Brexit uderza w szkockich rybaków. Czują się oszukani przez Johnsona. "Nasi klienci się wycofują"

Rybacy ze Szkocji zaczynają odczuwać skutki brexitu. Obecnie bardziej opłaca im się ruszyć w 48-godzinny kurs do Danii, gdzie za połów otrzymują nawet dwukrotnie więcej pieniędzy niż w swoim rodzimym kraju. To efekt obowiązujących od 1 stycznia przepisów.

Jak zauważa agencja Bloomberg, łódź rybacka załadowana 15 tonami żabnicy, która przypłynęła w czwartek do jednego z duńskim portów, przyniesie szkockiemu kapitanowi około 225 tys. koron (36 700  dolarów) więcej niż w przypadku, gdyby zdecydował się on sprzedać swój połów w Peterhead, największym brytyjskim porcie rybackim.

To efekt drastycznego spadku cen ryb na brytyjskim rynku, do którego doszło po wejściu w życie umowy handlowej z UE. Hurtownicy w Wielkiej Brytanii odwracają się od droższych ryb, ponieważ skomplikowane procedury celne mogą sprawić, że kiedy w końcu trafią one do europejskich klientów, to nie będą już świeże. W Szkocji ceny wielu odmian owoców morza spadły o 40, a nawet o 80 proc.

Boris Johnson prawdopodobnie zapomniał wyjaśnić, co będzie oznaczać opuszczenie UE dla zdolności rybaków do sprzedaży na rynku europejskim

- powiedział Jesper Kongsted, duński aukcjoner ryb w rozmowie z Bloombergiem.

Eksport ryb stał się logistycznym piekłem

Wprowadzenie zaświadczeń sanitarnych, deklaracji celnych i szeregu innych biurokratycznych procedur sprawiło, że dla wielu firm z Wielkiej Brytanii eksport ryb na terytorium Unii Europejskiej stał się całkowicie nieopłacalny. Kilka dni temu dwaj wielcy brytyjscy eksporterzy, DFDS i SB Fish informowali, że brexit sparaliżował ich flotę, co w szczególny sposób uderzyło w samych rybaków.

Jeszcze na początku roku brytyjskie firmy testowały możliwość eksportu ryb, wysyłając do krajów UE niewielkie partie towaru. Szybko okazało się, że procedury, które przed brexitem zajmowały jeden dzień, teraz wydłużyły się nawet do 3-4 dni.

Nasi klienci się wycofują. Mamy świeży produkt i klienci oczekują, że trafi do nich też świeży, więc nie kupują. To katastrofa

- powiedział Santiago Buesa z firmy SB Fish, cytowany przez Reutersa.

Z kolei David Noble, którego firma skupuje towar od szkockich rybaków na eksport do UE, stwierdził, że musi płacić 500-600 funtów dziennie za "papierkową robotę", co pochłania większość zysków.

Zastanawiam się, czy to kontynuować. Jeśli nasze ryby będą za drogie, to klienci będą je kupować gdzie indziej

- stwierdził.

Rybacy czują się oszukani

Swojej wściekłości nie kryje również Narodowa Federacja Organizacji Rybackich, która oskarżyła brytyjskiego premiera Borisa Johnsona o poświęcenie ich branży na ołtarzu brexitu oraz szereg nieuczciwych stwierdzeń, w których zapewniał on, że rybacy skorzystają na umowie handlowej z UE.

Nie chodzi o to, że w końcu zostałeś zmuszony do ustąpienia w obliczu nieprzejednanego i potężnego przeciwnika, który wywołał taką furię w naszej branży, ale o to, że próbowałeś przedstawić to porozumienie jako wielki sukces, podczas gdy wszyscy wiemy, że tak nie jest.

- czytamy w liście skierowanym do Borisa Johnsona.

James Withers, dyrektor generalny grupy branżowej Scotland Food & Drink szacuje, że sprzedawcy owoców morza tracą obecnie 1 mln funtów dziennie z powodu panującego chaosu celnego.