W tych regionach Polski łóżka i respiratory są zajęte już niemal w całości [WYKRES DNIA]

188 zajęte respiratory, cztery wolne - to dane z województwa małopolskiego. 119 zajętych respiratorów i tylko 21 wolnych - to z kolei liczby z województwa mazowieckiego. Także liczba wolnych łóżek szybko się kurczy. Kolejne stanowiska dla chorych na COVID-19 są uruchamiane i niestety - błyskawicznie zapełniane. W systemie ochrony zdrowia trwa nieustanna walka z czasem. A cytowane liczby i tak nie oddają tego, co dzieje się w wielu placówkach.
Zobacz wideo Morawiecki przestawia kolejne restrykcje, a o wzrost zachorowań obwinia protestujących

- Funkcjonujemy jak w realiach wojny - słyszę od jednego z lekarzy w małopolskim szpitalu. I zdecydowanie nie są to niestety odosobnione relacje. Liczba zajętych łóżek przez pacjentów z COVID-19 rośnie w bardzo szybkim tempie. Z wtorkowych danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w ciągu minionej doby przybyło ich 1009 - najwięcej od początku epidemii. Łącznie jest ich już ok. 13,3 tys.

Ostatnia doba to także rekordowy wzrost liczby zajętych respiratorów - aż 79. Łącznie w użytku jest ich 1078. 

To zresztą jeden z podstawowych dramatów aktualnej sytuacji epidemicznej. Nie tyle chodzi o to, że liczba osób w najcięższym stanie rośnie, ale - że rośnie coraz szybciej. Poniżej wykresy pokazujące to, ile zajętych łóżek i respiratorów przybywało codziennie w ostatnim miesiącu. Tendencja rosnąca jest wyraźna.

embed
embed

Co więcej - nic nie wskazuje, żeby sytuacja miała się stabilizować. Wręcz przeciwnie, liczba nowych zakażeń wciąż rośnie w tempie wykładniczym (we wtorek 16,3 tys. kolejnych przypadków), a wszak zależność jest banalna - im więcej nowych zakażeń, tym więcej kolejnych pacjentów w szpitalach (w tym pod respiratorami).

Mniej więcej 20-30 proc. spośród dziennej liczby nowo zakażonych osób trafi do szpitala. Przy liczbie 10 tys. zakażeń dziennie będziemy mieli dzienne obłożenie szpitalnictwa na poziomie 2-3 tys. nowych pacjentów. Mniej więcej 10-20 proc. będzie potrzebowało wsparcia tlenowego, wsparcia respiratora. Licząc codziennie 2 tys. osób, być może kolejne blisko 200 każdego dnia będzie potrzebowało respiratora 

- wyliczał tydzień temu w Sejmie minister zdrowia Adam Niedzielski.

Czytaj więcej: Zajęte łóżka i respiratory. Te liczby pokazują, jak dramatycznie szybko Polska zmierza do zderzenia ze ścianą

Chorych przybywa dużo szybciej niż łóżek i respiratorów

Rząd, lokalne władze oraz dyrekcje szpitali "ścigają się" z epidemią i sukcesywnie zwiększają liczbę dostępnych łóżek i respiratorów. Według najnowszych danych Ministerstwa Zdrowia aktualnie do dyspozycji dla pacjentów "covidowych" jest łącznie ponad 20,7 tys. łóżek i niemal 1,6 tys. respiratorów. To oznacza wzrosty tych liczb o ok. 100 proc. w ciągu kilkunastu dni. 

Problem w tym, że w tym samym czasie liczba pacjentów wymagających hospitalizacji i wsparcia respiratora wzrosła trzykrotnie. Poza tym te nowe łóżka i respiratory nie są nagle wyciągane z magazynów ani kupowane - są tworzone kosztem innych pacjentów, m.in. tych, którym odwołano planowe zabiegi albo badania.

W tym momencie na podstawie danych Ministerstwa Zdrowia "zajętość" łóżek i respiratorów dla pacjentów z COVID-19 wynosi ok. 65 proc. Tyle że sytuacja znacząco różni się w zależności od województwa. Z danych udostępnianych codziennie przez urzędy wojewódzkie wynika, że np. w całym województwie małopolskim na 192 respiratory wolne są 4. W mazowieckim - wolnych jest 21 spośród 140. W województwie śląskim - 23 ze 134. W podkarpackim - 16 z 84. We wszystkich wymienionych wolnych jest mniej niż 20 proc. maszyn. 

embed

Podobnie z łóżkami - aktualnie mniej niż 30 proc. wolnych jest według statystyk urzędów w województwach: małopolskim, świętokrzyskim, lubelskim i mazowieckim.

embed

Czytaj też: W szpitalach brakuje miejsc. Dramatyczne nagrania z karetek. "Będziecie czekać". "Ze świeżym udarem?"

Poza tym z tymi danymi jest o tyle poważny problem, że ciężko jest zrozumieć, skąd w zasadzie się biorą. Od kilku tygodni ze szpitali na wieści o wolnych dziesiątkach łóżek i respiratorów słychać tylko pytania "gdzie?". Zdarza się, iż lekarze w szpitalach i ratownicy w karetkach godzinami poszukują miejsc dla swoich chorych w całym regionie. Szpitale organizują nawet więcej miejsc, niż wynika to z decyzji wojewodów, a i tak wolnych miejsc nie ma.

W tym momencie w całym szpitalu mamy zajętych przez pacjentów covidowych ponad 90 łóżek. Nie ma żadnych wolnych. Także wszystkie miejsca respiratorowe mamy obecnie zajęte. Każde zwalniane łóżko od razu jest zajmowane

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl Anna Mazur-Kałuża, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach - największego szpitala w województwie. Według danych Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego, w regionie spośród 85 respiratorów dostępnych dla pacjentów jest jeszcze aż 34, czyli 40 proc.

Mamy 120 łóżek "covidowych", wszystkie są zapełnione. Na OIOM-ie mamy 10 łóżek respiratorowych, one też są zajęte

- mówi nam Dariusz Tworzydło, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Zaznacza, że szpital stara się reagować na bieżąco tak, aby nikogo nie pozostawić bez opieki. - Dwa tygodnie temu mieliśmy 20 łóżek dla pacjentów z COVID-19, teraz 120. Dostosujemy się do sytuacji - mówi Tworzydło. Tutaj problem z kwarantannami personelu jest mniejszy - to ok. 100 osób, czyli mniej więcej 5 proc. personelu.

Zarówno Mazur-Kałuża, jak i Tworzydło, podkreślają, że w ich regionach (podobnie jak w każdym województwie) mają powstać szpitale tymczasowe. To one, podobnie jak włączenie się prywatnych placówek w system walki z COVID-19, mają być remedium na dramatyczny wzrost liczby osób hospitalizowanych.

Według słów ministra zdrowia sprzed kilku dni, za około tydzień powinniśmy dojść do poziomu ok. 30-35 tys. łóżek "covidowych". - To tempo, które wyprzedza dynamikę pandemii - twierdził Niedzielski. Oby tak się rzeczywiście stało, bo na razie pandemia o kilka długości wyprzedza rzeczywistość. 

Prof. Matyja: Władza przestała panować nad epidemią. Mamy polski scenariusz, tragiczniejszy niż we Włoszech

Większość ww. danych pochodzi ze zbioru danych (podawanych przez Ministerstwo Zdrowia) zbieranych skrupulatnie przez Michała Rogalskiego oraz z map Piotra Tarnowskiego.