Trzy razy zmieniał branżę, a wciąż ma kłopoty przez COVID. Rządowej pomocy brak. "Zamknięte koło"

Pan Jarek, przedsiębiorca z Warszawy, już trzy razy zmieniał pracę w trakcie epidemii koronawirusa. Wciąż jednak nie może wygrzebać się z długów, które narosły przez pandemię. A na pomoc rządową nie może liczyć, bo ma niespłacone zobowiązania.

Money.pl rozmawiało z panem Jarkiem, warszawskim biznesmenem, który klientów postanowił szukać przez internet. Jego wpis na Twitterze przekazało dalej 1,5 tys. osób, czym - jak wskazuje - sam był zaskoczony. Okazuje się, że zgodnie z radami rządu w ciągu ostatniego roku w poszukiwaniu zarobku przebranżowił się aż trzy razy. I wciąż nie otrzymał żadnego państwowego wsparcia.

Zobacz wideo Biznes od roku walczy z pandemią. Jakich rozwiązań szukają firmy?

Długi urosły przez pandemię, ale urząd odmawia pomocy dla poszkodowanych przez COVID-19... przez te same długi

Pan Jarek opisuje, że pracował w branży eventowej, która z dnia na dzień została zamknięta. Stracił całkowicie dochody, przez co nie mógł zapłacić podatków.

I to mnie pogrążyło, bo nie byłem w stanie zapłacić. Pojawiły się zaległości, egzekucja, zablokowane konto i tak dalej. Przepadły zadatki wpłacone na wyjazdy wiosną i latem, a klientom trzeba przecież zwrócić pieniądze

- mówi w rozmowie z Money.pl Pan Jarek.

ZUSZUS miał dać ulgę, a zabrał. "Wielu przecierało oczy ze zdumienia"

Niestety nie dostał pieniędzy od państwa, mimo że kwalifikował się do programów pomocowych. Na przeszkodzie stanęło wymaganie mówiące o tym, że by otrzymać pomoc do rządu, nie można mieć zaległości w skarbówce i w ZUS-ie. Te u Pana Jarka pojawiły się właśnie przez pandemię.

Sytuacja spowodowana pandemią uniemożliwia mi staranie się o pomoc dla poszkodowanych przez COVID. To zamknięte koło

- mówi.

Trzy przebranżowienia i wciąż kłopoty

Pan Jarek podjął się pracy jako kierowca Ubera, ale szybko się okazało, że zarobki nie wystarczały, by spłacać zobowiązania. Przebranżowił się więc po raz drugi i jesienią obsługiwał mobilnym barem wesela. Po dwóch miesiącach rząd jednak zakazał dużych imprez weselnych, trzeba było więc znów się przebranżowić. Tym razem przedsiębiorca wybrał usługi sprzątania, które doraźnie świadczył, gdy organizował eventy. Jak opisuje, praca jest, ale wciąż większość pieniędzy idzie na spłatę zobowiązań. Jego firma sprzątająca jest bowiem zbyt mało rozpoznawalna, by dostawać większe i intratne zlecenia. 

Sąd (zdjęcie ilustracyjne)Sąd obniżył czynsz za wynajem lokalu o przeszło 6 tys. zł

Wszystkie przebranżowienia są tylko czasowe i ledwo pozwalają się Panu Jarkowi utrzymać na powierzchni. Przedsiębiorca chce wrócić do branży eventowej, bo ma klientów, którzy już teraz mówią, że czekają na jego usługi. Post na Twitterze przyniósł jednak efekty i biznesmen zyskał już kilka nowych zleceń. 

Więcej o: