Biden "przejął" od Trumpa bliskie rekordów indeksy na Wall Street. Ale także ogromny dług publiczny

Donald Trump w czasie swojej prezydentury lubił chwalić się giełdowymi wzrostami. Straszył też, że jeśli Joe Biden wygra wybory, Wall Street się załamie. Nic takiego nie miało jak na razie miejsca, co więcej w dniu inaugracji nowego prezydenta główne indeksy wzrosły do rekordowych poziomów. Jednak Trump zostawił Bidenowi nie tylko giełdową hossę, ale i powiększony aż do 27 bilionów dolarów dług publiczny USA. I ten dług szybko raczej nie spadnie.
Zobacz wideo Joe Biden złożył przysięgę i został 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych

Niedługo po tym, jak Donald Trump i jego żona Melania odlecieli Air Force One z Białego Domu na Florydę, amerykańska giełda rozpoczęła sesję - od wyraźnych wzrostów. Indeks Dow Jones poszedł w górę o 0,6 proc., osiągając poziom 31 109 pkt, S&P 500 o 1,1, proc., do 3 839 pkt, a technologiczny Nasdaq o 1,7 proc., do 13 418 pkt. W przypadku dwóch ostatnich oznacza to śródsesyjne rekordy. Dwie godziny później wyglądało to wciąż podobnie:

Donald Trump i giełda w USA 

Nie spełniły się ostrzeżenia byłego już prezydenta, który w debacie w czasie ostatniej kampanii grzmiał, że jeśli wygra Joe Biden, "giełda się załamie". 

 

Tak się nie stało, niemniej giełda w czasie kadencji Trumpa zaliczyła solidny wzrost - choć bynajmniej nie rekordowy. Sam poziom indeksów oczywiście jest blisko najwyższego w historii, ale jeśli porównać to, jak radziła sobie Wall Street za wcześniejszych prezydentów, Trump wcale nie okazuje się mieć pod tym względem najlepszego czasu urzędowania. Takie porównywanie nie jest rzecz jasna miernikiem jakości prezydentury, ale akurat 45. prezydent często, w tym za pośrednictwem Twittera, wykorzystywał argument giełdowy jako dowód skuteczności swojego zarządzania krajem i wpływu działań jego administracji na gospodarkę. 

Zatem, od momentu inauguracji Donalda Trumpa na początku 2017 roku do ostatniego pełnego dnia jego urzędowania (czyli do wtorku 19 stycznia włącznie), najszerszy amerykański giełdowy indeks - S&P 500 - wzrósł o 67 proc. Przy czym przez pierwsze ponad trzy lata giełda rosła - były prezydent obiecał obniżki podatków i zmniejszenie regulacji, co wielkim firmom i inwestorom się podobało, a gospodarka była w dobrym stanie. Notowania załamały się po wybuchu pandemii koronawirusa, ale potem znów odbiły - dzięki ogromnym programom ratunkowym ze strony rządu i banku centralnego, a później także dzięki pozytywnym nastrojom w oczekiwaniu na szczepionkę, od końcówki marca 2020 do teraz rosnąc o 73 proc. 

Dzięki temu, Wall Street za prezydentury Trumpa ostatecznie poradziła sobie lepiej niż w przypadku wielu innych współczesnych prezydentów. Ale nie najlepiej. S&P 500 wzrósł mocniej za pierwszej kadencji Baracka Obamy - o blisko 75 proc. (a zaczął on w czasie potężnego kryzysu finansowego) i za Billa Clintona - o ponad 78 proc. 

Nie tylko Wall Street. Ogromny dług publiczny USA

Joe Biden "przejmuje" giełdę blisko rekordowych poziomów, i według ekspertów w tym roku indeksy mogą wciąż rosnąc, dzięki spodziewanemu odbiciu gospodarczemu a także hojnym planom nowego prezydenta (zapowiedzi podwyżki podatków dla najbogatszych i większych regulacji dla firm technologicznych inwestorzy już dawno przestali się obawiać). 

Gospodarka Stanów Zjednoczonych niemniej jeszcze z koronakryzysu nie wyszła, a działania, które miały stymulować odbudowę - choć nie tylko one - przyczyniły się do zwiększenia amerykańskiego długu publicznego. Za Trumpa wzrósł on o prawie 40 proc., do ponad 27,7 biliona dolarów. Za Bidena ten dług nie spadnie - i to akurat ekonomistów nie martwi najbardziej. Dzięki ogromnym programom pomocowym, gospodarka ma szansę odrobić straty z pandemii - zyski z tego tytułu przewyższają koszty związane z większym zadłużeniem.

Donald Trump.Donald Trump został królem długu. Joe Biden może zostać nawet cesarzem

A pieniędzy na ten cel będzie jeszcze więcej. Nowy, 46. prezydent USA ma swój program pomocowy o wartości 1,9 biliona dolarów, który zakłada m.in. wsparcie dla bezrobotnych i jednorazowe zapomogi. Także nominowana na sekretarz skarbu Janet Yellen (była szefowa Fed, amerykańskiego banku centralnego) wzywała Kongres do odważnych działań w tym zakresie. 

BidenBiden chce dać Amerykanom dodatkowe 1400 dolarów. Znamy szczegóły pakietu wartego 1,9 bln dolarów

Dziennikarze Agencji Reutera wśród "prezentów", które Biden "dostał" od swojego poprzednika wymieniają jeszcze osłabioną walutę (Trump lubił powtarzać, że dolar jest zbyt mocny) - kurs dolara jest o 12 proc. poniżej szczytu z ubiegłego roku - co m.in. wspiera amerykańskich eksporterów. Mniej pozytywne jest już to, że w razie kolejnego kryzysu ekonomicznego Fed będzie miał mniej amunicji do działania - przy rekordowo niskich stopach procentowych i przeznaczaniu 120 miliardów dolarów miesięcznie na skup aktywów (określane jako "pompowanie" pieniędzy do gospodarki). Do tego Joe Biden przejmuje władzę w czasach nasilonej niepewności geopolitycznej - Trump zostawił po sobie m.in. napięte relacje z Chinami. 

Korea Północna. Kim Dżong Un w czasie parady wojskowej na zakończenie zjazdu partiiKim Dzong Un wzmocni kontrolę nad gospodarką. "To będzie zabójcze dla kraju"