Węgierskie wojsko wykonuje skok w przyszłość. Orban docenił siłę zbrojeń za granicą

Do niedawna na węgierskie wojsko patrzyło się wzrokiem pełnym politowania. Niedługo będziemy mogli mu zazdrościć. Od dwóch lat Węgrzy realizują ambitny program modernizacji, a właściwie odbudowy. Przy okazji pokazują, jak można wykorzystać taką okazję do kupienia sobie spokoju.

Węgierskie władze opanowały bowiem bardzo dobrze sztukę gry na wielu fortepianach. Tak jak w Polsce od kilku lat wśród zagranicznych dostawców uzbrojenia dominuje jeden, czyli USA, tak na Węgrzech jest ich cała plejada. Ciężki sprzęt dla wojsk lądowych, to Niemcy. Śmigłowce, to Francuzi. Rakiety przeciwlotnicze, to Amerykanie. Do kompletu są jeszcze Turcy z wozami opancerzonymi i Rosjanie z remontami starszego sprzętu. Trafią się też egzotycznie Brazylijczycy.

Dekada dla wojska

Węgierskie siły zbrojne mają duże szczęście, że węgierscy politycy dostrzegli potencjał drzemiący w odpowiednim rozegraniu drogich kontraktów zbrojeniowych. Od upadku komunizmu znajdowały się w stanie niemal kompletnej zapaści. Jeszcze kilka lat temu w polskiej prasie branżowej pisano o nich z litością i pobłażaniem. W zdecydowanej większości reprezentowały poziom Układu Warszawskiego z późnych lat 70. i to w mikroskali, ponieważ liczyły niecałe 30 tysięcy ludzi. Jeszcze w latach 2013-2015, przeznaczano na nie niecały procent PKB. To zdecydowanie za mało, aby utrzymać na nawet bardzo skromnym poziomie zawodowe siły zbrojne.

W 2016 roku ogłoszono jednak szeroko zakrojony dziesięcioletni program modernizacji, a właściwie odbudowy, o nazwie Zrinyi-26. - Jest szeroko zakrojony, kompleksowy i ambitny jak na węgierską skalę oraz możliwości. Nie ulega wątpliwości, że jeśli zostanie zrealizowany, to do 2026 roku siły zbrojne Węgier ulegną całkowitemu przeobrażeniu - mówi Gazeta.pl Bartłomiej Kucharski, dziennikarz miesięcznika "Wojsko i Technika". Szybko zaczęły rosnąć wydatki, które obecnie zbliżyły się do poziomu 1,5 procenta PKB (około 1,9 miliarda euro w 2020 roku), a w 2026 roku mają sięgnąć rekomendowanych przez NATO dwóch procent. Liczebność sił zbrojnych ma w ciągu dziesięciu lat programu urosnąć z niecałych 30 tysięcy, do 37 tysięcy żołnierzy zawodowych.

Celem Węgrów jest nie tylko kupić wojsku nowy sprzęt, ale też stworzyć nowe miejsca pracy. Oficjalnie jednym z celów Zrinyi-26 jest bowiem rozbudowa, a właściwie stworzenie od zera, węgierskiego przemysłu zbrojeniowego. Duży nacisk jest więc kładziony na tworzenie spółek joint-venture i umieszczenie przynajmniej części produkcji na Węgrzech. - Owszem Węgrzy mają w nich zazwyczaj mniejszościowy udział, ale trzeba pamiętać, że oni startują właściwie od zera. Każde nowe miejsce pracy, każda nowa technologia, to dla nich zawsze plus - mówi Kucharski.

Premier Węgier Viktor Orban z wizytą u prezydenta USA Donalda Trumpa w Białym Domu, 13 maja 2019.Echa po wizycie Viktora Orbana w Białym Domu. "Amerykanie nie mogą pozostać bierni na grę Chin i Rosji na Węgrzech"

Długa lista zakupów

Dokładne śledzenie węgierskich zbrojeń utrudnia fakt, że rząd i wojsko są niemal całkowicie nietransparentne. Oficjalnie zaprezentowano jedynie ogólny zarys planu modernizacji. Większość informacji na temat zamiaru zawarcia jakiegoś kontraktu, czy jego wartości, pochodzi od zagranicznych firm. Węgrzy informują o nim najczęściej dopiero w momencie jego podpisania i wówczas są podawane ogólnikowe dane.

Jedną z pierwszych podpisanych umów, był zakup w 2018 roku czeskiej broni ręcznej dla żołnierzy. Konkretnie karabinków Bren 2, pistoletów maszynowych Scorpion Evo 3 oraz pistoletów R-07 i R-09. Na Węgrzech zbudowano już fabrykę, w której ma zostać wyprodukowana większość tej broni. Całość kontraktu ma kosztować około stu milionów euro. Do 2026 całe węgierskie wojsko zostanie w nią przezbrojone i będzie miało broń ręczną na światowym poziomie. Do tego na razie tylko zapowiedziano zakup szwedzkich granatników Carl Gustav M4, które mają zastąpić stare radzieckie RPG-7.

Również w 2018 roku podpisano znacznie większy kontrakt z Francuzami na śmigłowce. Węgrzy zamówili w Airbus Helicopters 20 lekkich śmigłowców wielozadaniowych H145M oraz 18 średnich H225M Caracal. Do maszyn zakupili pakiet dodatkowego wyposażenia, uzbrojenia, szkoleń i serwisu. Wartość obu kontraktów nie jest znana oficjalnie, ale najpewniej jest w przedziale 0,5-1 miliarda euro. Dodatkowo w zamian za zamówienie, Francuzi zobowiązali się postawić na Węgrzech fabrykę części dla swoich śmigłowców (w Gyula, około 300 pracowników i mniejszościowy udział władz Węgier). Jest też mowa o centrum serwisowym dla śmigłowców Airbusa z wyłącznością na tą część Europy. Generalnie Węgrzy dostali część pakietu, który francuska firma oferowała Polsce przy okazji kontraktu na śmigłowce caracal. Zamiast w Łodzi, zmaterializuje się on jednak częściowo w Gyula. Większość śmigłowców H145M Węgrzy już dostali. Fabryka ma ruszyć w latach 2021-22.

Po śmigłowcach z Francji, nadszedł czas na jeszcze poważniejsze zakupy, tym razem u Niemców. W 2019 roku Węgrzy podpisali kontrakt na zakup 44 niemieckich czołgów Leopard 2 w nowoczesnej wersji A7+, 12 w starej wersji A4 przeznaczonej do szkoleń, oraz 24 nowoczesnych armatohaubic samobieżnych PzH2000. Do tego pojazdy pomocnicze, pomoc w szkoleniu i serwisie. Wartość umowy nie jest znana oficjalnie, ale nieoficjalne informacje mówią o od miliarda do około 1,4 miliarda euro. Pierwsze Leo2A4 do szkolenia Węgrzy już dostali. Te nowoczesne mają do nich trafić w latach 2023-25.

Jeszcze większy "pancerny" kontrakt na Węgrzech Niemcy dostali w roku 2020. We wrześniu z zaskoczenia zawarto umowę na zakup 218 nowoczesnych bojowych wozów piechoty Lynx. Jest ważna nie tylko dla Węgrów, ale też dla Niemców, ponieważ to pierwsze zamówienie na te maszyny, które koncern Rheinmetall intensywnie promuje na całym świecie od kilku lat. Węgrzy zapewnili sobie, że 172 transportery zostaną wyprodukowane/zmontowane u nich w kraju. Utworzono w tym celu kolejną spółkę joint-venture, z prawdopodobnie większościowym udziałem Niemców. Całość transakcji ma kosztować Węgrów około dwóch miliardów euro, z czego 200 milionów ma pochłonąć budowa fabryki w Zalaegerszeg. Dostawy pojazdów mają się zacząć w 2022 roku.

Dla wojsk lądowych Węgrzy kupują też sprzęt z bardziej niecodziennego kierunku, czyli z Turcji. W tym wypadku chodzi o mniej skomplikowane terenowe samochody opancerzone Gidran. Sam fakt podpisania umowy w 2019 roku ujawnili jedynie Turcy. Niedawno, w grudniu, bez zapowiedzi zaprezentowano pierwsze dostarczone na Węgry wozy. Łącznie w tym roku Węgrzy mieli ich dostać 40. Łącznie ma ich być ponad 300 i ogłoszono, że powstanie zakład montażowy na Węgrzech.

Nie zaniedbano też kierunku amerykańskiego. W sierpniu podpisano umowę na zakup systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu NASAMS II. Rozmowy w tej sprawie musiały się toczyć od co najmniej 2019 roku, jednak tradycyjnie Węgrzy o niczym nie informowali. Robili to jedynie Amerykanie w ramach swoich transparentnych procedur sprzedaży uzbrojenia za granicę. Cała umowa może być warta około miliarda dolarów.

Kupiono również samoloty. W 2018 roku wojsko otrzymało cztery maszyny przeznaczone do przewozu VIP-ów. Dwa używane Airbusy A319 oraz dwa nowe Dassault Falcon 7X. Teoretycznie wszystkie te maszyny mogą też służyć do transportu żołnierzy i ładunków, ale w praktyce są wykorzystywane tylko przez polityków. Wybuchła już afera w związku z nadużywaniem samolotów przez członków rządzącego Fideszu i ich znajomych. W odpowiedzi utajniono informacje o lotach, a zakup jednego z Falcon 7X w ogóle przez jakiś czas ukrywano.

Stricte dla wojska zakupiono w listopadzie dwa brazylijskie samoloty transportowe Embraer C-390, z dodatkowym wyposażeniem umożliwiającym używanie ich jako latających cystern KC-390, oraz wyposażeniem do transportu medycznego. Dostawy mają się rozpocząć w 2023 roku.

Poza tymi dużymi kontraktami, zawarto też szereg mniejszych i spodziewany jest cały szereg innych. Na przykład na zakup amunicji oraz technologii do jej produkcji czy radarów. Mowa też o szeregu kontraktów na wyposażenie osobiste żołnierzy, karabinków wyborowych itp.

Viktor OrbanRozczarowanie opozycji na Węgrzech. "Na końcu dla Niemców i tak liczą się pieniądze"

Zyski nie tylko dla wojska

Wszystko co opisane powyżej, stało się na przestrzeni ostatnich trzech lat, a w zdecydowanej większości dwóch. Tempo imponujące, zwłaszcza jak się obserwuje nasze polskie wieloletnie analizy, zmiany wymagań, rozwiązania pomostowe, modernizację wyspową i cięcie ambicji w imię krótkowzrocznych zysków politycznych. - Węgrom jest jednak trochę łatwiej. Po pierwsze z powodu znacznie mniejszej skali. Po drugie z powodu braku rodzimego przemysłu zbrojeniowego, co przekłada się na łatwość dokonywania tak zwanych "zakupów z półki". Szybszych i łatwiejszych, ale niekoniecznie na dobrych warunkach - tłumaczy Kucharski.

Dziennikarz dodaje, że warto przy tym wspomnieć, iż spore szanse na udział w węgierskich zbrojeniach miał polski przemysł. - Niestety, zabrakło wsparcia ze strony czynników oficjalnych i szansę zaprzepaszczono - stwierdza.

W branży zbrojeniowej mówi się, że Węgrzy "biorą co dają". Godzą się na dużo gorsze warunki niż oferowano choćby Polsce, czy Rumunii. Nie ma bowiem przy tym większych wątpliwości, że kontrakty zbrojeniowe służą nie tylko węgierskiemu wojsku, ale również państwu i partii rządzącej Wiktora Orbana. Zakupy uzbrojenia za granicą, zwłaszcza te duże liczone w setkach milionów, czy miliardów euro/dolarów, to w każdym państwie kwestia nie tylko wojskowa, ale też polityczna. Polskie władze od kilku lat lokują praktycznie wszystkie duże kontrakty w USA, nawet kosztem polskiego przemysłu, licząc w zamian na trwałą obecność wojska amerykańskiego na polskiej ziemi i co za tym idzie trwałe zaangażowanie Amerykanów w obronę Polski.

Węgrzy przyjęli natomiast odmienną strategię i przy pomocy znacznie mniejszych pieniędzy, inwestują w relacje z wieloma państwami. Na przykład Orban ma już od wielu lat spięcia z Berlinem z powodu swoich zapędów autorytarnych i korupcyjnych. Jednak pomimo tego niemieckie koncerny, zwłaszcza z branży motoryzacyjnej, bardzo chętnie inwestują na Węgrzech. W branży zbrojeniowej już od lat plotkuje się, że zakupy czołgów i transporterów w niemieckich koncernach, to była transakcja wiązana, choć dowodów nie ma. Podobnie relacje z Amerykanami Orban ma już od wielu lat "skomplikowane" z racji na swoje dobra kontakty z Rosjanami. Nie przeszkodziło to jednak kupić w USA drogi system NASAMS. Z drugiej strony nie stało to na przeszkodzie modernizować starsze śmigłowce u Rosjan, czy kupić transportery u Turków, mocno skłóconych z Amerykanami.

Na ile taka gra na wielu fortepianach się Orbanowi opłaci na dłuższą metę, to się okaże. Na razie wygląda na to, że służy mu dobrze. Na pewno dobrze służy też węgierskiemu wojsku, na którego kompleksową i szybką modernizację niedługo będziemy mogli patrzeć z zazdrością.

Zobacz wideo