Drugi lockdown w Irlandii, częściowy w Belgii i Holandii, lokalny w Niemczech. Europa walczy z pandemią

Druga fala koronawirusa rozlała się w Europie i choć rządy państw bronią się przed lockdownem, który wyniszcza gospodarkę, niektóre uznają, że wyjścia nie ma. Irlandia po raz drugi zamknęła obywateli w domach, podobnie chce zadziałać Walia, mamy też pierwszy lokalny lockdown w Niemczech. Sytuacja w wielu państwach, w tym w Polsce, jest bardzo niepokojąca i pojawia się pytanie: co jeśli rozwiązanie z Irlandii stanie się koniecznością?

W czasie wiosennej fali koronawirusa wiele państw na całym świecie wprowadziło ograniczenia zatrzymujące mieszkańców w domach, zamykające sklepy, restauracje i firmy. Taki lockdown pomagał ograniczyć rozprzestrzenianie się epidemii (i, co dla rządów było kluczowe, oddalać ryzyko załamania systemu ochrony zdrowia), ale niósł też ze sobą poważne konsekwencje dla gospodarki.

Lockdown - przynajmniej w części - wraca

Odnotowaliśmy wzrost bezrobocia i często rekordowe spadki PKB (Chiny, gdzie pandemia się zaczęła, w pierwszym, reszta świata w drugim kwartale roku). By zapobiec całkowitej zapaści i pobudzić odbudowę, w gospodarki wpompowano ogromne pieniądze. Ten zastrzyk finansowy pomógł, do tego restrykcje zaczęto stopniowo znosić i latem koronawirus dał odetchnąć. Tyle że jesienią wrócił, niemal wszędzie poza Chinami, które wróciły także do solidnych wzrostów w gospodarce, i to ze zwielokrotnioną siłą. 

Najbardziej wyrazistym przykładem są chyba Czechy, które przez pierwszą falę przeszły zdumiewająco dobrze. 30 czerwca kraj hucznie świętował koniec epidemii podczas wielkiej, wspólnej kolacji na praskim Moście Karola, nieco ponad dwa miesiące później przodował już w ponurych koronawirusowych statystykach. W minioną sobotę zanotował ponad 11 tysięcy nowych dobowych zakażeń.

>>>Czechy. Minister pracy krytykuje premiera: Mamy burdel w kraju, a Babiš to debil

Czechy wróciły do obostrzeń. Wcześniej fenomen łagodnej pierwszej fali w Czechach tłumaczono błyskawicznie wprowadzonym nakazem noszenia maseczek w przestrzeni publicznej. Latem ten nakaz został zniesiony, choć niedawno wrócił - nie w tak szerokim wymiarze (wymagane są w przestrzeniach publicznych wewnątrz budynków, w transporcie publicznym, na przystankach i stacjach). Tyle że teraz to może nie wystarczyć. Do obostrzeń Czesi dorzucili też zamknięcie szkół (na wszystkich poziomach), restauracji, barów, kin i teatrów, zawieszone jest organizowanie wydarzeń sportowych, a w zgromadzeniach może brać udział nie więcej niż sześć osób. 

To ograniczenia istotne, ale inni idą dalej. Irlandia od północy w środę wprowadza sześciotygodniowy lockdown (liczba nowych dziennych przypadków wzrosła tam od 100-200 na początku września do ponad 1000 obecnie). Mieszkańcy mają zostać w domach, wychodzić będzie można w sytuacjach niezbędnych i w celu dotarcia do pracy. By poćwiczyć, Irlandczycy będą mogli przemieszczać się w promieniu zaledwie 5 km od miejsca zamieszkania. Zakazane będą odwiedziny w prywatnych domach oraz jakiekolwiek zgromadzenia - z wyjątkiem pogrzebów i ślubów, których organizacja została ograniczona (w weselach będzie mogło uczestniczyć do 25 osób, a w pogrzebach do 10). Zamknięte zostaną siłownie, punkty fitness, miejsca kultury, salony fryzjerskie i kosmetyczne, restauracje i bary oraz sklepy, których działanie nie jest niezbędne (czyli inne niż spożywcze i drogerie). Przypomina to zasady, jakie funkcjonowały w Polsce wiosną, z tym, że Irlandczycy postanowili zostawić szkoły otwarte. 

Lockdown zarządziły także władze części Wielkiej Brytanii - Walii. Będzie on obowiązywać od piątku 23 października przez 17 dni. Wiążę się z zaleceniem pracy z domu, będzie też obowiązywał zakaz spotykania się z członkami innych gospodarstw domowych. Zamknięte zostaną restauracje, bary i kawiarnie, a także centra kulturalne. Przez pierwszy tydzień szkoły będą zamknięte - akurat w tym czasie trwać będą ferie, w kolejnych dniach lockdownu dzieci wrócą do nauki stacjonarnej. W Szkocji mini-lockdown obowiązuje od półtora tygodnia. W Anglii podobne ograniczenia wprowadzane są lokalnie, na przykład w Liverpoolu, mają też wejść w życie w Manchesterze, chociaż budzi to bunt lokalnych władz. Eksperci zalecają wprowadzenie krótkiego, ogólnokrajowego lockdownu, jednak rząd Borisa Johnsona jak na razie się temu sprzeciwia. 

Druga fala koronawirusa uderza w Europę

To, jak niepokojąco zaczyna wyglądać sytuacja w wielu regionach Europy, dobrze widać na mapie aktualizowanej przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Czerwonych obszarów, gdzie liczba zakażeń w ciągu 14 dni w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców przekracza 120, jest już bardzo dużo. 

embed

"Dzienny przyrost liczby osób hospitalizowanych w Europie wciąż jest wysoki i niemożliwy do utrzymania w perspektywie kilku tygodni. Albo to się zacznie zatrzymywać, albo wzrośnie ryzyko, że wszyscy zrobią to co Irlandia/Walia/Czechy" - zauważa ekonomista Ignacy Morawski. 

Lockdown działa - co potwierdza przykład Izraela, który jako pierwszy zarządził powtórne zamknięcie kraju. Restrykcje trwały miesiąc (rząd zaczął znosić je pod koniec ubiegłego tygodnia). W tym czasie udało się silnie ograniczyć przyrost nowych przypadków, od ponad 9000 w szczycie pod koniec września do okolic 1600 pod koniec zeszłego tygodnia i niespełna 1000 w poniedziałek. Jest jednak bardzo poważne "ale" - takie zamknięcie niesie ze sobą bolesne skutki gospodarcze i społeczne, stąd rządy wolą unikać "pełnych" lockdownów. 

>>>Izrael był najmocniej dotkniętym epidemią krajem na świecie. Lockdown podziałał, ale wielkim kosztem

W Holandii już od niemal tygodnia (od środy 14 października) przez miesiąc obowiązuje lockdown częściowy. Mieszkańcom zalecono pozostawanie w domach, na ile to możliwe. W domu w ramach odwiedzin można przyjąć tylko trzy osoby dziennie, a w spotkaniach na zewnątrz mogą wziąć udział maksymalnie cztery. Restauracje, bary i coffee shopy mogą sprzedawać tylko na wynos, po 20:00 alkoholu w ogóle nie można kupić, ani pić go w miejscach publicznych. Także o 20:00 sklepy, za wyłączeniem supermarketów, muszą być zamknięte. 

Belgia zaostrzyła reżim sanitarny w poniedziałek. Na miesiąc zamknięto bary, restauracje (mogą jednak sprzedawać na wynos do 22:00) i kawiarnie. Od północy do 5:00 rano w całym kraju obowiązuje godzina policyjna, po 20:00 nie można sprzedawać alkoholu. Gospodarstwa domowe, w ramach zasady tzw. bańki społecznej, mogą utrzymywać bliskie kontakty tylko z jedną osobą spoza niego. W przypadkach, w których jest to możliwe, należy pracować z domu. 

W stolicy Hiszpanii i jej okolicach, a także w innych najbardziej zagrożonych epidemią regionach, wprowadzono dodatkowe restrykcje. Trwa swego rodzaju blokada Madrytu - nie można wjechać lub z niego wyjechać - poza sytuacjami, w których jest to niezbędne z ważnych powodów, liczbę uczestników spotkań, w tym rodzinnych, ograniczono do sześciu. W Katalonii zamknięte są bary i restauracje, Kastylia i Leon zapowiedziały zamknięcie miast Burgos i Aranda de Duero.

Takie obostrzenia nie będą obojętne dla gospodarek. Widzi to między innymi szefowa Europejskiego Banku Centralnego, która w wywiadzie dla francuskiego dziennika Le Monde, powiedziała, że "druga fala pandemii w Europie, zwłaszcza we Francji, i wynikające z niej nowe ograniczenia zwiększają niepewność i ciążą na ożywieniu". Christine Lagarde oceniła, że najpoważniejszym wyzwaniem może być rynek pracy, a rządy państw strefy euro nie powinny wycofywać kryzysowego wsparcia zbyt wcześnie. Zapewniła przy tym, że w razie potrzeby Europejski Bank Centralny będzie działać. 

"Nie mogę uwierzyć, jak szybko uderzyła druga fala" - powiedziała z kolei Katharina Utermohl, starsza ekonomistka w Allianz. "Obecnie spodziewamy się ujemnego wzrostu w kilku krajach w czwartym kwartale - kolejna recesja jest absolutnie możliwa" - dodała, cytowana przez "Financial Times". Także polscy ekonomiści spodziewają się znacznie słabszego niż wcześniej zakładali ostatniego kwartału tego roku (po - warto zauważyć - zapewne znacznie lepszym od oczekiwanego niedawno trzecim) i wolniejszego odbicia w przyszłym, 2021 roku. Część z nich już zmieniła prognozy, inni to zapowiadają. 

