Trzecia fala epidemii w Japonii i Korei Płd. W Polsce jest spodziewana około lutego [WYKRES DNIA]

Japonia i Korea Południowa meldują trzecią falę epidemii koronawirusa. Wygląda na to, że w Polsce sytuacja epidemiczna bardzo powoli się stabilizuje, ale już pojawiają się obawy przed trzecią falą.

Japonia i Korea Południowa mierzą się z trzecią falą koronawirusa. Tam - podobnie jak m.in. w Malezji czy Indonezji - notuje się obecnie najwyższe dzienne liczby nowych zakażeń od początku epidemii.

embed

Żeby "złapać" skalę - w przypadku Japonii i Korei Płd. chodzi o kilkanaście przypadków dziennie w przeliczeniu na milion mieszkańców (dla Malezji i Indonezji ok. 20-40). Dla porównania - Polska w najgorszym momencie epidemii notowała nawet ponad 600 wykrywanych zakażeń dziennie na milion mieszkańców, a kraje Unii Europejskiej ok. 500 w takim samym przeliczeniu. Obecna sytuacja we Wschodniej Azji z tego punktu widzenia wydaje się więc doprawdy niezła.

embed

Po kilkanaście przypadków dziennie na milion mieszkańców w Polsce notowaliśmy w sierpniu, gdy u nas zapadały kolejne decyzje o rozmrażaniu życia społeczno-gospodarczego, m.in. powrocie dzieci do szkół przy dość luźnym (czy - niedopasowanym do realiów) reżimie sanitarnym. Korea Południowa z ponad 50 mln mieszkańców ma obecnie ok. 40 tys. potwierdzonych przypadków w okresie całej epidemii. W Polsce tyle zakażeń miewaliśmy w dwa dni. W Japonii - gdzie mieszka ponad trzykrotnie więcej osób niż u nas - łączna liczba przypadków to ok. 160 tys. W Polsce tydzień temu liczba wykrytych zakażeń przebiła milion. U nas odsetek pozytywnych wyników oscyluje od dawna w granicach 30-50 proc., w Korei Płd. alarmujący jest skok z ok. 1,5 proc. do ponad 4 proc. Średnia liczba osób zmarłych z COVID-19 dobija w Japonii do 30 dziennie - to najwięcej od początku epidemii. Biorąc pod uwagę różnice w liczbie ludności to tak, jakby w Polsce umierało ok. 10 osób z koronawirusem na dzień.

Z drugiej strony - de facto jeszcze w wakacje czy w pierwszej połowie września statystyki w Polsce - m.in. te dotyczące liczby wykrywanych zakażeń, liczby osób zmarłych czy odsetka pozytywnych wyników testów - były dość zbliżone do tych obserwowanych obecnie w Japonii czy Korei Płd. Przykład nasz czy wielu innych krajów Europy pokazuje, czym mogą się skończyć błędne i spóźnione decyzje w pandemii. Przegapiony moment, gdy liczby nowych dziennych zakażeń rosły o kilkadziesiąt, wkrótce może się zemścić przyrostami rzędu tysięcy. 

Szczepionka - zdjęcie ilustracyjneKoronawirus w Polsce. Zaszczepieni nie będą musieli nosić maseczek?

Korea Południowa znów idzie w (jeszcze bardziej) masowe testy

Dlatego we Wschodniej Azji z dnia na dzień rośnie strach przed konsekwencjami trzeciej fali koronawirusa. Tym bardziej że lokalne służby w Japonii i Korei Płd. przewidują dalszy wzrost liczby zakażeń.

Podejmowane są szybkie decyzje. Prezydent Korei Płd. Moon Dze In chce, aby w akcję powszechnego testowania mieszkańców zaangażowało się wojsko oraz część pracowników administracji publicznej. To właśnie masowe testy na obecność koronawirusa w trakcie pierwszej i drugiej fali pandemii uznawane są za jedną z przyczyn stosunkowo małej liczby zakażeń w kraju. Stosunkowo mała względem populacji liczba zakażeń związana jest z rygorystyczną kwarantanną oraz skrupulatną kontrolą wszelkich potencjalnych ognisk zakażeń. Wydatną rolę odgrywa tu kompleksowy system śledzenia kontaktów. Pod koniec listopada Sky News pisało, że koreański system śledzenia i testowania na każdy wykryty przypadek koronawirusa identyfikuje sto osób z potencjalnego kontaktu - to pięćdziesiąt razy więcej niż w Wielkiej Brytanii. 

Władze Korei Południowej nie stosują twardych zasad lockdownu, na większości terytorium kraju obowiązuje jedynie nakaz zasłaniania nosa i ust w miejscach publicznych. Wyłącznie w Seulu i okolicach wprowadzono ograniczenia w działalności m.in. dyskotek, siłowni, hoteli czy restauracji i zakazano zgromadzeń powyżej stu osób. Zgodnie z niedzielnymi zapowiedziami władz kraju reguły bezpieczeństwa mają być zaostrzone przynajmniej do końca miesiąca. Jak donosi agencja Reutera, prezydent Korei Płd. komentując sytuację epidemiczną w kraju, mówił, że jest najpoważniejsza od początku epidemii. Przepraszał za wprowadzone restrykcje i za to, że nie udało mu się stłumić trzeciej fali. 

Japonia: system ochrony zdrowia na skraju wydolności

Od mniej więcej miesiąca mocno rośnie także liczba zakażeń w Japonii. Tu winą za ten stan rzeczy - poza chłodniejszą i bardziej suchą pogodą sprzyjającą rozprzestrzenianiu się koronawirusa - obarcza się także rządowy program "Go To Travel". To system zniżek kuponów mający na celu promocję turystyki wewnętrznej (w celu pobudzenia gospodarki). Trochę taki japoński bon turystyczny. Aczkolwiek wśród innych czynników wymienia się także po prostu zmęczenie (wszak mocno zdyscyplinowanego) społeczeństwa i przedsiębiorców antycovidową dyscypliną oraz związana z tym niechęć rządu do drastycznych decyzji. Dopiero pod koniec listopada Osaka i Sapporo, gdzie sytuacja epidemiczna jest najtrudniejsza, zostały czasowo wykluczone z programu "Go To Travel". Lokalne władze w tamtych regionach do mniej więcej połowy grudnia wprowadziły ograniczenia w przemieszczaniu się. 

Ze szpitali w części regionów Japonii (właśnie m.in. Osaka, Sapporo czy Tokio) słychać już sygnały o kłopotach z wydolnością. Pojawiają się historie podobne do tych z Polski - brakach kadry medycznej, wysokim odsetku zajętych łóżek, problemami karetek z umieszczeniem pacjentów w szpitalach czy poważnym obciążeniu "niecovidowych" szpitali opieką nad innymi pacjentami - np. rodzącymi kobietami czy osobami z nowotworami.

Trzecia fala w Europie?

Wydaje się, że zarówno w Polsce, jak i w większości krajów Europy (choć nie wszystkim) od blisko miesiąca sytuacja epidemiczna nieco się polepsza. Żeby nie było wątpliwości - nadal jest bardzo poważna, ale jednak nie tak dramatycznie pogarszająca się, jak w październiku i pierwszej połowie listopada. Widać to nie tylko po liczbie wykrywanych zakażeń (a wiadomo, że do tych choćby w Polsce należy mieć ograniczone zaufanie m.in. ze względu na bałagan sprawozdawczy oraz niechęć Polaków do testowania), lecz także innych wskaźników - m.in. liczbie osób zmarłych czy hospitalizowanych (widać tu stabilizację czy nawet delikatny trend spadkowy). 

Wraz z prawdopodobnym przejściem przez szczyt drugiej fali epidemii w Europie i Polsce pojawiają się jednak obawy przed trzecią. Tym bardziej że zanim zapowiadane masowe programy szczepień dadzą wyraźny efekt dla zdrowia publicznego, minie jeszcze kilka miesięcy. 

Pod koniec listopada o realnym (acz do uniknięcia) zagrożeniu trzecią falą, która mogłaby przyjść do Polski na przełomie lutego i marca wraz ze szczytem infekcji grypowych, mówił minister zdrowia Adam Niedzielski. Ale trzecia fala może pojawić się wcześniej - o przełomie stycznia i lutego mówi wiceszef resortu zdrowia Waldemar Kraska. Obaj panowie tłumaczą, że przed jej konsekwencjami mają nas chronić m.in. szpitale tymczasowe. W rozmowie z WP abcZdrowie o możliwej trzeciej fali już na przełomie stycznia i lutego mówi też prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, wirusolożka z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS.

Test na COVID-19Lotnisko testowało podróżnych na koronawirusa. Złe wyniki Polaków

Kiedy luzowanie obostrzeń?

Na wysokość ewentualnej trzeciej fali koronawirusa wpływ mogą mieć także efekty wyjazdów świąteczno-noworocznych i zimowych (które polski rząd chce istotnie ograniczyć, organizując ferie w jednym terminie 4-17 stycznia dla całego kraju i zakazując zorganizowanych wyjazdów) oraz ewentualnego luzowania obostrzeń. 

Przed szybkim luzowaniem ostrzega Światowa Organizacja Zdrowia. A spadki liczby nowych zakażeń mogą kusić polski rząd. Półtora tygodnia temu pozwolił działać większości sklepów w galeriach i pasażach handlowych, a Polacy bardzo tłumnie ruszyli na zakupy, często zapominając o dystansie społecznym. Z drugiej strony - według prognozy naukowców z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego - wpływ tej decyzji rządu na sytuację epidemiczną w Polsce nie będzie znaczący.

Na znoszenie innych ograniczeń przynajmniej do 28 grudnia nie mamy co liczyć. Ale co będzie później - to jest już niewiadomą. Wiele wskazuje na to, że spadniemy wówczas do poziomu poniżej 9,4 tys. zakażeń dziennie średnio przez tydzień (obecnie to ok. 11 tys.), co - zgodnie z rządową "rozpiską" - mogłoby oznaczać naprawdę mocne luzowanie obostrzeń (cała Polska byłaby żółtą strefą, tylko niektóre regiony byłyby "czerwone"). Pytanie, czy polski rząd się na to zdecyduje. 

Nie bez znaczenia jest fakt, że według szacunków matematyków czy wirusologów już ok. 10-15 proc. Polaków przeszło zakażenie koronawirusem. To oczywiście zdecydowanie za mało, aby mówić o odporności zbiorowej, ale ta częściowa odporność to jednak już czynnik, który jest delikatnym hamulcem dla rozwoju epidemii.

Już w tej chwili lockdown jest lżejszy niż na wiosnę, a też działa. Za miesiąc lżejsze obostrzenia niż obecnie też będą działać

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Jakub Zieliński z ICM UW.

Na razie wiadomo tylko tyle, że według ministra zdrowia Adama Niedzielskiego prawdopodobny jest powrót do szkół 18 stycznia dzieci z klas I-III. Tak Niedzielski mówił w poniedziałek w RMF FM. Dodawał, że wciąż rozważane są dwa warianty, "czy to będzie szerzej, czy węziej, tj. np. nauka rotacyjna, hybrydowa dla tych klas". Powrót starszych dzieci do nauki stacjonarnej ma postępować etapami w kolejnych tygodniach.

Słowa ministra zdrowia o stopniowym powrocie dzieci do szkół i rozważanym modelu nauki rotacyjnej są dobrą wiadomością, bo oznaczają, że rząd chyba uczy się na własnych błędach. Podobne scenariusze  - zakładające stopniowe uruchamianie szkół m.in. dla kolejnych klas czy w wybranych regionach (aby na mniejszej "próbce" obserwować wpływ na sytuację epidemiczną) - były na stole, już gdy planowano początek nowego roku szkolnego. W sierpniu zapadła jednak decyzja o jednoczesnym powrocie wszystkich uczniów do szkół w całym kraju. Ta istotna i nagła zmiana trybu życia nie tylko milionów dzieci, lecz także dorosłych (rodziców, dziadków) jest uznawana za jedną z przyczyn wyjątkowo szybkiej transmisji koronawirusa tej jesieni.

Zobacz wideo Prof. Gańczak o szczepionkach: Polska jest znowu w niechlubnym miejscu w Europie
Więcej o: