Polska ewenementem na skalę świata pod względem odsetka dodatnich wyników testów [WYKRES DNIA]

Z oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że ponad 40 proc. testów na koronawirusa daje obecnie wynik pozytywny. Co więcej, ten odsetek od kilku dni i tak spada, bo sięgał już ponad 45 proc. Tak wysoki wskaźnik zrobił z Polski światowego lidera jeśli chodzi o "niemarnowanie" testów. Choć warto pamiętać, że w danych kryje się sporo niedopowiedzeń.

W ciągu ostatnich siedmiu dni Ministerstwo Zdrowia poinformowało o blisko 117 tys. nowych potwierdzonych zakażeniach koronawirusem w Polsce. Jednocześnie w tym samym czasie doniosło o wykonaniu ok. 288 tys. testów. Daje to odsetek pozytywnych testów na poziomie ponad 40 proc. Dla ostatnich 14 dni taki odsetek wynosi ponad 42 proc. 

Stosujemy średnią z ostatnich siedmiu i czternastu dni, bo to pozwala "wygładzić" dzienne anomalie i lepiej pokazać tendencje. Poza tym, pomiędzy zaraportowaniem wykonania testu a zaraportowaniem jego pozytywnego wyniku może minąć trochę czasu. Natomiast gdyby porównywać dane z pojedynczych dni, zdarzały się w ostatnich dniach i sytuacje, że tak liczony odsetek pozytywnych wyników testów przekraczał 50 proc.

W każdym razie - obecnie mniej więcej dwa na pięć wykonanych testów na koronawirusa w Polsce potwierdzają zakażenie. Co więcej, w ostatnich dniach ten wskaźnik spada - dochodził już do ok. 45 proc. 

Tym samym jesteśmy właściwie ewenementem na tle nie tylko Europy, ale i świata. Jest bardzo niewiele krajów, których statystyki obecnie czy w ogóle w którymś momencie epidemii wykazywały taką "skuteczność" w wykrywaniu koronawirusa. Poziom ponad 40 proc. na początku listopada przekroczył Meksyk, obecnie - według danych portalu Our World In Data - na tym poziomie jest odsetek pozytywnych testów w Bułgarii czy Macedonii Północnej, wokół 30 proc. oscyluje ten wskaźnik m.in. w Serbii, Chorwacji, na Ukrainie czy w Holandii. 

embed

Koronawirus (zdjęcie ilustracyjne)Koronawirus. Wzrasta liczba zgonów osób bez chorób współistniejących

Kwestia strategii i siły uderzenia epidemii

Skąd w Polsce aż ponad 40 proc. pozytywnych wyników testów? Po pierwsze - Polska była i wciąż jest jednym z najmocniej dotkniętych jesienną falą pandemii krajów świata pod względem liczby zakażeń (a co za tym idzie - i liczby śmierci). Polska wciąż jest w pierwszej dziesiątce świata pod względem liczby nowych zakażeń i liczby osób zmarłych zakażonych koronawirusem w ostatnich siedmiu dniach (zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i w przeliczeniu na milion mieszkańców).

Tak potężne uderzenie siłą rzeczy sprawia, że bardzo mocno rośnie odsetek pozytywnych testów. 

Po drugie - każdy kraj ma inną strategię testowania. Polska zakłada testowanie przede wszystkim osób wykazujących objawy zakażenia. Minister zdrowia Adam Niedzielski, ustalając ją, zdawał sobie sprawę, jak ograniczonymi zasobami m.in. diagnostów medycznych dysponuje Polska. Od blisko trzech miesięcy nie testujemy też osób na koniec kwarantanny czy izolacji. Badania przesiewowe? Ministerstwo Zdrowia dopiero je zapowiada w pojedynczych regionach. Nie robimy więc tego, co naturalnie mogłoby nam odsetek pozytywnych testów obniżać. To fatalna strategia, bo nie wyłapuje bardzo wielu osób bezobjawowych. Z drugiej strony - warto zwrócić uwagę, że uniedogodnienia związane z oczekiwaniem na test i automatyczną kwarantanną (także dla domowników) sprawiają, że nawet wiele osób z ewidentnymi objawami zakażenia koronawirusem unika testowania. 

60 milionów zakażeń na świecieKoronawirus. Od początku pandemii zakaziło się ponad 60 mln osób

Testów robimy w Polsce... więcej niż podaje rząd

Ale jest też trzecia przyczyna tego, że odsetek pozytywnych wyników testów w Polsce jest tak wysoki, czasem wręcz absurdalnie wysoki. Otóż... dane, które podaje Ministerstwo Zdrowia o liczbie wykonanych testów, są po prostu niepełne. Innymi słowy, teoretycznie powinniśmy dzielić liczbę wykrytych przypadków przez wyższe wartości. Wówczas odsetek pozytywnych wyników byłby niższy. Nie wiadomo, jaka jest skala nieraportowanych testów (a więc jak mocno odsetek pozytywnych wyników powinien spaść), ale taka sytuacja ma miejsce.

Jak poinformowało nas biuro prasowe Ministerstwa Finansów, na pewno w liczbie wykonanych testów nie są raportowane testy genowe (tj. te badane w laboratoriach), które nie były finansowane ze środków publicznych (czyli zapłacił za nie sam badany albo np. jego pracodawca), a które dały wynik negatywny. Słowem - raportowane są wyłącznie te testy komercyjne, które dały wynik pozytywny. 

Jeśli chodzi o szybkie testy antygenowe (które dają wynik po kilkunastu minutach), to raportowane są wyłącznie te wykonane w szpitalach. Także tu mogą więc gubić się informacje o wykonywanych w Polsce testach.

Jakkolwiek sytuacja ta świadczy o bałaganie legislacyjno-sprawozdawczym, to w gruncie rzeczy można na nią spojrzeć też z pewnym optymizmem. Oznacza bowiem, że skala wykonywanych w Polsce testów w kierunku koronawirusa jest wyższa niż mogą sugerować codzienne, oficjalne raporty resortu zdrowia. Tym samym epidemia w Polsce jest nieco bardziej "pod kontrolą" (choć poprawniej byłoby napisać - "nieco mniej poza kontrolą") niż mogłoby się wydawać.

Zobacz wideo Ferie w jednym terminie. Minister Niedzielski komentuje: Nasze stanowisko jest bezwzględne