Wspomniana wcześniej Francja wprowadziła lokalne obostrzenia, w dziewięciu dużych miastach od soboty przez przynajmniej cztery tygodnie obowiązuje godzina policyjna, która dotyczy aż ponad 20 milionów osób. Mieszkańcy m.in. Paryża, Lyonu, Marsylii i Grenoble muszą pozostać w domach między 21:00 a 6:00 rano - dozwolone jest wyjście tylko w niezbędnych sytuacjach, jak droga do i z pracy. Między regionami kraju podróżować można tylko w ciągu dnia. W spotkaniach w prywatnych domach może brać udział do sześciu osób. W pozostałych częściach Francji w spotkaniach może brać udział do 10 osób, ale zakazane są m.in. wesela. Szkoły pozostają otwarte. Maseczki trzeba nosić w publicznych przestrzeniach zamkniętych, ale lokalnie obowiązują dodatkowe obostrzenia w tym zakresie.

>>>Puste ulice, bezludne place. Godzina policyjna we Francji. Są i obawy. "Ludzie stracą pracę"

Dla polskiej gospodarki znacznie ważniejsze jest to, co zrobi inny członek strefy euro - największa gospodarka Europy. W Niemczech obostrzenia ogólnie nie są zbyt uciążliwe, ale także zregionalizowane i zależą od sytuacji na danym obszarze. W regionach, w których zakażenia rosną najsilniej (w tym w Berlinie), restauracje i bary muszą zamykać się o 23:00. Duże zgromadzenia, jak koncerty i wydarzenia sportowe z udziałem publiczności do końca roku są odwołane. Maseczki są obowiązkowe w sklepach i transporcie publicznym. Angela Merkel wezwała obywateli, by pozostawali w domach. 

Są niemieckie regiony, które zdecydowały się wprowadzić znacznie ostrzejsze ograniczenia. Bawarski powiat Berchtesgaden od 20 października, od godziny 14:00 wprowadził lokalny lockdown. Mieszkańcy mogą wyjść z domów tylko w ważnych sprawach, w tym do pracy i na zakupy. Zamknięte są szkoły, bary i restauracje, kina, teatry, hotele i siłownie (ale kościoły pozostaną otwarte). Zamknięcie okolic Berchtesgaden potrwa dwa tygodnie. Do tego minister spraw wewnętrznych Bawarii, Joachim Herrmann, nie wykluczył, że będzie trzeba wrócić do dyskusji na temat zamknięcia granic Niemiec. 

Co będzie w Polsce? 

Na razie polski rząd zapewnia, że chce uniknąć wprowadzenia restrykcji tak surowych jak wiosną. Takie zamknięcie kraju oznacza drastyczne uderzenie w gospodarkę. Pytany o to w poniedziałek wieczorem szef KPRM Michał Dworczyk powiedział, że "dzisiaj trudno jest się wypowiadać jednoznacznie w tej sprawie, bo sytuacja jest niezwykle dynamiczna". 

Wprowadzono za to są kolejne obostrzenia, część z nich jest zróżnicowana lokalnie: kraj podzielono na dwie strefy - żółtą i czerwoną. Obecnie w czerwonej, objętej bardziej surowymi ograniczeniami, znajdują się 152 powiaty. Wyliczono, że tam sytuacja epidemiczna jest najgorsza. Tyle że te wyliczenia pochodzą z ubiegłego tygodnia. Gdyby wykorzystywany przez rząd wskaźnik przyłożyć do nowszych danych, to okazałoby się, że teraz już 80 proc. ludności Polski mieszka w "czerwonych" powiatach, które zajmują przytłaczającą większość terytorium kraju - tak szacuje Piotr Tarnowski, który regularnie publikuje koronawirusowe grafiki. 

Rząd aktualizuje restrykcje zwykle co czwartek. Objęcie całej Polski czerwoną strefą wydaje się coraz bardziej prawdopodobne - tak jak niewykluczone są kolejne restrykcje. Rzecznik rządu stwierdził dziś (we wtorek), że choć na razie drugi lockdown nie jest planowany, obowiązujące już obostrzenia mogą zostać rozszerzone. 

Zobacz wideo Prof. Matyja: Od 30 lat mówimy, że kadry medycznej w Polsce jest coraz mniej

Lekarzu, pielęgniarko, ratowniku medyczny, diagnosto, pracowniku sanepidu, pracowniku ochrony zdrowia, farmaceuto - napisz do nas na adres: redakcjagazetapl@agora.pl. Pokaż nam, jak wygląda Wasza codzienna praca, podziel się z nami swoją perspektywą. Oddajemy Wam nasze łamy, bo to jest dziś nasza misja. Nie jesteśmy w stanie pojechać na front wojny z wirusem i relacjonować, jak wygląda walka z pandemią. Byłoby to nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Wysyłajcie do nas nagrania, zdjęcia, informacje, raporty z codziennej walki z COVID-19. Tylko Wy możecie pokazać, jak podstępny jest koronawirus. Tylko Wy możecie nam wskazać, jak możemy Was teraz wesprzeć.