Polska znów z najwyższą inflacją w całej Unii Europejskiej [WYKRES DNIA]

Inflacja w Polsce w październiku według metodologii Eurostatu wyniosła 3,8 proc. To najwięcej spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Średnio w całej wspólnocie wskaźnik cen wzrósł przez ostatni rok o 0,3 proc. W aż dwunastu krajach mamy do czynienia z deflacją.

O 3,8 proc. wzrosły w ostatnich 12 miesiącach w Polsce ceny produktów i usług konsumpcyjnych - wynika z najnowszych danych Eurostatu, czyli europejskiej agencji statystycznej. Metodologia Eurostatu jest nieco inna niż Głównego Urzędu Statystycznego (październikowy odczyt "gusowskiej" inflacji wyniósł 3,1 proc.), natomiast pozwala porównywać tempo wzrostu cen pomiędzy krajami UE.

embed

W 2020 r. Polska ani razu nie zeszła z "podium" krajów Unii Europejskiej pod względem wysokości inflacji rocznej. Od lutego co miesiąc mamy najwyższy albo drugi pod względem wysokości odczyt inflacji. W październiku polskie 3,8 proc. było znów najwyższe spośród wszystkich krajów wspólnoty.

Na poziomie 2,9-3 proc. inflacja roczna kształtuje się obecnie w Czechach i na Węgrzech, w tempie 1-2 proc. rocznie ceny rosną jeszcze tylko w Rumunii, na Słowacji, w Holandii i w Austrii. W pozostałych krajach tempo wzrostu cen jest niższe od 1 proc., a w 12 z nich - wręcz mamy do czynienia z deflacji. Najmocniej ceny spadają w Grecji, Estonii, Irlandii i na Cyprze - w tempie 1,4-2 proc. w skali roku.

embed

Dlaczego ceny w Polsce rosną tak szybko?

Po pierwsze, co warto wyraźnie zaznaczyć, na inflację na poziomie blisko 4 proc. według metodologii Eurostatu zdecydowanie większy wpływ ma to, co działo się w polskiej gospodarce kilka miesięcy temu niż ostatnio. Od lipca do października tempo wzrostu cen w Polsce miesiąc do miesiąca wynosiło od -0,1 do 0,3 proc., a więc te miesiące nie "dokładały" się znacząco do wskaźnika inflacji rocznej (gdyby zmierzyć tempo wzrostu cen tylko od początku lipca do końca października br., inflacja w Polsce plasowałaby się na około ósmym miejscu w Unii). 

Z kolei o 0,6-0,8 proc. miesiąc do miesiąca ceny rosły w grudniu 2019 r. oraz w styczniu, lutym, maju i czerwcu 2020 r. To zatem tak należy szukać głównych przyczyn szczególnie wysokiego na tle Unii tempa wzrostu cen w Polsce w ujęciu rok do roku.

Przed uderzeniem pandemii koronawirusa sporą rolę grała szybko drożejąca żywność. Dodatkowo mocno wzrosły niektóre ceny administrowane, m.in. ceny energii elektrycznej czy wywozu śmieci. Nie zapominajmy także, że mieliśmy do czynienia z wyjątkowo wysoką podwyżką płacy minimalnej - z 2250 zł do 2600 zł, tj. o 350 zł. Kwotowo była to najwyższa podwyżka w historii, procentowo (wzrost o ponad 15,5 proc.) od ponad dekady. Zresztą w ogóle płace w gospodarce rosły wyraźnie, co powodowało spadek marżowości wielu biznesów, a przez to motywowało do podnoszenia cen. 

Z kolei już po uderzeniu pierwszej fali pandemii i koronakryzysu, jeszcze przyspieszyły wzrosty cen usług - m.in. lekarskich, stomatologicznych, kosmetycznych, fryzjerskich. Po odmrożeniu gospodarki, w maju i czerwcu przedsiębiorcy odbijali sobie wyższe koszty związane z zaostrzonymi wymogami sanitarnymi, a także utracone przychody podczas lockdownu. Mówiono wówczas o tzw. podatku covidowym.

Przedsiębiorcy w Polsce mogli sobie na takie podwyżki pozwolić zdecydowanie bardziej niż ich koledzy z innych krajów Europy, bo uderzenie koronakryzysu w polski rynek pracy było stosunkowo niewielkie. Dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym, tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl, że w Polsce, w przeciwieństwie do wielu innych krajów Europy, nie doszło wiosną do drastycznego pogorszenia się sytuacji konsumentów, wskutek czego utrzymany został solidny popyt i firmom stosunkowo łatwo było przerzucać koszty kryzysowe na klientów.

Znajduje to zresztą odzwierciedlenie w odczytach inflacji bazowej w Polsce, tj. inflacji po wyłączeniu cen żywności i energii. Według ostatnich szacunków Narodowego Banku Polskiego, w październiku wyniosła ona 4,2 proc. rok do roku. Powyżej 4 proc. jest od lipca, wcześniej tak wysoki poziom widziały był w Polsce na początku XXI wieku.

W kolejnych miesiącach inflacja mocno nie spadnie

Mimo tego, że w ostatnich kilku miesiącach (od lipca) nie oddziaływały na polską gospodarkę szczególne czynniki proinflacyjne, można się spodziewać, że inflacja w najbliższym czasie nie spadnie bardzo wyraźnie. Wiele będzie zależało od reakcji gospodarki na kolejne uderzenie epidemii koronawirusa, ale na razie jej dość łagodne przejście przez kryzys - m.in. wskutek zasypania jej pomocą rządową - może sugerować podwyższone tempo wzrostu cen. 

Spory wpływ na poziom inflacji będą miały także kolejne podwyżki cen administrowanych - tj. m.in. nowe opłaty od początku 2021 r. (mocowa w cenach energii, cukrowa w cenach napojów słodzonych) czy dalsze podwyżki cen wywozu śmieci. 

Jeszcze w lipcowej projekcji ekonomiści z Narodowego Banku Polskiego zapisali, że w 2021 r. inflacja średnioroczna (według danych GUS) wyniesie 1,5 proc. W ubiegłym tygodniu zrewidowali tę projekcję do poziomu 2,6 proc. Prognozę inflacji w 2022 r. także wyraźnie podnieśli - z 2,1 proc. do 2,7 proc. 

500 złDlaczego w Polsce ceny rosną najszybciej w UE? Zaskakujące wyjaśnienie

Zobacz wideo Polskie weto w UE. „Suwerenność nie ma swojej ceny”