Fundusz Wsparcia Kultury i kluczowa kwestia pojęć. To przez nią niektórzy mieli dostać więcej, niż zarabiali

Fundusz Wsparcia Kultury miał wesprzeć osoby działające w branży kulturalnej, które utraciły dochody w związku z epidemią koronowirusa. Sami przedstawiciele branży alarmują, że wysokość dotacji wyliczana była na podstawie przychodu, podczas gdy kluczowy powinien być dochód. Efekt? Przedsiębiorca, który stracił np. 150 tys. zł, mógł wystąpić o 700 tys. zł.

Fundusz Wsparcia Kultury miał wspomóc artystów, którzy mocno ucierpieli na kryzysie wywołanym epidemią koronawirusa. Wypłata środków została jednak wstrzymana - Piotr Gliński, szef resortu, stwierdził, że potrzebne jest "pilne wyjaśnienie wszystkich wątpliwości".

Ministerstwo Kultury i wsparcie dla artystów. Przychód i dochód to nie to samo

Na liście ponad 2000 podmiotów, które otrzymały środki z FWK, znalazły się takie, które, zgodnie z opublikowaną listą, mogły liczyć na wsparcie liczone w setkach tysięcy złotych. Przedstawiciele środowiska cytowani przez portal Money.pl uważają, że tak obfite dotacje są wynikiem przyjęcia kontrowersyjnego kryterium.

Jeden z twórców szczepionki na COVID-19 twierdzi, że świat wróci do normalności zimą kolejnego rokuPandemia koronawirusa. Twórca szczepionki mówi, kiedy świat wróci do normalności

Kryterium wyliczenia maksymalnej kwoty wsparcia był, jak wyjaśnia portal, spadek przychodów, podczas gdy przedstawiciele szeroko rozumianej branży wskazują, że powinno chodzić o dochody. Przedsiębiorca występujący o wsparcie mógł się starać o dotację w wysokości połowy zeszłorocznych wpływów.

W związku z tym, jeden z przedsiębiorców, opisujący portalowi sprawę, którego realne straty wynosiły 150 tys. zł, mógł wnioskować o 700 tys. zł dotacji. Na taką kwotę bowiem szacował wielkość dotacji ministerialny system. Osoba ta zdecydowała się zawnioskować o kwotę odpowiadającą kwocie, którą mógł rzeczywiście utracić. 

Dwa miliony, 550 tys, 150 tys. Wysokość wsparcia dla indywidualnych artystów budzi kontrowersje

Środki z funduszu, w wysokości 400 mln zł, miały wesprzeć "bieżącą działalność muzyczną, teatralną i taneczną". Na liście beneficjentów znalazły się jednak zarówno podmioty, które z prowadzeniem działalności kulturalnej zdają się mieć mało wspólnego, jak i znani artyści, do których popłynął niezwykle szczodry, sięgający kilkuset tysięcy złotych strumień pieniędzy.

Pieniądze otrzymali przedsiębiorcy specjalizujący się w sprzedaży urządzeń - kilkadziesiąt tysięcy złotych. Firma Golec Fabryka, znanych braci Golców, otrzymała blisko 2 mln zł, zespół Bayer Full wraz z impresariatem ponad pół miliona złotych etc., Beata Art Beata Pietras (za którym stoi Beata Kozidrak), otrzymała 750 tys. zł, a Bajm Andrzej Pietras ponad 600 tys. zł.

Piotr Gliński o wizerunkowym seppuku

Szef resortu kultury przed wybuchem afery sprawę dotacji z Funduszu Wsparcia Kultury próbował bagatelizować. "Krytycy, przyznaję: znane nazwiska plus pieniądze to wizerunkowe seppuku. Nieważne, że chodzi o - długo oczekiwaną i postulowaną - pomoc dla tysięcy zwykłych ludzi pracujących w kulturze (i ich rodzin), przyznaną wg takich samych dla wszystkich i przejrzystych reguł" - stwierdził na Twitterze. "W poniedziałek zgłoszę projekt ustawy zakazującej państwowego wsparcia dla znanych artystów i instytucji kultury. Przesuniemy te środki na wsparcie najbardziej aktywnych tweeterowiczów" - dodał, zaznaczając wyraźnie, że jego komentarz ma charakter ironiczny.

Później jednak Piotr Gliński zmienił ton. "Zamiast projektu ustawy antycelebryckiej zdecydowaliśmy wstrzymać wypłaty FWK" - zakomunikował minister. "Instytucje i przedsiębiorcy kultury czekają na to wsparcie. Wkrótce stosowny komunikat" - dodał. W momencie publikacji tego tekstu komentarz resortu wciąż się jednak nie pojawił.

Czytaj też: Prof. Hausner: Nie chodzi o to, by ten okres przeczekać. To moment zwrotny, gdy człowiek musi dokonać nowego wyboru

Zobacz wideo Czy Polacy wystarczająco przestrzegają obostrzeń?