Umowa UE z Chinami. Sukces Berlina i kłopoty w relacjach z USA?

Unia i Chiny sfinalizowały siedmioletnie negocjacje umowy o inwestycjach, która znacznie mocniej otworzy chiński rynek dla przedsiębiorców z Europy. Ale co na to Ameryka?

Politycznym finałem rokowań umowy inwestycyjnej między Unią i Pekinem (CAI) był teleszczyt (30.12.2020) przewodniczącego Xi Jinpinga oraz szefów głównych unijnych instytucji – Charlesa Michela oraz Ursuli von der Leyen. – UE i Chiny zasadniczo zakończyły dziś negocjacje CAI. Uczestnicy dzisiejszych rozmów z zadowoleniem przyjęli aktywną rolę niemieckiej prezydencji w Radzie UE, a w szczególności kanclerz Angeli Merkel, która kładła szczególny nacisk na stosunki UE-Chiny – ogłosił Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

Zobacz wideo Oko na świat. Czy Chiny zostaną gospodarczym zwycięzcą pandemii?

Potem do telekonferencji dołączyła Angela Merkel, która istotnie bardzo parła do porozumienia jako ostatniego wielkiego priorytetu niemieckiej prezydencji w Radzie UE, a także Emmanuel Macron. Francuz – wedle brukselskich przecieków – umówił się z Berlinem, że będzie dążyć do ratyfikowania CAI za francuskiej prezydencji, czyli w pierwszej połowie 2022 r. Tak długi czas jest potrzebny m.in. na przekonanie Parlamentu Europejskiego oraz – jak ujmuje to jeden z wysokich urzędników UE – dalszy „intensywny dialog polityczny” z Pekinem co do wszystkich przyszłych zobowiązań z CAI.

To nie koniec

– Dyskusja o CAI jest daleka od zakończenia. To dopiero początek – ogłosił dziś Bernd Lange (SPD), szef europarlamentarnej komisji ds. handlu zagranicznego. Zdaniem negocjatorów UE dzisiejsza ugoda stała się możliwa, bo Pekin na ostatniej prostej zgodził się na zapisy, że „podejmie wysiłki” na rzecz ratyfikacji międzynarodowych konwencji zakazujących pracy przymusowej (to ważne m.in. ze względu na los Ujgurów). – Takie zobowiązanie do rezygnacji z pracy przymusowej nie wystarcza. To śmieszne, że próbuje się sprzedawać to jako sukces – komentował niemiecki Zielony Reinhard Buetikofer, który w Parlamencie Europejskim pilotuje tematykę chińską.

Polska niezadowolona, ale nie blokuje

Tak ostry finisz negocjacyjny na dzień przed Sylwestrem, który wraz z Komisją Europejską narzuciła niemiecka prezydencja, wywołał w tym tygodniu spore zaskoczenie części krajów Unii. Podczas narady 27 ambasadorów przy UE m.in. Belgowie i Holendrzy wyrażali wątpliwości co do słabych zapisów o prawach człowieka (pracy przymusowej). Z kolei Polska – krytykując Berlin za pośpiech – przekonywała, że lepiej byłoby, gdyby Unia poczekała z CAI na konsultacje z Ameryką po przejęciu Białego Domu przez prezydenta elekta Joe Bidena.

Relacje z Chinami mogą być jednym z głównych punktów tarć między Unią i administracją Bidena, którego naciski Europie będzie trudniej lekceważyć niż presję Trumpa, który świadomie eskalował relacje zarówno z Pekinem, jak i z Unią. Jake Sullivan, doradca Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego, już przed tygodniem sygnalizował za pomocą Twittera, że Ameryka oczekiwałaby od Unii konsultacji co do CAI oraz koordynacji w sprawie polityki wobec Chin.

W ramach tej twitterowej dyplomacji szef polskiego MSZ Zbigniewa Rau tego samego dnia przestrzegał Unię przed pospiesznymi czy też przedwczesnymi porozumieniami z Chinami bez konsultacji transatlantyckich. – Jednak nikt podczas obrad ambasadorów o CAI w tym tygodniu nie podniósł znaku „stop” – relacjonuje jeden z dyplomatów UE.

Autonomia strategiczna?

Umowa CAI znacznie poprawi m.in. dostęp unijnych inwestorów do chińskiego rynku w sektorze samochodowym (tylko auta elektryczne), usług zdrowotnych, telekomunikacyjnych, chmur danych, usług transportowych i inżynieryjnych w budownictwie. Ponadto Europejczycy mają być chronieni przed transferem technologii wymuszanym w Chinach od zagranicznych inwestorów oraz zyskać większą przejrzystość co do chińskich subsydiów w sektorze usług. – W zamian Unia potwierdza utrzymanie dotychczasowego otwarcia swego rynku dla Chińczyków. Mamy wrażenie, że to dla nich bardzo ważne – tłumaczył wysoki urzędnik w instytucjach UE w przededniu teleszczytu.

Przedstawiciele unijnych przedsiębiorców przekonują, że efektem umowy CAI będzie zrównanie zasad chińskich inwestycji Europejczyków oraz Amerykanów, bo Trump już wcześniej wynegocjował podobne warunki z Pekinem bez żadnego oglądania się na Brukselę. – Unia nie może stać się ofiarą ewentualnej zimnej wojny między USA i Chinami – ogłosił Charles Michel, szef Rady Europejskiej, już na początku swej kadencji w grudniu 2019 r., kiedy w Unii bardzo żywe byłe obawy, że Europa będzie ponosić koszty sporów Waszyngton-Pekin, a zarazem będzie pomijana przy ewentualnych zyskach. To jeszcze bardziej ożywiło debaty o „autonomii strategicznej” Unii. Tyle, że dla części ekspertów prezydentura Bidena to szansa na powrót do bardziej harmonijnej współpracy czy też koordynacji transatlantyckiej.

– Nie jestem pewien, czy UE zdaje sobie sprawę, jak wiele szkód wyrządza teraz swym interesom w USA tym paktem inwestycyjnym z Chinami – przestrzega Tom Wright, ekspert Brookings Institution.

Unijni negocjatorzy tłumaczą, że podejmowali próbę rozmów z otoczeniem Bidena, ale na razie nic z tego nie wyszło, bo ekipie prezydenta elekta nie wolno do czasu inauguracji podejmować żadnych działań w polityce zagranicznej. – Ale przecież od lat nie ukrywaliśmy, o czym negocjujemy z Pekinem. Nie powinno tu być żadnych zaskoczeń – tłumaczy nasz rozmówca w Brukseli.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.