USA. Szok po zamieszkach, ale rynki niemal niewzruszone. Inwestorom podoba się "błękitna fala"

Dramatyczne wydarzenia w Waszyngtonie nie spowodowały gwałtownej reakcji na giełdach - ani amerykańskich - mimo że zaczęły się w czasie sesji na Wall Street - ani później, w Azji. Przyhamowały tylko nieco wcześniejsze wzrosty, które wywołało przejęcie władzy w Senacie przez Partię Demokratyczną.

To, co wydarzyło się w poniedziałek wieczorem w Waszyngtonie trudno określić inaczej niż szokujące. Zwolennicy Donalda Trumpa po jego przemówieniu, w którym ustępujący prezydent stwierdził, że nigdy nie uzna zwycięstwa Joe Bidena w wyborach, wtargnęli na teren Kongresu i demolowali jego pomieszczenia. W starciach zginęły cztery osoby. Po pewnym czasie Kongres wznowił obrady i liczenie głosów elektorskich. 

USA. Zamieszki na Kapitolu, zwolennicy Trumpa wtargnęli do budynków Kongresu

Gorąca noc w USA. Mimo zamieszek Trump wciąż mówił o 'sfałszowanych wyborach'. Jego zwolennicy wtargnęli na teren KapitoluGorąco w USA. Mimo zamieszek Trump dalej mówił o "sfałszowanych wyborach"

Amerykańscy politycy, część należąca do Partii Republikańskiej, z ramienia której w wyborach startował Donald Trump, zaczynają się nawet zastanawiać nad uruchomieniem procedury usuwającej prezydenta ze stanowiska jeszcze przed oficjalnym końcem jego kadencji (Joe Biden urząd obejmuje 20 stycznia). Zamieszki potępili też już światowi liderzy polityczni. 

KapitolŚwiatowi liderzy potępiają wydarzenia w USA. Duda: "To wewnętrzna sprawa"

Burmistrzyni Waszyngtonu Muriel Bowser ogłosiła stan wyjątkowy, który potem przedłużyła do 21 stycznia - czyli do pierwszego dnia po zaprzysiężeniu nowego prezydenta.

Tymczasem inwestorzy zareagowali na dramatyczne wydarzenia za oceanem wyjątkowo spokojnie. Reakcja była chwilowa i nie bardzo duża. Mimo, że do ataku protestujących na budynki Kongresu doszło jeszcze w czasie amerykańskiej sesji giełdowej. Według inwestorów to kwestia o tylko przejściowym znaczeniu, Joe Biden wygrał wybory prezydenckie i żadnych wątpliwości tutaj nie ma. 

"Wszystko, na czym teraz koncentrują się inwestorzy, to 20 stycznia, kiedy Biden przejmuje władzę, to wszystko przebija, a wyniki wyborów są ostateczne" - komentuje, cytowany przez Reutersa, Edward Moya, starszy analityk rynkowy z nowojorskiej firmy brokerskiej Oanda.

"To, co wydarzyło się wczoraj w nocy, zmieniło reguły gry" - stwierdził z kolei Phil Orlando, główny strateg rynku akcji w Federated Hermes, dodając, że "scenariusz błękitnej fali się zrealizował". 

Reakcja rynków na wydarzenia w USA. "Błękitna fala" demokratów przyjęta optymistycznie

Indeksy giełdowe wprawdzie się cofnęły, ale i tak środową sesję zakończyły na plusach - Dow Jones wzrósł o 1,44 proc., a S&P 500 o 0,57 proc., tylko technologiczny Nasdaq spadł o 0,61 proc. Wcześniej te wzrosty były wyraźnie większe, a S&P i Dow Jones znalazły się na swoich historycznych szczytach. Bo zanim zwolennicy Trumpa wdarli się na Kapitol, wydarzyło się coś jeszcze, co później zamieszki trochę przykryły. 

Notowania indeksu S&P 500, środa 6 stycznia 2021.Notowania indeksu S&P 500, środa 6 stycznia 2021. Źródło: investing.com

We wtorek poznaliśmy bowiem wyniki drugiej tury wyborów do Senatu USA, które odbyły się w stanie Georgia. Dwóch senatorów z Partii Demokratycznej pokonało swoich odpowiedników z Partii Republikańskiej. Demokraci de facto przejęli kontrolę nad Senatem - mają ją pierwszy raz od sześciu lat. Dokładnie dwie partie mają w tej izbie tyle samo przedstawicieli (50 do 50), ale głos decydujący w przypadku remisu będzie miała w głosowaniach wiceprezydent Kamala Harris z Partii Demokratycznej.  Tym samym zrealizował się scenariusz tak zwanej "błękitnej fali" - demokraci (ich "partyjna" barwa to niebieski) mają teraz władzę w Białym Domu (formalnie od 20 stycznia) i w obu izbach Kongresu. 

Ta "błękitna fala" inwestorom się spodobała. A to dlatego, że likwiduje ona ryzyko blokowania inicjatyw prezydenta przez republikańską dotąd większość w Senacie. To oznacza większe szanse na hojniejszy program stymulujący gospodarkę do wyjścia z koronakryzysu. Wcześniej rynki obawiały się ryzyka wzrostu podatków dla najbogatszych, co Biden od początku zapowiadał. Teraz te obawy zostały przykryte przez nadzieję na zwiększone wydatki rządowe, między innymi na infrastrukturę, ale nie tylko. W połączeniu z rozpoczęciem szczepień przeciwko koronawirusowi postrzegane jest to jako sygnał, że dotknięte przez pandemię firmy będą mieć szansę stanąć na nogi. Choć też trzeba pamiętać, że przewaga w Senacie jest bardzo mała i sprawia, że niektóre pomysły w sprawie wydatków mogą nie być bardzo łatwe do przepchnięcia przez cały proces legislacyjny.

Wyniki z Georgii negatywnie odbiły się za to na spółkach technologicznych z powodu obaw o zwiększoną kontrolę ze strony regulatorów wobec wielkich firm z tej branży, co przy przejęciu pełni władzy przez demokratów jest bardziej prawdopodobne. Stąd spadkowy koniec sesji technologicznego indeksu Nasdaq.

Czwartkowy poranek jest na rynkach optymistyczny - w Azji, gdzie handel się już kończy, mamy wyraźne wzrosty. Kontrakty terminowe przed otwarciem sesji w Europie także były na plusach, podobnie jak kontrakty na indeksy amerykańskie (w poniższym zestawieniu na czerwono jest indeks VIX, zwany "indeksem strachy" - obrazuje on zmienność na rynkach, im bardziej rośnie, tym zmienność, a więc i niepewność wyższa). 

Notowania kontraktów terminowych na główne indeksy w USA i w Europie, ranek 7 stycznia 2021 r.Notowania kontraktów terminowych na główne indeksy w USA i w Europie, ranek 7 stycznia 2021 r. źródło: investing.com

Traci za to amerykański dolar, który znajduje się w okolicach trzyletnich minimów. Dolar to aktywo postrzegane jako tzw. bezpieczna przystań - inwestorzy kupują tę walutę w czasach podwyższonej niepewności, "przerzucając" swoje środki z bardziej ryzykownych aktywów, w tym z rynków akcji. Według ekspertów "błękitny" Senat USA to negatywny scenariusz dla dolara i amerykańskich obligacji. W 2020 roku indeks dolarowy spadł o blisko 7 proc., w tym roku już o prawie 1 proc. 

Zobacz wideo Koniec z "America First"? Mapa globalnych wyzwań Bidena. "Nie ma powrotu do tego, co było przed Trumpem"
Więcej o: