreślając, że popierają rygor sanitarny opierający się na dystansie, dezynfekcji i maseczkach, ale zaznaczają też, że znaczna część branż objętych restrykcjami "nie będzie w stanie wytrzymać kolejnych miesięcy w zamknięciu". 

Cały apel ZPP można przeczytać TUTAJ. 

W sprawie ograniczeń i ich efektu na poszczególne branże zainterweniował też Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. "Kolejne dłuższe zamknięcie, bez pomocy publicznej, skutkować będzie bankructwem wielu miejsc służących treningowi i rekreacji. Sporo takich miejsc może nie doczekać kolejnego otwarcia" - napisał Adam Abramowicz. W swoim stanowisku do premiera Mateusza Morawieckiego zaproponował też, by poszkodowanym przedsiębiorcom wypłacać odszkodowania. 

>>>Zobacz także: Koronawirus. Pierwsze cięcie prognoz PKB Polski i ponury wniosek ws. nowych restrykcji

Zobacz wideo Czy druga fala kryzysu uderzy w rynek pracy?