Polska w czołówce krajów Europy pod względem liczby zmarłych osób z COVID-19 [WYKRES DNIA]

Wiosenna fala epidemii koronawirusa obeszła się z Polską zdecydowanie lżej niż z wieloma innymi krajami Europy - m.in. Wielką Brytanią, Hiszpanią, Włochami, Francją czy Belgią. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o aktualnej sytuacji. Liczba śmierci osób z COVID-19 notowanych obecnie przez Polskę jest jedną z wyższych na kontynencie.

3614 - tyle osób zakażonych koronawirusem, według danych Ministerstwa Zdrowia, zmarło już łącznie w Polsce. W przeliczeniu na milion mieszkańców oznacza to, że w okresie całej pandemii jesteśmy jednym z najmniej dotkniętych krajów regionu. 

Polska teraz w czołówce Europy 

W ostatnich tygodniach sytuacja w Polsce bardzo dynamicznie się jednak pogarsza. Niestety - widać to w wyraźnym wzroście liczby notowanych śmierci. W ostatnich siedmiu dniach (od wtorku 13 października do poniedziałku 19 października) Ministerstwo Zdrowia poinformowało łącznie o 575 osobach zmarłych. To daje średnio już ponad 80 śmierci dziennie - około siedmiokrotnie więcej niż latem. 

Co więcej, biorąc pod uwagę dynamiczny przyrost nowych zakażeń (minister zdrowia nie wyklucza, że jeszcze w tym tygodniu dotrzemy do poziomu 15-20 tys. nowych zakażeń dziennie) oraz problemy szpitali z wolnymi łóżkami, ta liczba może jeszcze rosnąć. Oby była to bardzo nietrafiona prognoza.

embed

Wzrost jest znaczący nie tylko w porównaniu do danych z poprzednich miesięcy, ale także w zestawieniu z innymi krajami Europy. Polska jest już w pierwszej dziesiątce krajów z liczbą zmarłych osób z COVID-19 w przeliczeniu na milion mieszkańców w ostatnich tygodniu czy dwóch w Unii.

575 osób zmarłych w ostatnich siedmiu dniach daje średnio już ponad 2 śmierci dziennie na milion mieszkańców (ok. 2,15). To o ponad jedną trzecią więcej niż wynosi średnia dla całej Europy (ok. 1,5).

Pod względem dziennej liczby zmarłych osób (w przeliczeniu na milion mieszkańców), gorsze statystyki ma jedynie 10 krajów Europy: Czarnogóra (ok. 7,7), Czechy (ok. 5,2), Mołdawia (ok. 4,4), Rumunia (ok. 3,4), Węgry (ok. 3), Macedonia Północna (ok. 2,9), Belgia (ok. 2,7), Hiszpania (ok. 2,6), Bośnia i Hercegowina (ok. 2,4) i Ukraina (ok. 2,3).

embed

Podobne zestawienie, ale biorące pod uwagę dane za ostatnich 14 dni, przygotowuje też codziennie Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób - czyli agencja Unii Europejskiej odpowiedzialna za ochronę przed chorobami zakaźnymi w Europie. Z raportu z 19 października wynika, że w ostatnich dwóch tygodniach w Polsce umarło 26 osób w przeliczeniu na milion mieszkańców (czyli blisko dwie dziennie). Spośród 31 analizowanych krajów (państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Wielka Brytania) to szósty najwyższy wynik, za Czechami (65), Rumunią (48), Hiszpanią (36), Węgrami (35) i Belgią (29).

Uważajmy na siebie i nie zaniedbujmy innych chorób!

Dane z Polski są alarmujące i powinny być dla wszystkich przestrogą i apelem - uważajmy na siebie i naszych bliskich. Choroby współistniejące, o których Ministerstwo Zdrowia informuje w przypadku ok. 80-90 proc. śmierci osób zakażonych koronawirusem, to często schorzenia, które kontrolowane nie wykluczają długiego, w miarę "normalnego" życia. To np. choroba wieńcowa, nadciśnienie, cukrzyca czy astma. A i bez chorób współistniejących przebieg COVID-19 może być wyjątkowo ciężki.

Jednocześnie, do aktualnej sytuacji należy podchodzić z rozsądkiem. W miarę możliwości i z zachowaniem podstawowych reguł bezpieczeństwa i dystansu społecznego, powinniśmy m.in. nadal podejmować aktywność fizyczną oraz poddawać się badaniom profilaktycznym. Na koniec epidemii nie zaczekają m.in. nowotwory czy choroby układu krążenia. Wciąż zabijają one więcej osób w Polsce niż COVID-19 (nowotwory ok. 300 osób dziennie, choroby serca jeszcze więcej). 

Lekarze różnych specjalizacji - m.in. onkolodzy - już dziś ostrzegają, że pośrednim efektem epidemii będzie cięższe leczenie wielu przyszłych pacjentów, i niestety zwiększona liczba śmierci. Minister zdrowia Adam Niedzielski otwarcie przyznaje, że zaniedbania w profilaktyce wielu chorób będą objawiać się tzw. deficytem zdrowia.

Fatalnie brzmią nie tylko statystyki z wiosennego lockdownu (np. o ponad 90 proc. spadła liczby wykonywanych badań mammograficznych czy cytologicznych), ale także sygnały od medyków o tym, że z obawy przed zakażeniem do szpitali nie zgłaszało się wiele osób w poważnym stanie, np. z zawałami serca. Tymczasem nawet, jeśli zawał nie okaże się śmiertelny, to spóźnione leczenie lub jego brak oznaczają nieodwracalne szkody dla zdrowia. Z badania Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego przeprowadzonego w kwietniu br. wynikało, że w Europie z powodu strachu przed koronawirusem do szpitala nie zgłosiła się ponad pacjentów z zawałem serca.

Z drugiej strony - niestety, nie wszystko zależy wyłącznie od nas. Już dziś NFZ zaleca szpitalom ograniczenie do minimum planowych zabiegów, w tym tak ważnych jak np. pomostowanie naczyń wieńcowych. Powód? Ograniczenie ryzyka zakażenia COVID-19 oraz konieczność zapewnienia łóżek pacjentom wymagającym pilnego przyjęcia. 

Czytaj też: Spóźnione diagnozy, odwołane badania i operacje. Epidemia to dramat nie tylko dla osób z COVID-19