Wielka Brytania szykuje się na brexit. Zatkane porty i kolejki tirów. Umowa z UE znów rozbija się o ryby

Od kilku tygodni brytyjskie porty przeżywają oblężenie. Na granicach, także po francuskiej stronie, ustawiają się kolejki tirów z towarami. Wszystko przez brexit - firmy gromadzą zapasy, obwiając się braku porozumienia między Londynem a Brukselą. Na wypracowanie i zatwierdzenie umowy o relacjach handlowych zostały już tylko dwa tygodnie. Szefowa Komisji Europejskiej daje nadzieję na dogadanie się stron, ale nierozwiązana pozostaje kwestia rybołówstwa.
Zobacz wideo Wraca brexit. A wraz z nim wracają kłopoty

Wielka Brytania wyszła z Unii Europejskiej 1 lutego, ale w praktyce nie do końca. Do końca grudnia trwa okres przejściowy - jak na razie mieszkańcy Wielkiej Brytanii, podróżujący tam unijni obywatele oraz przedsiębiorcy po obu stronach Kanału La Manche nie odczuli żadnych zmian wynikających z brexitu. Ma się to jednak zmienić od 1 stycznia.

Brexit. Kluczowy termin się zbliża, a porozumienia wciąż brak

A zmiany będą bardzo duże i kosztowne, jeśli Londyn i Bruksela nie wypracują do tego czasu porozumienia regulującego przyszłe wzajemne relacje, przede wszystkim te dotyczące handlu. Za dwa tygodnie Brytyjczycy opuszczą unijny wspólny rynek i unię celną. Twardy brexit oznaczać będzie wejście w życie zasad Światowej Organizacji Handlu, czyli m.in. ceł i zwiększonych formalności dla importerów i eksporterów. 

Brexit. Kolejka ciężarówek do przeprawy w Dover."Póki życia, póty nadziei" - mówi Johnson. Ale twardy brexit jest możliwy

- Tak blisko, ale jednak... tak daleko - tak Ursula von der Leyen skomentowała w środę stan negocjacji między Wielką Brytanią a UE. Szefowa Komisji Europejskiej dodała, że punkty sporne są w dużej mierze rozwiązane, jednak rozmowy dotyczące połowów pozostają "trudne". Kilka następnych dni ma być decydujących. - Jest droga do porozumienia, być może to wąska ścieżka, ale jest - mówiła szefowa Komisji Europejskiej europarlamentarzystom. Także w środę rzecznik rządu premiera Borisa Johnsona przekazał, że w niektórych obszarach poczyniono postępy, ale w innych "pozostaje kilka znaczących luk", a brak umowy pozostaje "najbardziej prawdopodobnym efektem" negocjacji. 

W kwestii połowów Unia Europejska chciałaby zachować dostęp rybaków ze swoich państw do brytyjskich łowisk. W ramach UE jest on dość swobodny, tyle że co roku ustalane są dodatkowo kwoty połowowe na poszczególne gatunki ryb. Z drugiej strony, Wielkiej Brytanii zależy na dostępie do rynku - większość z łowionych przez brytyjskie kutry ryb i owoców morza jest eksportowanych, z czego około trzy czwarte do UE (co ciekawe, większość ryb kupowanych przez Brytyjczyków pochodzi z importu). Wielka Brytania chce przejąć 60 proc. obecnej wartości połowów unijnych rybaków na jej wodach, UE jest skłonna "oddać" między 15 a 18 proc. Jak na razie nie znaleziono kompromisu między tymi dwiema wielkościami. Rozmowy są bardzo trudne, po obu stronach negocjujący odczuwają presję ze strony branży zatrudniającej tysiące osób. 

Wielka Brytania zbiera zapasy na twardy brexit. Przedsiębiorcy nakładają "opłaty z tytułu zatłoczenia"

Licząc się z - całkiem sporym - prawdopodobieństwem braku porozumienia i twardego brexitu od początku nowego roku, Brytyjskie firmy zaczęły gromadzić zapasy towarów i produktów. Do kraju ciągną tysiące tirów, porty kontenerowe się zapychają. Do niepokoju związanego z możliwym wejściem ceł dochodzi jeszcze tradycyjnie zwiększony ruch przedświąteczny.

Ma to poważne konsekwencje. W ubiegłym tygodniu Honda musiała na dwa dni wstrzymać produkcję w swojej fabryce w Swindon, ponieważ zabrakło części. Przedstawiciele branży budowlanej alarmują o niedoborach narzędzi i materiałów. Branża handlowa z kolei narzeka na to, że koszty wysyłki z tygodnia na tydzień wzrosły o jedną czwartą, a przewoźnicy nakładają "opłaty z tytułu zatłoczenia" - po to, by odbić sobie opóźnienia związane z postojem i dłuższym czasem rozładunku w Wielkiej Brytanii. Problem ten widać też po drugiej stronie Kanału La Manche, w portach francuskich. 

To wszystko widać w danych, opublikowanych w środę - wstępnym wskaźniku PMI za grudzień. Przygotowująca go firma IHS Markit pisze, że ten wyścig z terminem brexitu doprowadził do silnego wzrostu zamówień produkcyjnych. 

"Ostatnie badanie wykazało również silną presję na łańcuchy dostaw w branży produkcyjnej, w przeważającej mierze związaną z opóźnieniami w transporcie w wyniku zatorów w brytyjskich portach" - piszą eksperci w raporcie. Około 45 proc. badanych (PMI - z angielskiego purchasing managers index - czyli indeks menedżerów ds. zakupów, opiera się on na odpowiedziach w comiesięcznym kwestionariuszu wśród kadry kierowniczej firm) wskazywało na zwiększony czas oczekiwania na dostawy, zaledwie 2 proc. deklarowało poprawę w tym zakresie. To wydłużenie czasu realizacji zamówień było trzecim najsilniejszym w historii tych badań - wyprzedzają je tylko te związane z wiosennym zatrzymaniem gospodarki w kwietniu i maju tego roku, związanym z pandemią koronawirusa. 

Koronawirus. Francuski tenor Stephane Senechal, przebrany za Świętego Mikołaja, śpiewa świąteczne utwory z okna swojego mieszkania w Paryżu, w czasie częściowego lockdownu. 15 grudnia 2020 r.Zaskakujące dane z Francji i Niemiec. "Pozytywny sygnał dla polskiego przemysłu"

"W niektórych przypadkach producenci zauważyli, że trudności związane z łańcuchem dostaw ograniczyły wielkość ich produkcji w grudniu. Przyczyniło się to do wzrostu liczby niedokończonych prac w całym sektorze wytwórczym dopiero drugi raz w ciągu ostatnich trzech lat" - pisze IHS Markit.

Zarówno sektor przemysłowy, jak i handel, zorganizowana jest na zasadzie dostaw "just in time" - dostarczanie produktów, części czy surowców jest bardzo precyzyjnie wpisane w cały proces wytwórczy czy sprzedaży i jakiekolwiek opóźnienia ten proces mogą poważnie zakłócić. Teraz do zwiększonego ruchu przedświątecznego i zaburzeń wywołanych pandemią koronawirusa doszły jeszcze te związane z brexitem. 

Więcej o: