Niezłe dane o zajętych łóżkach i fikcyjne o dostępnych. Co się dzieje w szpitalach? [WYKRES DNIA]

Po bardzo szybkim wzroście liczby zajętych łóżek i respiratorów przez osoby z COVID-19, od kilkunastu dni te dane się mocno ustabilizowały. Są znacząco poniżej prognoz naukowców. To efekt naturalnej "rotacji" pacjentów w szpitalach i stabilizacji liczby nowych zakażeń, czy tego, że z jakichś przyczyn niektórzy chorzy nie trafiają na oddziały covidowe?

Jak wynika z piątkowego komunikatu Ministerstwa Zdrowia, mamy w Polsce obecnie nieco ponad 22,6 tys. zajętych łóżek szpitalnych przez pacjentów z COVID-19. Zajętych jest aktualnie też 2135 respiratorów. 

Informacje resortu wskazują na stabilizację w tych danych. W ostatnim tygodniu liczba zajętych łóżek wzrosła o 345, respiratorów o 88. Dla porównania jeszcze na przełomie października i listopada tygodniowy przyrost zajętych łóżek wynosił ok. 4-5 tys., a respiratorów ok. 400-500. Coraz częściej pojawiają się sytuacje, gdy liczba zajętych łóżek i respiratorów spada w porównaniu do poprzedniego dnia.

embed
embed

To dobra informacja. Kolejna - po wypłaszczeniu liczby nowych zakażeń - sugerująca, że sytuacja epidemiczna w Polsce weszła w fazę względnej stabilizacji.

Co więcej, ta informacja nie tylko jest dobra, ale wręcz - zdecydowanie lepsza niż można było podejrzewać. Prognoza ekspertów Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego wskazywała, że obecnie będziemy mieli ponad 43 tys. osób z COVID-19 w szpitalach, niemal 5 tys. wymagających wsparcia respiratora. W rzeczywistości te liczby są o połowę niższe. Nawet zakładając, że prognozy te są nieco przeszacowane i model wymaga korekty - czego nie wyklucza w rozmowie z Gazeta.pl dr Jakub Zieliński z ICM UW - skala różnicy między faktycznymi danymi a tą prognozą jest interesująca.

embed

Koronawirus w PolsceMZ: 22 464 przypadki zakażeń koronawirusem. Najwięcej w woj. mazowieckim

Wzrost liczby osób w szpitalach przyhamował

Na zmianę liczbę hospitalizowanych wpływa z jednej strony liczba nowych pacjentów, a z drugiej tych, którzy są wypisywani albo umierają w szpitalach. Ministerstwo Zdrowia, nad czym ubolewają eksperci, nie podaje informacji o tym przepływie pacjentów - ile osób z COVID-19 trafia codziennie do szpitali, ile z nich wychodzi albo tam umiera. Wiemy wyłącznie, ile osób jest na daną chwilę hospitalizowanych.

Statystyki Ministerstwa Zdrowia wskazują, że w szpitalach zaczynamy mieć do czynienia z pewną "rotacją", tzn. dla nowych chorych nie potrzeba już tak dużo kolejnych łóżek, bo te są stopniowo zwalniane przez osoby, które wyzdrowiały lub zmarły. Szacowana długość pobytu w szpitalu (gdy nie jest potrzebne leczenie respiratorowe) to zwykle około 10-14 dni. Zatem mnóstwo chorych, którzy "zatykali" system ochrony zdrowia w październiku czy na początku listopada, opuszcza szpitale. Coraz więcej osób też umiera (nie tylko w szpitalach, ale między innymi tam).

Liczba nowych wykrywanych zakażeń jest w ostatnich dniach względnie stabilna, choć na bardzo wysokim poziomie - zwykle ponad 20 tys. przypadków dziennie. Obecna baza łóżkowa dla chorych z COVID-19 nie musi być już rozwijana tak ekspresowo jak kilka tygodni temu, gdy niemal co dzień liczba nowych przypadków wyznaczała kolejne maksimum.

Fragment reportażu 'Uwagi' TVN"Uwaga" TVN o "dramacie pacjentów" w szpitalu w Poznaniu. Jest oświadczenie

Mniej chorych trafia do szpitali?

Jednocześnie naukowcy z ICM UW zwracają uwagę, że miejscami w szpitalach gospodaruje się obecnie "w sposób znacznie bardziej oszczędny" niż prognozowali. Innymi słowy - hospitalizowane są teraz częściej osoby w najgorszym stanie zdrowia. 

Możliwe - tak jak już napisaliśmy - że pacjenci szybciej niż jeszcze niedawno są wypisywani ze szpitali. Może mieć to związek z tym, że są przeciętnie rzecz biorąc młodsi i zdrowsi (i szybciej dochodzą do siebie), ale także z tym, że trafiają do izolatoriów.

W tej chwili osoby dobrze się czujące są wypisywane ze szpitali, nawet jeżeli mają jeszcze wynik pozytywny. Rzeczywiście od pewnego czasu jest tak, że hospitalizuje się tych, których już naprawdę trzeba. Poprzeczka, czy ktoś jest, czy nie jest hospitalizowany, jest cały czas podnoszona

- komentuje dr Jakub Zieliński z ICM UW.

Mówi o tym także cytowany przez PAP Paweł Jabłoński, koordynator ze szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Lekko chory pacjent przebywa w domu. Dziś pacjent chory na COVID-19, który trafia do szpitala, także tymczasowego, wymaga intensywnego leczenia i specjalistycznej opieki. Ci pacjenci wymagają tlenoterapii, czasami wysokoprzepływowej za pomocą wysokospecjalistycznych urządzeń, są często obarczeni wieloma chorobami, które mieli wcześniej, a które na skutek COVID się zaostrzyły

- komentuje Jabłoński.

I żeby nie było wątpliwości - dobrą informacją jest to, że - przynajmniej według statystyk Ministerstwa Zdrowia - nie rośnie już drastycznie liczba zajętych łóżek i respiratorów. Nadal jednak sytuacja jest trudna. O ile o decyzjach, czy kogoś podłączyć do respiratora, czy nie, słyszymy w Polsce rzadko (choć się zdarzają), o tyle częściej bywa, że pacjenci "czekają" w kolejce na respirator i są podłączani do niego za późno. 

Być może pewnym wyznacznikiem tego, że w szpitalach są coraz cięższe przypadki koronawirusa, jest także rosnący stosunek zajętych respiratorów do łóżek. Innymi słowy, rośnie odsetek osób hospitalizowanych, które wymagają wsparcia respiratora. Obecnie jest to ok. 9,5 proc., dla porównania miesiąc temu było to ok. 8 proc., a dwa miesiące temu - ok. 4,5 proc.

Fikcja z dostępnymi łóżkami

Według piątkowego komunikatu Ministerstwa Zdrowia, liczba łóżek dla pacjentów z COVID-19 wynosi obecnie ponad 37,5 tys. Teoretycznie więc wolnych mamy jeszcze niemal 15 tys. łóżek covidowych, 40 proc. całych "zasobów".

Jednak wygląda na to, że tych ok. 23 tys. obecnie zajętych łóżek przez osoby z COVID-19 to znacznie bliższy realiom poziom rzeczywistych możliwości szpitali. A właściwie, bazując na relacjach lekarzy z oddziałów covidowych mówiących m.in. o brakach personalnych, i w przypadku tej liczby 23 proc. mówienie o optymalnych możliwościach systemu opieki zdrowotnej wydaje się przesadzone.

Część z ponad 37,5 tys. łóżek, którymi chwali się resort zdrowia, dostępnych jest tylko "na papierze". Gdy wojewoda poleca szpitalowi utworzenie jakiejś liczby nowych łóżek, za kilka dni uznaje, że to polecenie zostało spełnione - gdy w rzeczywistości szpital ma problemy organizacyjne ze stworzeniem takich nowych miejsc.

Są sytuacje, że sprzęt jest zepsuty. W wielu szpitalach niby aparatura tlenowa jest przy każdym łóżku, ale instalacja tlenowa nie była pomyślana w ten sposób, że wszystkie urządzenia będą jednocześnie pracować. To tak, jakby do wszystkich gniazdek w mieszkaniu jednocześnie podłączać urządzenia - wysiądą korki

- dodaje dr Zieliński.

Chorzy nie zgłaszają się do szpitali?

Być może osób z COVID-19 w szpitalach byłoby nieco więcej, ale część z nich (czy ich rodzin) opóźnia też decyzję o hospitalizacji. Jak wynika z ostatnich doniesień lekarzy, Polacy coraz rzadziej badają się w kierunku koronawirusa, coraz rzadziej zgłaszają się do lekarzy pierwszego kontaktu czy na SOR-y. W końcu - coraz wyżej podnoszą "poprzeczkę" dolegliwości, przy których decydują, że to już czas na pomoc szpitalną.

Typowe dla tej choroby są nagłe pogorszenia. Być może chorzy zwlekają zbyt długo z szukaniem pomocy w szpitalu?

– mówi cytowany przez PAP dr hab. Włodzimierz Mazur, wojewódzki konsultant ds. chorób zakaźnych w woj. śląskim w kontekście zwiększonej liczby zgonów w Polsce. 

O wątpliwościach chorych i ich rodzin pisze także m.in. Paweł Reszka, dziennikarz "Polityki", autor reportaży i książek z pierwszej linii frontu walki z pandemią. W piątkowym wpisie na Facebooku przytacza znaczące słowa anestezjologa, który ma świadomość, z jak dramatycznymi brakami i problemami spotykają się medycy na oddziałach covidowych, a w związku z tym - jak kiepska bywa jakość opieki nad pacjentami tam (mimo często wręcz nadludzkich starań personelu medycznego).

Wczoraj zakaziła się moja żona. Ciągle myślę, co zrobić, jak się pogorszy oddechowo. Zostawiać ją w domu? Słać do szpitala? Ale kto się nią tam zajmie, jak nie będzie mnie obok? Czy przepracowany lekarz albo pielęgniarka zauważy, że tlen w butli się kończy? Skoro ja się boję, co muszą przeżywać inni ludzie, którzy nie są lekarzami?

- cytuje anestezjologa Reszka w swojej relacji.

*** 

Liczba zajętych łóżek i respiratorów w kolejnych dniach pochodzi z bazy danych Michała Rogalskiego na podstawie raportów Ministerstwa Zdrowia.

Zobacz wideo Brak miejsc w szpitalach. Czemu łóżka na Stadionie Narodowym stoją puste?